20.10.2017

2017: Dublin

O Dublinie dochodziły mnie różne słuchy: jedni wracali nim zachwyceni, drudzy mocno zawiedzeni, więc moja ciekawość (i idąca za nią potrzeba wyrobienia sobie własnej opinii) stopniowo wzrastała. Podejść do tego wyjazdu miałam kilka, ostatecznie wykorzystałam stan przejściowy pomiędzy jedną pracą, a drugą, i końcem czerwca zapowiedziałam się u kuzyna mojej mamy (który mieszka pod Dublinem) z wizytą.
Po samym Dublinie przemieszczałam się solo, w irlandzkiej mżawce (choć z lotniska żegnał mnie już słońcem).

13.10.2017

Broken machine

Nie bez powodu tytuł tego posta pokrywa się z najnowszą płytą Nothing But Thieves (swoją drogą polecam chłopaków serdecznie): bowiem jak każdy kryzys przed nim, tak i ten ma swoją theme song.
Przekroczyłam w tym roku magiczną dwudziestkę szóstkę: zniżek już nie mam, moje rodzicielskie ubezpieczenie wygasło, do muzeów w Paryżu na dowód już nie wejdę, a i super zniżki na Fringe’a obeszły mnie bokiem. Jeszcze chwila i będę za stara na młodzieżowe hostele. Panika znienacka zagląda mi w oczy: spiesz się, czas ucieka, życie marnujesz! Z prawa i lewa docierają groźne głosy, że pasowałoby się jakoś poważniej tym jestestwem zająć.
Oddech mi się spłyca, ręce pocą, a głowa od stresu nieprzyjemnie pulsuje.
Nie wiem, co jest grane, ale nie podoba mi się ta melodia.

30.09.2017

2017: kadry wrześniowe

Może niewiele udało mi się we wrześniu osiągnąć (szczególnie w kwestii życiowo-mentalnego bałaganu), ale i tak zaliczam go do udanego miesiąca.
Był czas na rozrywkę w doborowym towarzystwie, na pisanie przy kawie (mój najnowszy, jeszcze raczkujący, nawyk – docelowo ma mi pomóc ogarnąć mentalny bałagan właśnie), spacery, a nawet relaksacyjny alkohol.

31.08.2017

2017: kadry sierpniowe

To jakaś nowa tradycja chyba, że pieprzone depresje i kryzysy (w przeciwieństwie do złamanego serca – wolałabym!) nawiedzają mnie w okresie letnim. I nie, wbrew pozorom to wcale nie jest kwestia szkockiego klimatu! Zimne i wietrzne lato mi specjalnie nie wadzi. W Edynburgu w ogóle niewiele rzeczy mi fizycznie wadzi. Kocham to miasto!
Patrząc na to wszystko z wierzchu, powodów do kryzysów i depresji nie mam (taki już urok tych kryzysów, że są kompletnie niewidzialne – tudzież niewytłumaczalne – dla otoczenia). Edynburg w sierpniu tętnił życiem (i tonął w dzikich tłumach), z czego sama trochę skorzystałam, choć nie w takim stopniu, w jakim to pierwotnie planowałam.

20.08.2017

2017: St Andrews

W St Andrews wylądowałam z polecania pana Krzyśka (dziękuję), bo fanką golfa bynajmniej nie jestem. Ale względnie udane zdjęcie słynnego most(k)u jest.
Generalnie wyboru nie pożałowałam – względnie niedaleko od Edynburga, na jednodniowy wypad (w moim wypadku solo), to miejsce zdecydowanie warte rozważenia.

31.07.2017

2017: kadry lipcowe

W lipiec wbiegłam z mentalną zadyszką, która szybko przerodziła się w nieprzyjemny, przewlekły mentalny stan zapalny. Na szczęście z pomocą przyszła fajniejsza praca, brat i lody z Haagen Dazs na promocji – pomagały, choć niewątpliwie tylko powierzchownie.
Tak czy siak, lipiec nie był zły.

30.06.2017

2017: kadry czerwcowe

Czerwiec zleciał szybko. Nie obeszło się bez stresów, nerwów i znaczących zmian. Było intensywnie. Na zdjęcia za bardzo czasu nie miałam, ale kilka kadrów standardowo zebrałam.
Wydarzeniem miesiąca była moja bardzo krótka i intensywna wizyta w Polsce: niby urlop, niby fajnie, a w gruncie rzeczy wróciłam bardziej zmęczona niż wypoczęta…

27.06.2017

Taka już jestem?

To będzie tekst wysoce skażony hipokryzją, bo sama używam tej wymówki nagminnie, najczęściej w odniesieniu do mojego wulgarnego (i impulsywnego) sposobu wyrażania się. Bo taka już jestem(wulgarnie gwałtowna) i jak ci to nie pasuje, to na drzewo dziuple czyścić, bo prędzej wypolerujesz dzięciołowi chatę na błysk niż  coś tu wskórasz. Bo zmieniać to ty sobie możesz co najwyżej siebie.
A no i właśnie. Moja ukochana samo-świadomość znowu kłania się wszystkim nisko. Powiedzieć “taka już jestem” to nic złego, o ile tylko świadomi jesteśmy jaki sygnał wysyłamy. I o ile nie kopiemy nim pod sobą kolejnego, malowniczego dołka. A w moim skromnym odczuciu rzadko kiedy ktokolwiek zdaje sobie sprawę z tego jak bardzo samemu sobie przeczy (ze mną włącznie, nie myślcie sobie).

21.06.2017

Mój magiczny Edi

Opisując moją podróż do Edynburga w 2014, przynajmniej dwukrotnie napisałam pod zdjęciami, że to „na pewno” nie była moja ostatnia wizyta w tym mieście. Słowa sobie dotrzymałam i wróciłam: w teorii na trzy miesiące, w praktyce okazuje się (póki co), że na dłużej. Gdy leciałam ostatnio na kilka dni do Polski, widząc to „moje” miasto i oddalającą się Szkocję z góry, przeszło mi przez myśl (nie po raz pierwszy zresztą), że naprawdę mogłabym nazywać to miejsce domem. Powrót wyglądał podobnie: choć lądowaliśmy już bliżej północy, niebo wciąż jeszcze ziało niesamowitymi kolorami od strony zachodu, fundując niezapomniane widoki na moją ukochaną wyspę. Może mam jakieś nienaturalne szczęście do tutejszych warunków pogodowych, ale naprawdę trudno mi przypomnieć sobie piękniejsze widokówki. Edynburg i Szkocja bez wątpienia kradną moje serce. Z dnia na dzień coraz bardziej.

Powody, dla których nie chcę się stąd na razie ruszać, mnożą się wprost proporcjonalnie do spędzonego tutaj czasu – i dziś trochę o nich.

09.06.2017

2017: The Hairy Coo Tour

Odkąd poznałam co to podróżowanie na własną rękę (acz niekoniecznie samemu), unikam zorganizowanych wycieczek jak ognia. Dla tej z The Hairy Coo zrobiłam wyjątek z dwóch powodów: po pierwsze była za darmo, a po drugie polecił mi ją brat, który wrócił z niej (razem z Mają) bardzo zadowolony. Namówiłam więc Magdę i w ostatni weekend maja wsiadłyśmy w pomarańczowy autobus podbijać wyższe regiony Szkocji.
Choć nie była to wycieczka wybitnie fajna, to (podobnie jak mój brat), wróciłam z niej całkiem zadowolona. Przy wszystkich minusach z grupowym zwiedzaniem związanych, było to całkiem udane, krótkie wprowadzenie do highlandsów.