INF [16.7.2017]: w razie jakby kogoś martwiła moja nieobecność: wzięłam urlop od blogowania. Do września pojawią się tu (jeśli w ogóle) wyłącznie kadry i relacje z moich skromnych wojaży. Stay tuned.

14.07.2011

Moje Potterowe Ja

Poniższy tekst jest delikatnie zmodyfikowaną wersją kiedyś już przeze mnie spisanej „historii z Potterem”, publikowanej na jakiś fanowskim forum. Nie pamiętam już czy to był konkurs czy zwykła publikacja, ale temat był narzucony: opisz Swoje Potterowe Ja. I jako, że nie mam pomysłu na nowy tytuł, zostawiłam ten. Myślę, że jest całkiem adekwatny.
_____________

Odkąd zaczęłam chodzić do szkoły i nauczyłam się czytać, nienawidziłam tej czynności z całego serca. Czytanie kojarzyło mi się tylko i wyłącznie z męką przebrnięcia przez nudne, niezrozumiałe i stare lektury. W efekcie, już jako dziecko, wyrobiłam sobie bardzo nieprzychylne zdanie o książkach. Nie wierzyłam, że istnieje na świecie książka, która potrafiłaby mnie zaciekawić, a nie wymęczyć, dlatego nawet się za takową nie rozglądałam. Czytałam minimum z minimum i to z niezadowoleniem malującym się na twarzy.
W czwartej klasie podstawówki, jedna z moich bliższych koleżanek, która zawsze czytała jak najęta, zaczęła mnie namawiać na przeczytanie Harry’ego Pottera, bo „to jest naprawdę fajne!”. Zbiegło się to w czasie z szumem w mediach: szykowano premierę pierwszego filmu i premierę (polską) czwartej części. Oczywiste więc, że tytuł obił mi się o uszy, ale miałam o tej sadze bardzo, ale to bardzo blade pojęcie: byłam bowiem święcie przekonana, że Harry Potter to historia o chłopaku, który podróżuje w przestrzeni gier komputerowych. Ten (dziś zabawny) wniosek wynikał z tekstu umieszczanego na tyle każdej kolejnej książki – „jeśli sądzisz, że w dobie komputerów sztuka czytania zanika zwłaszcza wśród dzieci to niezawodny znak, że jesteś mugolem!”. Natknąwszy się na ten tekst gdzieś w mediach uznałam, że musi być on ściśle powiązany z treścią książki, co z kolei doprowadziło mnie do przekonania, że „doba komputerów” to sedno historii Pottera. W związku z tym solidnie i konsekwentnie opierałam się gorącym namowom mojej koleżanki. Za żadne skarby świata nie chciałam czytać historii o jakimś CHŁOPAKU i jego głupich GRACH komputerowych.
Czynnikiem, który ostatecznie popchnął mnie do przeczytania pierwszej części był fakt, że inna koleżanka, z którą zawsze w jakimś stopniu współzawodniczyłam, zaczęła Pottera czytać. Szybko uznałam, że nie mogę być gorsza i pożyczyłam pierwszego tom.
