INF [16.7.2017]: w razie jakby kogoś martwiła moja nieobecność: wzięłam urlop od blogowania. Do września pojawią się tu (jeśli w ogóle) wyłącznie kadry i relacje z moich skromnych wojaży. Stay tuned.

21.08.2011

ZDJ: Muse Inspires pt III

Wstęp do tematu, czyli o mojej obsesji możecie przeczytać TUTAJ.
Część pierwsza TUTAJ, część druga TUTAJ.

Przy okazji: dziś mija równy rok od najpiękniejszej nocy w moim życiu. Gdybym miała taką możliwość, wracałabym do niej w każdej wolnej chwili, nie zważając na skutki uboczne w postaci fizycznego bólu. Siniaki, obite żebra itd. dotkliwie odczułam dopiero dwa dni po, gdy ekstaza straciła na mocy, a organizm zaczynał z powrotem kontaktować z mózgiem. Moje wspomnienia z tamtej nocy na pewno są mocno wyidealizowane, zwłaszcza, że, tak po prawdzie, nie pamiętam zbyt wiele: wspomnienia autentycznych wydarzeń przysłaniają mi wspomnienia gigantycznych emocji. Z tego co działo się na scenie i wokół niej pamiętam jedynie urywki, ale za to wyraźnie wyryła mi się w pamięci każda emocja. Pamiętam gulę w gardle, pamiętam wilgoć w kącikach oczu, pamiętam tę nieopisaną energię, która wstępowała we mnie za każdym razem, gdy myślałam, że już nie dam rady dłużej skakać i drzeć się ile sił w płucach. Pamiętam, że śmiech mieszał mi się ze szlochem, a słowa ze sceny dosłownie we mnie uderzały. Pamiętam, że każde kręcenie się w głowie błyskawicznie niwelowało krótkie spojrzenie w Ich stronę, a powietrze, którego nieustannie brakowało, stawało się sprawą drugorzędną w obliczu dudniącej w uszach (i brzuchu) muzyki. Nie ma na tym świecie słów i sformułowań, które pomogłyby mi odpowiednio to opisać. Ale dałabym wiele by móc znowu stać w tym tłumie i doświadczać tego, co bije na głowę najpiękniejszy sen.

___________________________
MUSE INSPIRES część trzecia.


Blackout (trzeci krążek – Absolution) uważam za jedną z najpiękniejszych (tekstowo) piosenek w całej Ich dyskografii: niezmiennie wzbudza we mnie dreszcze i skłania do egzystencjonalnych przemyśleń, równocześnie stanowiąc jeden wielki życiowy cytat. Który usiłowałam przekazać na zdjęciu: Blackout (pozowała Sabina):



Dwa miesiące po wydaniu piątego krążka (The Resistance), na Starym Cemntarzu w Tarnowie, jakby przypadkiem, odkryłam rzeźbę Anioła Stróża, która w kompozycji z wiszącym na niebie księżycem, automatycznie przywiodła mi na myśl Guiding Light. I tak też zdjęcie zostało zatytułowane: Guidng Light:



Jedną z piosenek, do których długo się przekonywałam, był Showbiz (pierwszy album, o tym samym tytule). Ostatecznie pokochałam ją tworząc poniższą serię (w trzech aktach) z Ev w roli głównej:

Showbiz pt I:


Showbiz pt II:


Showbiz pt III:


___________________
Lepszej jakości zdjęcia są dostępne na DA (link pod nagłówkiem). 

6 komentarzy:

