INF [16.7.2017]: w razie jakby kogoś martwiła moja nieobecność: wzięłam urlop od blogowania. Do września pojawią się tu (jeśli w ogóle) wyłącznie kadry i relacje z moich skromnych wojaży. Stay tuned.

28.06.2011

ZDJ: Muse Inspires pt II

Wstęp do tematu, czyli o mojej obsesji możecie przeczytać TUTAJ.
Część pierwsza TUTAJ.
__________________________
MUSE INSPIRES, część druga: autoportrety.

Chyba w nic nie wierzę bardziej, jak w ich muzykę. Mam wrażenie, że to ona trzyma mnie przy zdrowych zmysłach. Ich muzyka jest dla mnie niezastąpiona: skłania do przemyśleń, mobilizuje do działania, zwraca moją uwagę na rzeczy, koło których dawniej przechodziłam zupełnie obojętnie. Ich muzyka wzrusza, dodaje siły. Często mam wrażenie, że jedna linijka ich tekstów mówi więcej niż milion moich własnych słów. Dlatego też każdy kolejny autoportret inspirowany ich tekstami ma dla mnie wyjątkowe znaczenie.
Aczkolwiek zacznę od tych mniej znaczących.


Musemania - bo słuchanie Muse to sama radość (;

Poniższe zdjęcie powstało z myślą o wakacjach 2009, gdy to każdego ranka budziło mnie Feeling Good (ich drugi krążek – Origin Of Symmetry). Najlepszy cover na świecie. 


And I’m Feeling Good

Sunburn (pierwszy album – Showbiz) jest jedną z tych piosenek, w której fortepian wydaje mi się najcudowniejszym dźwiękiem na ziemi. 


Sunburn

Kiedyś (i niejednokrotnie zresztą) na MTVrocks usłyszałam bardzo trafny komentarz dotyczący Plug In Baby (drugi krążek – Origin Of Symmetry), który brzmiał mniej więcej tak: ‘if THAT doesn’t make you wanna play the guitar, I don’t know what will’. Potwierdzę z autopsji: słuchając tego nie umiem się powstrzymać od udawania, że gram na gitarze, a co gorsze, zwykłam wyśpiewywać cały początkowy riff (tak, to się da "wyśpiewać", każdy Muser Wam to powie). Znając genezę piosenki, łatwo pokusić się o skojarzenie z narkotykami, choć dla mnie osobiście samo słowo muse jest swoistym synonimem narkotyku. 


My Plug In Baby 

Jest jedna piosenka, której pierwsze dźwięki niezawodnie podnoszą mi poziom endorfin we krwi. Gdy jest mi źle i nie za bardzo wiem, co ze sobą zrobić, włączam Map Of Your Head (jeden z fantastycznych b-side’ów, załączony na Hullabaloo Soundtrack CD1). 


Map Of Your Head (przy czym mapa oczywiście Londynu)

______________________
Lepszej jakości zdjęcia dostępne są na DA (link pod nagłówkiem).

2 komentarze:

  1. Najbardziej lubię drugie zdjęcie o czym już ci kiedyś pisałam. Tak jakoś ma najwięcej wyczuwalnych przeze mnie uczuć. Takiego spokoju, odprężenia, uniwersalności i oderwania poniekąd od rzeczywistości. Jest świetne, przynajmniej dla mnie. Czwarte zdjęcie jest niesamowicie pomysłowe. Naprawdę, aż zazdroszczę innowacji w jego tworzeniu i tego czystego odwzorowania tytułu. Tej bezpośredniości, które sprawiają, że zdjęcie wygląda po prostu świetnie. Lubię też trzecie. Ciekawa kompozycja, która przywodzi na myśl - z niewidomych mi powodów - wakacje. Pierwsze i ostatnie najmniej do mnie przemawiają. Tak jakoś, ale to bardziej zależy od osobistych upodobań.
    Przy okazji posłuchałam sobie piosenek Muse, które zamieściłaś w linkach. Powiem tak, nie jestem ich fanką, ale utwory były całkiem znośne. Nie czułam natarczywej potrzeby, aby czym prędzej wyłączać zakładkę. Przyjemnie się słuchało, choć do Musemanii to mi bardzo daleko. Wręcz lata świetlne, które może mogłabym pokonać co najwyżej Tardisem (:Ale i tak zazdroszczę ci twojej pasji i tego, jak bezgranicznie potrafisz jej się oddać.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. @Yoru: dziękuję (; Mówiąc szczerze, ja nawet się cieszę, gdy ludzie piszą, że do nich Muse nie przemawia tak jak do mnie, bo to dowodzi, że oni nie są mainstreamowi i słusznie uważa się ich za "trudnych". Jak pisałam: ja sama nie od razu ich pokochałam :)

    OdpowiedzUsuń