Możecie sobie wyobrazić jak wielkie było moje zdziwienie, gdy zamiast komputera i kretyńskich gier komputerowych zastałam w pierwszym rozdziale jakiegoś dziwacznego gościa, który gasił światła, kota, który zmieniał się w człowieka, płaczącego olbrzyma na latającym motorze i paromiesięczną sierotę. To zdecydowanie nie sprostało moim komputerowym oczekiwaniom. Ale przyznaję: pierwszy rozdział mnie zaintrygował, więc na nim nie poprzestałam. Byłam ciekawa, kim jest ta sierota i o co w ogóle chodzi z tymi dziwnymi ludźmi i latającymi motorami. Gdy tylko Harry dotarł do Hogwartu, było już po mnie – przepadłam. Pierwszy raz czytałam książkę z własnej woli, a do tego z przyjemnością.
Akurat gdy skończyłam czytać (początkiem 2002), na ekrany kin weszła ekranizacja pierwszej części, więc poszłam na film z koleżanką i z ekscytacją niespełna jedenastoletniego dziecka odkryłam, że Dumbledore czyta się „dambldo:”, a McGonagall to nie nienaturalnie brzmiące „mcgonagal” ale „makgonagal”. O Snape’ieWeasley’u i tym podobnych już nie wspominając. Oczywiście film tylko spotęgował moją rosnącą fascynację i godzinę po seansie już siedziałam z nosem zanurzonym w drugiej części.
Tym sposobem, migiem przebrnęłam przez kolejne trzy części. Na piątą czekałam już jako fanatyczny fan, zarówno książek jak i filmów. Potter stopniowo zaczął „władać” moim światem. Dzięki niemu polubiłam czytanie, zaczęłam sięgać po inne książki i niezdrowo zainteresowałam się postacią samej Rowling, która do dziś stoi na szczycie listy moich życiowych autorytetów. Po premierze drugiego filmu za zabój zakochałam się w Danielu Radcliffe’ie (to była moja pierwsza poważna obsesja), a po premierze piątej książki rzuciłam się w wir pisania własnych wersji przygód chudego okularnika, co do dziś owocuje zamiłowaniem do tworzenia słowa pisanego…
To od Pottera zaczęła się moja przygoda z piórem. To od Pottera zaczęła się moja fascynacja Wielką Brytanią i językiem angielskim (pośrednio więc i przez niego poszłam na filologię angielską). Praktycznie wszystko zaczęło się od Pottera.
Wcale nie przesadzę, gdy napiszę, że ta seria książek odmieniła moje życie. To dzięki tym książkom odkryłam i stopniowo rozwijałam swoje pasje: do pisania, do czytania, nawet do fotografowania. Książki o Potterze nauczyły mnie cenić i korzystać z własnej wyobraźni. Dorastałam i uczyłam się życia razem z nimi.
Dzięki filmom odkryłam masę cudownych aktorów (a co za tym idzie, również masę świetnych filmów) i zainteresowałam się kinem samym w sobie. Dzięki Cerdickowi z czwartego filmu wpadłam na sagęZmierzchu, a dzięki temu i na Muse.
To Potterowi w wielkiej mierze zawdzięczam to, kim dziś jestem. Potter był i nadal pozostaje jedną z moich największych obsesji. Bo to premiery kolejnych książek i filmów były odpowiedzialne za wzbudzanie we mnie najpiękniejszych i największych emocji (dopóki nie przeżyłam koncertu Muse). Od Bilsko dziesięciu lat świat Rowling jest moją osobistą ucieczką od rzeczywistości. Moim domem.


