INF [20.11.17]: ręka, co prawda z ograniczeniami, ale już działa, więc szykuję mały foto-spam.

17.11.2017

2017: Cambridge

Bilety do Londynu na początek września kupiłam w jednym celu: chciałam zaliczyć Buckingham Palace, korzystając z uprzejmości Pana Krzyśka (dziękuję!). Ponieważ Londyn nie wprawia mnie już w taką ekscytację jak kiedyś, drugi dzień postanowiłam wykorzystać na eksplorowanie jakiegoś nieznanego mi zakątka Anglii (jak już wiecie, lista moich miast do zwiedzania w UK jest długa). Przez chwilę myślałam o Brighton, ale ostatecznie zdecydowałam się na Cambridge.
Wyboru nie żałuję, choć ta wycieczka dobitnie mi uświadomiła, że czasy studenckie już za mną – Cambridge bez legitki jest piekielnie drogie. Zasadniczo zwiedzanie tych słynnych uczelni się kompletnie nie opłaca. Wolałam za te pieniądze iść na obiad. Albo kawę z ciastkiem. Na szczęście Cambridge poza murami uczelni też jest urocze.

10.11.2017

2017: Belfast

Belfast Vital był moją szczęśliwą alternatywą tegorocznego Glastonbury, na które, jak zwykle, nie miałam za co i z kim jechać. Moja jedyna szansa na zobaczenie moich muzycznych Bogów w tym roku! A że przed moimi Bogami miało zagrać Biffy Clyro (swoją drogą stąpający Muse po piętach) i Nothing But Thieves (których pierwszy raz słyszałam w Paryżu i którzy, póki co, zapowiadają się na świetny zespół), bilety kupiłam bez mrugnięcia. Dla siebie i brata. Z pełną świadomością, że moje gardło na pewno nie wyjdzie z tego cało.
A przy okazji zwiedziłam (trochę po łebkach, ale jednak) kolejne brytyjskie miasto.

05.11.2017

2017: Bath

Moja lista miast do zwiedzenia w UK jest generalnie dość długa. Moje odwiedziny w Bath (którego oczywiście na tej liście nie zabrakło) wyszły trochę przypadkiem. W kwietniu Norb zakupił nam bilety do Werner Bross Studios (bo sam jeszcze nie był, a ja tam będę chętnie wracać przy każdej nadarzającej się okazji, bo jestem Potter-head pełną gębą), ale w Londynie spędziliśmy tylko dzień – pozostałe dwa w Bristolu. A że Bristol miałam już z grubsza obcykany (fotorelacja do wglądu tutaj), to padło na położone niedaleko, słynne Bath.
Poniżej jednak kadry z całego weekendu, nie tylko Bath.

31.10.2017

2017: kadry październikowe

Wydawało mi się, że niewiele mam wam do pokazania, ale po przebrnięciu przez tych kilka październikowych folderów, zmieniłam zdanie. To był bardzo intensywny miesiąc, głównie dlatego, że mój ostatni w Edynburgu (przynajmniej na jakiś czas).
Trochę się odchamiałam, trochę pisałam, dużo eksplorowałam (starałam się wykreślić z mojej edynburskiej listy jak najwięcej pozycji) i żegnałam się z pracą w hostelu, za którą już trochę tęsknię (rzecz jasna, przez spotkanych tam ludzi).

27.10.2017

Za okularami

Gdy zaczęłam pracować w kawiarni w Londynie, moi serdeczni, nowi koledzy trochę zbijali się z moich okularów, twierdząc, że jak je ściągam, to staję się zupełnie inną osobą. Żart żartem, ale trochę prawdy w tym jest. Nie tyle o mnie samej, co takiej życiowej, o wszystkich. Bo przecież każdy z nas nosi jakieś „okulary”. Pozorne, które często mylą.  

20.10.2017

2017: Dublin

O Dublinie dochodziły mnie różne słuchy: jedni wracali nim zachwyceni, drudzy mocno zawiedzeni, więc moja ciekawość (i idąca za nią potrzeba wyrobienia sobie własnej opinii) stopniowo wzrastała. Podejść do tego wyjazdu miałam kilka, ostatecznie wykorzystałam stan przejściowy pomiędzy jedną pracą, a drugą, i końcem czerwca zapowiedziałam się u kuzyna mojej mamy (który mieszka pod Dublinem) z wizytą.
Po samym Dublinie przemieszczałam się solo, w irlandzkiej mżawce (choć z lotniska żegnał mnie już słońcem).

13.10.2017

Broken machine

Nie bez powodu tytuł tego posta pokrywa się z najnowszą płytą Nothing But Thieves (swoją drogą polecam chłopaków serdecznie): bowiem jak każdy kryzys przed nim, tak i ten ma swoją theme song.
Przekroczyłam w tym roku magiczną dwudziestkę szóstkę: zniżek już nie mam, moje rodzicielskie ubezpieczenie wygasło, do muzeów w Paryżu na dowód już nie wejdę, a i super zniżki na Fringe’a obeszły mnie bokiem. Jeszcze chwila i będę za stara na młodzieżowe hostele. Panika znienacka zagląda mi w oczy: spiesz się, czas ucieka, życie marnujesz! Z prawa i lewa docierają groźne głosy, że pasowałoby się jakoś poważniej tym jestestwem zająć.
Oddech mi się spłyca, ręce pocą, a głowa od stresu nieprzyjemnie pulsuje.
Nie wiem, co jest grane, ale nie podoba mi się ta melodia.

30.09.2017

2017: kadry wrześniowe

Może niewiele udało mi się we wrześniu osiągnąć (szczególnie w kwestii życiowo-mentalnego bałaganu), ale i tak zaliczam go do udanego miesiąca.
Był czas na rozrywkę w doborowym towarzystwie, na pisanie przy kawie (mój najnowszy, jeszcze raczkujący, nawyk – docelowo ma mi pomóc ogarnąć mentalny bałagan właśnie), spacery, a nawet relaksacyjny alkohol.

31.08.2017

2017: kadry sierpniowe

To jakaś nowa tradycja chyba, że pieprzone depresje i kryzysy (w przeciwieństwie do złamanego serca – wolałabym!) nawiedzają mnie w okresie letnim. I nie, wbrew pozorom to wcale nie jest kwestia szkockiego klimatu! Zimne i wietrzne lato mi specjalnie nie wadzi. W Edynburgu w ogóle niewiele rzeczy mi fizycznie wadzi. Kocham to miasto!
Patrząc na to wszystko z wierzchu, powodów do kryzysów i depresji nie mam (taki już urok tych kryzysów, że są kompletnie niewidzialne – tudzież niewytłumaczalne – dla otoczenia). Edynburg w sierpniu tętnił życiem (i tonął w dzikich tłumach), z czego sama trochę skorzystałam, choć nie w takim stopniu, w jakim to pierwotnie planowałam.

20.08.2017

2017: St Andrews

W St Andrews wylądowałam z polecania pana Krzyśka (dziękuję), bo fanką golfa bynajmniej nie jestem. Ale względnie udane zdjęcie słynnego most(k)u jest.
Generalnie wyboru nie pożałowałam – względnie niedaleko od Edynburga, na jednodniowy wypad (w moim wypadku solo), to miejsce zdecydowanie warte rozważenia.