INF [17.4.2017]: z poślizgiem ale jest: fotorelacja z Glasgow. Szykują się kolejne. Stay tuned!

24.04.2017

2017: Stirling & Conic Hill

Druga część naszej wczesno-kwietniowej wycieczki (pierwsza TU) była inicjatywą Norberta, choć tym razem bez jego typowego, uprzedniego, skrupulatnego planowania: działaliśmy trochę na żywioł, starając się dostosować do kapryśnej, szkockiej pogody. Wyszliśmy na tym wcale nie najgorzej. Ale niestety bez Jakuba, który musiał pracować.
Na poniedziałek zapowiadali deszcz, więc za cel obraliśmy sobie zamek w Stirling, a że we wtorek słońce miało wyglądać zza chmur, to wybraliśmy się nad Loch Lomond.

21.04.2017

Customers sins

Wszyscy znamy złotą zasadę obsługi klienta: klient ma zawsze rację, nawet jeśli jej nie ma. I wszystko fajnie dopóki sam jesteś klientem. Patrzysz na to trochę inaczej, gdy samemu przychodzi ci stać za tą kasą / siedzieć za biurkiem. Klient nasz Pan! I zmora.
Jak wszystkim wiadomo, pracując z ludźmi automatycznie narażamy się na obcowanie z debilizmem: tak było, jest i zawsze już będzie. Taka zależność: gdzie człowiek tam i debilizm. Pracuję w obsłudze klienta od prawie dwóch lat (ponad rok w hostelu, i niebawem będzie pół roku w coffee shopie) i powiem wam jedno: bardziej od tego szerzącego się w gatunku ludzkim debilizmu, wkurwia mnie jednak wszechobecne chamstwo. Które w zachowaniach przy kasie / recepcji jest na tyle częste, że można je sobie podzielić na kategorie. I jestem prawie pewna, że każdy, kto pracuje (bądź pracował) w podobnej działce (czy to w banku, sklepie, restauracji, hostelu czy na help desku), znajdzie w opisanych przeze mnie typach również swoich rozmówców.


Oto cztery typy klientów, których zachowanie odrzuca mnie na kilometr.

17.04.2017

2017: Glasgow

Do Glasgow pojechałam częściowo dlatego, że chwilowo mieszkał tam Jakub (i.e. miałam gdzie spać), częściowo dlatego, że fundowałam wizytę w Glasgow mojemu bratu na urodziny, a częściowo dlatego, że wybierał się tam Norbert. Umówmy się: mieszkając w Edynburgu, bardzo trudno jest docenić Glasgow (i w ogóle jakiekolwiek inne miasto). Nie będę jednak brutalna: choć ogólnie Glasgow mi się nie podobało, to ma jednak swoje „momenty”, które – mam nadzieję – ujęłam na poniższych zdjęciach.
Zdjęć, jak się okazało, zrobiłam więcej niż mi się wydawało.

08.04.2017

Nie masz chłopaka!?

Na wstępie, żeby była jasność: przez zdecydowaną większość mojego życia nie odczuwam szczególnego napiętnowania z powodu bycia “bez pary”. Otaczam się raczej ludźmi, którzy nie widzą w tym nic złego (tudzież nienormalnego). Zasada jest bowiem prosta: jeśli ktoś widzi w tym problem, to wypada z mojego kręgu. Ocierałam, ocieram i pewnie zawsze będę się już jednak ocierać o ludzi, którzy w procesie poznawania mnie, dają po sobie (czasem bardzo dosadnie) poznać, że nie- bycie w związku, ba, nie posiadanie związkowej przeszłości nie jest dla nich stanem normalnym. Niektórzy gotowi byliby się kłócić, że to trzeba leczyć.

31.03.2017

2017: kadry marcowe

Gdy w Londynie zaczęło mnie ciągnąć do zmiany otoczenia na trochę spokojniejsze (i tańsze), wybór (oczywisty) padł na Edynburg. Jak wszystkim zapewne wiadomo, w Edynburgu zakochałam się (na zabój) latem 2014 roku (prześledzić mój zachwyt można na zdjęciach tututu i tu): do dziś śmiem twierdzić, że to była najcudowniejsza wycieczka w moim życiu. Bo mimo że po niej było już wiele innych, równie ekscytujących, to jednak żadna nie niosła ze sobą takiego emocjonalnego bagażu i znaczenia jak Edynburg. O ile Londyn 2013 był moim pierwszym przełomowym krokiem, tak Edynburg bez wątpienia był drugim. Kto wie czy nie ważniejszym.
Póki co, decyzji o spędzeniu tu kilku miesięcy nie żałuję. Wręcz przeciwnie: z dnia na dzień zakochuję się w tym mieście coraz bardziej. Na tyle, że myślę o zostaniu do końca lata.

26.03.2017

Kobieta

Nie była pewna siebie, nigdy. Od lat nie czuła na sobie spojrzeń mężczyzn. Nie dostrzegała ich, bo sama nie czuła się w pełni kobietą. Od kilku lat żyła w cieniu koleżanek: nie czuła potrzeby, żeby zabłysnąć, nie chciała się wyróżniać. Ale tego dnia postanowiła iść na zakupy. Takie, jakie za grube pieniądze robiły sobie jej koleżanki. Postanowiła wydać wszystko, co zarobiła w tym miesiącu. Odwiedziła wszystkie najdroższe butiki w mieście, które – do tej pory – nigdy jej nie gościły. Przymierzała drogie sukienki, eleganckie żakiety i dystyngowane chusty. Długo przeglądała się w wielkich, nienaturalnie wyszczuplających lustrach i cierpliwie wysłuchiwała fałszywych zachwytów ekspedientek nad jej figurą.

17.03.2017

Zaobserwowane w Londynie

W Londynie spędziłam szczęśliwe, trzy miesiące mojego życia. Ten okres był dla mnie swoistego rodzaju stadium przejściowym, zarówno w kwestii życiowych etapów, jak i mentalnych przemian: odczuwałam bardzo dużą potrzebę pobycia z samą sobą i chyba nie mogłam sobie lepiej wybrać, bo trudno o bardziej idealne miejsce do bycia samotnym (w tym pozytywnym sensie) niż Londyn. Ale chodźmy może po kolei, bo subiektywnych, londyńskich obserwacji przez te trzy miesiące uzbierałam dla was kilka.

06.03.2017

Ulga

Niemało pisałam już tutaj odpuszczaniu, bo zaraz obok moich ostatnio uwielbianych zmian, jest to najbardziej zajmujący mnie temat. O którym, tak od czasu do czasu, lubię sobie z kimś pogadać. Wiecie, skonfrontować swoje odkrycia i przekonania z odkryciami i przekonaniami innych. Niedawno zdarzyło mi się to zrobić przy barze w maciupkiej, francuskiej, uroczej, alpejskiej wiosce: sącząc sobie białe wino, razem z przyjacielem radośnie (i zgodnie) wzdychaliśmy na wspomnienie ulgi, jaką w naszych (bardzo różnych) życiach przyniosło… odpuszczanie właśnie. Mentalne, podkreślmy.

28.02.2017

2017: kadry lutowe

Luty był miesiącem w dużym stopniu przejściowym: z Londynu przeczołgałam się przez Kraków, Rzeszów, Tarnów i Trzy Doliny do Edynburga, spełniać kolejne marzenie z mojej Bucket Listy. Intensywny i bardzo przyjemny czas.
Zgodnie z radą zza drzwi w pracy: cieszę się samą podróżą.