INF [16.7.2017]: w razie jakby kogoś martwiła moja nieobecność: wzięłam urlop od blogowania. Do września pojawią się tu (jeśli w ogóle) wyłącznie kadry i relacje z moich skromnych wojaży. Stay tuned.

22.03.2011

Do widzenia depresji!

Niektórzy mówią, że Polacy to jeden z najsmutniejszych narodów. Że zakompleksiony. Wiecznie niezadowolony. Co z tego, że mamy inteligentnych, sprytnych, zaradnych rodaków, skoro większość z nich nie potrafi zdobyć się na zwykły, bezinteresowny uśmiech. Co z tego, że jesteśmy ambitni i szybko chłoniemy wiedzę, jeśli nie potrafimy cieszyć się życiem i tym, co mamy. Stereotypy? Nie sądzę.
Nie trzeba daleko szukać, żeby dostrzec jak bardzo depresyjne i pesymistyczne (w większości) mamy podejście do życia. Zrobiłam mały eksperyment i pewnego dnia po prostu przeszłam się po mieście, obserwując otaczające mnie twarze. Wiecie jaki był mój wynik? Ani jednej radosnej twarzy, ani jednego uśmiechu. Co najwyżej skupienie, rozdrażnienie, czasem nawet łzy! Zabiegani, zmartwieni, skupiający się na tym, co trzeba zrobić w najbliższym czasie, żeby wieść życie na tym samym poziomie co do tej pory, albo lepszym, w ogóle nie zastanawiamy się nad tym, jak bardzo depresyjnie wyglądamy. Ba, już dawno zaobserwowałam, że idąc ulicą w słuchawkach i uśmiechając się do swoich myśli, wspomnień czy do słów piosenki, odbierana zostaję, jako zjawisko nadzwyczajne. Dlaczego? Bo nie wiadomo dlaczego się uśmiecham? Bo nie pasuję do tego smutnego, szarego tłumu, gdy tak szczerzę zęby w nieokreślonym kierunku…?
 Wszyscy wmawiamy sobie, że to nie pesymizm nami kieruje, ale realizm. Gdy chwilę temu do Polski przyjechał nasz znajomy ze Stanów i ocenił mnie jako zakompleksioną, nieśmiałą i bardzo pesymistyczną osobę, wytłumaczyłam mu to tak samo, jak tłumaczymy to sobie na co dzień: to realizm. Jednakże komentarze, które podczas tej krótkiej wizyty usłyszałam, dały mi do myślenia. W prawdzie nie wymyśliłam żadnego idealnego planu, jak zmienić pesymistycznych przechodniów na pełnych optymizmu i radości rodaków, ale dostałam kolejny mały dowód na to, że chyba czas coś w swoim życiu i podejściu do niego zmienić. To była jedna z wielu kropel, które powoli przelewały czarę, skłaniając mnie do powolnej zmiany myślenia. Nie twierdzę, że z dnia na dzień zostałam optymistką, bo tak nie jest. Nigdy nie uważałam się też za pesymistkę, więc wielką metamorfozą tego nazwać nie można. Przypuszczam, że dla przeciętnej osoby, która mnie zna, nic nie uległo zmianie. Ale ja sama widzę różnicę diametralną, chociażby w moich błahych pamiętnikowych zapiskach. Zniknęły dołujące teksty i wieczne niedowartościowanie. Zamiast rozkładać wszystko na czynniki pierwsze, staram się rzeczy po prostu akceptować. Nie wszystko zawsze idzie po naszej myśli, to oczywiste, ale dlaczego z tego powodu nie mamy się starać o lepsze jutro? Na nasze szczęście składa się milion drobiazgów, drobnych, kosmetycznych zmian, które na dłuższą metę mogą zupełnie odmienić nasze życie. I nieważne, że brzmi to patetycznie, tandetnie i książkowo. Z autopsji potwierdzam, że to się sprawdza. Odpowiednie podejście jest połową sukcesu. Chcieć to móc. Życie jest za krótkie na Wasze nieskończone smutki.
I czytając to, możecie sobie teraz w najlepsze nawijać, że pisze to napuszona nastolatka, która nawet jeszcze nie wie, co to znaczy życie. Pewnie nigdy nie miała żadnych prawdziwych problemów i udaje, że zjadła wszystkie rozumy. Takiej to łatwo mówić o pozytywnym myśleniu. No i może macie rację, może mi łatwiej. Ale jak wytłumaczycie istnienie ludzi, którzy pomimo życiowych traum, wciąż potrafią cieszyć się życiem, podniecać błahostkami, uśmiechać na ulicy bez powodu? Tacy ludzie istnieją, może nawet jedna z nich siedzi teraz gdzieś niedaleko Ciebie, ze skrywaną głęboko traumą. Wystarczy się rozejrzeć. Wystarczy pomyśleć inaczej. Wszystko zakodowane jest w naszym mózgu, a kto przekoduje go lepiej jak nie my sami, władcy każdego niezbadanego milimetra jego powierzchni? (;