Dziś, gdy czytam którąkolwiek część lub oglądam którykolwiek film, mam wrażenie, że wracam do swoich korzeni. Trudno opisać jak wiele te filmy i książki dla mnie znaczą. Czuję, że zawdzięczam im wszystko, co w moim życiu fajne i wartościowe. I dlatego nie umiałam powstrzymać łez, gdy Emma, Daniel, Rupert, David Heyman, David Yates, Steve Kloves i J.K. Rowling żegnali się na Trafalgar Square w Londynie. Jestem bliska stwierdzenia, że czułam dokładnie to samo, co oni.
Bo te dziesięć lat to były też najpiękniejsza lata w moim życiu. Właśnie dzięki Potterowi.

3 komentarze:

  1. Nie chciałam pisać komentarza, zanim nie obejrzałam nowego filmu, co skwapliwie wykonałam w poniedziałek. Niestety, z powodu przeprowadzki nie udało mi się załapać na premierę, ale cóż - i tak jestem szczęśliwa, że mogłam obejrzeć nowy film Harry'ego Pottera. Powiem tak, to była chyba najbardziej przeze mnie wyczekiwana część i wcale się nie zawiodłam. Nie mogłam uwierzyć, że widzę już ostatnią ekranizację, nie czułam tego, naprawdę. Gdy czytałam książkę to czułam ten pewien sentyment, że to już koniec, naprawdę. Ale pozostawała mi jeszcze ta nadzieja, że są przede mną filmy, a te mnie czymś zaskoczą, bowiem zawsze są jakieś dodatkowe sceny, aby czytelnicy się nie nudzili i też mogli zobaczyć coś, o czym jeszcze nie wiedzieli. Także dopiero film tak dobitnie uzmysłowił mi, że to już koniec. Nie będzie kolejnej części książki, kolejnego filmu. Harry Potter dorósł. Tak dobitnie. Cieszę się jednak, że było mi dane urodzić się w tym czasie, kiedy mogłam dorastać razem z nim. Bo Harry Potter to moje dzieciństwo. I tak samo jak ty zawdzięczam Rowling naprawdę dużo. Chociażby moją pasję do książek, bo - tak samo jak ty - dzięki jej powieściom zaczęłam tak ambitnie czytać. Bo dzięki niej zaczęłam pisać. Bo dzięki niej kocham fantastykę i znalazłam na tym świecie swoje miejsce. Aż chce mi się płakać na samo wspomnienie słów: Hogwarts will always be there to welcome you home. Bo Hogwart stał się takim moim cudownym domem. Domem mojego innego świata, ale równie dla mnie ważnego, jak ten rzeczywisty. Może to głupio zabrzmi to, co mam teraz zamiar napisać, ale potrzebuję kogoś z Pottermanią, aby się wygadać, bowiem moja przyjaciółka (która także kocha się w tej sadze) jest na wyjeździe i nawet nie mam z kim przeżywać tej ostatniej części. W każdym razie, jeśli przyjdzie mi kiedyś umrzeć, a zapewne tak będzie, bo na każdego kiedyś pora przychodzi, to gdy ponownie otworzę oczy (wierząc, że coś po śmierci jest) to chciałabym znaleźć się w Hogwarcie ^^" Dobra, a teraz możesz uznać mnie za świra.
    Naprawdę gratuluję Rowling, że wykreowała taki świat, który poruszył serca tylu ludzi i nadał im sensu. Bo taka prawda. Chciałabym, aby takich ludzi było na świecie więcej.
    Ciągle nie mogę się otrząsnąć, że to już koniec.
    Tak btw. to chłopiec grający małego Albusa Severusa Pottera był taki słodki <3 Śliczny chłopiec.

    A co do mojego opowiadania, to powiem ci, że Natsumi wyciągnie naprawdę wiele ze swojego Demonicznego Ja. Ponadto, byłam trochę zdziwiona tym, że rozdział ci się tak spodobał, bo osobiście miałam do niego kilka obiekcji x3

    Pozdrawiam i życzę miłych wakacji.

    OdpowiedzUsuń
  2. @Yoru: czuj się zaproszona do zaśmiecanie mojej skrzynki, komentarzy i czego tam chcesz takimi wywodami o HP. Trafił swój na swego, mogę pisać i czytać o tym godzinami. Też bym chciała, by takich ludzi jak Rowling, inspirujących, wierzących w siłę wyobraźni, w dobro, było więcej. Jestem przekonana, że Rowling już na zawsze pozostanie na szczycie mojej listy autorytetów.

    Ale moje odczucie filmowa, pozostawię owianę tajemnicą, bo planuję opublikowac tu moją mini recenzje zarówno części I jak i II :)

    I nie uważam Cię za świra, sama chciałabym po śmierci pojawić się w Hogwarcie... <3

    OdpowiedzUsuń
  3. właśnie sobie przypomniałam, że jak dzisiaj, znaczy wczoraj, poszłam spać, to mi się śnili... Daniel, Rupert, Emma i z pewnością nie tylko oni! i co śmieszne, pamiętam, że do tych anglojęzycznych osób powiedziałam - nie wiedzieć czemu! - "Powodzenia". i jestem na 80% pewna, że było tam również przeze mnie wypowiedziane słowo "dziękuję".
    ale najdziwniejsze w tym wszystkim jest to, że pamiętam tylko tę część... i może strzępy innych.

    stosowniejszy komentarz, pozwolisz, że albo napiszę ci w najbliższym czasie, albo przekażę osobiście, ale w końcu ruszę swoje cztery litery i odpowiem ci pisząc moje wspomnienia.

    OdpowiedzUsuń