8 komentarzy:

  1. I jest dobrze :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam wspaniałą kuzynkę ;) Aneczko Kochana napisałaś piękną prawdę, uśmiechajmy się ludziiieee ;) całuje i pozdrawiam.
    P.

    OdpowiedzUsuń
  3. Lubię te Twoje notki :D Tylko wiesz, czasami trudno jest zmienić podejście :< Do samej siebie np...

    OdpowiedzUsuń
  4. @Marcelina505: no pewnie, że łatwe nie jest, ale to nie znaczy, że nie warto próbować (;

    OdpowiedzUsuń
  5. Nawet nie zdajemy sobie sprawy, ile ten mały, niepozorny uśmiech może znaczyć dla drugiej osoby :) Powinniśmy doceniać to, co mamy, bo mamy naprawdę bardzo wiele, a smutek zasłania obiektywny obraz rzeczywistości. Po prostu dajemy się wmanipulować w życie w depresyjnym stanie. Tak jest łatwiej. Od razu wszyscy się nie zmienimy, bywa raz lepiej, raz gorzej, ale od czasu do czasu fajnie dać ludziom przykład własnym życiem, a nuż komuś się spodoba i zacznie nas naśladować :) Proponuję Ci teraz obserwować ilu ludzi na widok uśmiechniętej Ciebie zareaguje uśmiechem. Nawet jeśli jedna - to warto, jeśli nikt - trzeba próbować dalej :) Pozdrawiam Marta

    OdpowiedzUsuń
  6. zdajesz sobie sprawę z tego, iż osoby, które skrywają swoje traumy głęboko i wydają się mimo to cieszyć życiem, tak naprawdę wciągają się w grę udawania szczęśliwych i trzymania poziomu, żeby inni się od nich odczepili? zaprawdę, wydają się w takich momentach być wspaniałymi aktorami. może nie wszyscy, to prawda, części z nich udaje się podnieść i niby nie baczyć na to, co przeżyli, "wychodzą na prostą", jednak ta mała cząstka, nazwijmy to bólu, jeszcze w nich zostaje.
    w dzisiejszym świecie prawie wszyscy dążą do tego, żeby jakoś się w życiu ustatkować. to istny paradoks, bo poprzez pracę, harówkę wręcz, starają się zapewnić sobie szczęście, nie potrafiąc się jednocześnie cieszyć zwykłym dniem, bo na to będzie czas. przecież po to pracują. chociaż szczęście to trochę wyolbrzymione pojęcie.
    wg mnie nie ma też nic złego w byciu realistą i przy okazji posiadaniu optymistycznego zacięcia. chociaż, niestety, nie mogę się zgodzić z tym, że odpowiednie podejście to "połowa sukcesu". dla mnie to co najwyżej 30%.
    a uśmiechanie się do własnych myśli, piosenek... może pojawi się tego więcej w najbliższym czasie. może nie. ale ważne, że wciąż są osoby potrafiące to robić (;

    OdpowiedzUsuń
  7. @Czysta: a ja się będę kłócić, że to 50% procent sukcesu. I właśnie, właśnie, nie o tych aktorach tu była mowa (;

    OdpowiedzUsuń
  8. Szczerze to mi trudno ocenić jakiegoś przechodnia czy jest smutny czy wesoły, czy targają nim jeszcze inne emocje... Te ich twarze są wręcz beznamiętne i dlatego może wydaje się nam, że są pesymistami, że brak w nich życia... Myślę, że ludzie się pilnują. Wychodząc poza dom, swój bezpieczny świat zakładają taką "maskę bez kontaktowości", ich twarze uzbrojone są przed światem rzeczywistym... A, że ludzie lubią sobie ponarzekać- cóż! Niektórym to ponoć pomaga:)
    Też lubię się uśmiechać na ulicy i często uśmiech bywa też odwzajemniony- bo chyba jest zaraźliwy, a jak człowiek uśmiechnięty to cały świat się do niego uśmiecha i życie jest bardziej kolorowe:)

    OdpowiedzUsuń