  1. Zacznę do Harry'ego, którego jeszcze nie miałam okazji skomentować.
    A więc... Tyle tego jest, że nie wiem, jak mam się wyrobić w krótkim komentarzu, a epopei tutaj nie zamierzam pisać. Nawet nie mam pojęcia od czego mam zacząć. Film był w sumie w wielu miejscach zupełnie inny od książki. Niby to dobrze, w końcu to jest tylko adaptacja OPARTA o książkę, więc nie wszystko musi być dokładnie takie samo. Jednak z drugiej strony osoba, która czytała książkę może czuć się nieco zawiedziona.
    Osobiście, najbardziej podobała mi się gra Matthew Lewisa. Poza tym, sama postać Neville' dużo w tej części zyskała, naprawdę. Znowuż odebrałam zupełnie inne odczucie, przy grze świętego trio. Emma jakoś niespecjalnie była dla mnie przekonująca w tej części. Jakoś tak, no, po prostu.
    Czy tobie też wydawało się, że Voldemort posiada za dużą armię, podczas gdy siły broniące Hogwart były wręcz znikome? Nie lubię aż takiej dysproporcji w rozmiarach. To jakoś mi się nie spodobało, aczkolwiek, jak to ładnie skomentowałam z koleżanką: zapewne dużo osób chciało zagrać, aby potem się pochwalić "o, patrz, stoję tam w piątym rzędzie, siódmy po lewo".
    Żałuję, że nie pokazali walczących skrzatów i biegnącej z rozwianymi włosach McGonagall. Za to podobała mi się reakcja Malfoy'ów. Jakoś w książce Rowling zakończyła ich wątek w bitwie nijak. A tutaj, w filmie, było genialne przedstawione to olanie całej akcji i wybranie własnej ścieżki.
    Podczas filmu narodziło mi się nowe pytanie, na które jakoś wcześniej nie zwróciłam uwagi. A mianowicie, Voldemort umieścił cząstkę swojej duszy w Potterze, czyli, kiedy Harry oberwał Avadą mogła zginąć albo jego dusza, albo dusza Voldemorta, zakładając, że czary działają jak alchemia: coś za coś. Dumbledore wnioskował, że Harry tego najprawdopodobniej nie przeżyje, a jednak... I niby wiadomo dlaczego, ale spójrzmy na inny przykład - Nagini. Zabił ją Neville mieczem Gryffindoru, zdechła, bowiem oderwano jej głowę. Czy gdyby została uderzona tak samo jak Harry Avadą, to czy by przeżyła? Ciekawi mnie to, ponieważ w momencie, kiedy Harry idzie do tego lasu jest właścicielem wszystkich insygniów śmierci. Niby to baśń i nieprawda, że ktoś taki staje się Panem Śmierci, ale z drugiej strony, czy Rowling nie zostawiła tutaj, jakby takiej otwartej furtki? Wiesz, co mam na myśli?
    Tak jeszcze kończąc o Harrym. Racja, epilog maksymalnie skrócili. Niemniej jednak chłopiec, który grał Albusa Severusa Pottera (Arthur Bowen) był prześliczny.
    Ach, i wszyscy mi mówią, że widzieli tam Teddy'ego, ale ja go nie zauważyłam.
    I Lily ze wspomnień Severusa miała brązowe oczy zamiast zielonych. Niby nic wielkiego, ale w Harrym Potterze mnie to raziło, tym bardziej, że było wybitnie w powieści zaznaczone, że miała takie same oczy jak Harry. ZIELONE.

    Przechodząc do ostatniego postu odnośnie Muse. Bardziej ocenię zdjęcia, bo jak wiesz ich muzyka jakoś do mnie nie przemawia :) Nie uważam jej za złą, bo nie muszę wyłączać od razu głośników, jak tylko usłyszę. Idzie posłuchać, ale jakoś aż tak strasznie się nie zasłuchuję. Może raczej - nie można nazwać mnie Muserem.
    To pierwsze zdjęcie do Blackout zawsze mi się podobało. Jest takie klimatyczne, eleganckie i ma coś w sobie. Drugie też przypadło mi do gustu, aczkolwiek całość psuje mi ten zgniło zielony kolor Anioła. No i Showbiz, naprawdę śliczne zdjęcia. Przypadły mi do gustu, a szczególnie part I.

    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. @Yoru: i co ja mam Ci powiedzieć? Dziękuję za takiego długiego komentarza :)
    Odnośnie cząstki duszy... dawno już nad tym nie myślałam, bo ostatni raz to było prosto po przeczytaniu książki, ale powiem Ci, że nigdy nie zastanawiałam się nad Nagini i to co napisałaś ma jak najbardziej sens! To faktycznie może mieć duży związek z Insygniami, że przeżył. Generalnie, jakby się uprzeć, można to interpretować na wiele sposobów :)
    Masz rację, postać Nevillea robiła wrażenie :)
    A co do zdjęć: kłaniam się nisko i dziękuję. Nie musisz powtarzać, że ich muzyka Cię nie porywa, rozumiem :) Gdyby wszystkich porywała to zapewne wcale bym taką fanką nie była :)
    Ale cieszę się, że zdjęcia Ci się podobają :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Właśnie. I to mi się podoba w powieści Rowling. Nie ma jednej, poprawnej odpowiedzi. Nie ma jednej, poprawnej drogi, którą należy iść. Tak jak nie ma jednej, jedynej recepty na życie. Przynajmniej ja to tak odbieram. Bo pamiętam, jak Dumbledore twierdził, że Insygnia Śmierci to prawdopodobnie jedynie niebywale silne artefakty. I tak właściwie to nigdy do końca nie wyjaśniła, jak to z tym naprawdę było. Ale nawet, gdyby były jedynie artefaktami, to czemu nie miałby ukrywać w sobie jakieś pradawnej magii, która pozwoliłaby ich właścicielowi na odparcie zaklęcia Avady? Przecież Lily zdołała coś takiego uczynić.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ach, tak, zapomniałam, bo mnie mam zawołała ;) Masz może zapisane na komputerze wszystkie rozdziały "Nietypowego Pamiętnika Hermione Granger"? Chętnie bym sobie przeczytała jeszcze raz. Ostatnio była u mnie koleżanka, która też czytała Twoją opowieść i tak wzięło nas na wspominki. Przypominałyśmy sobie imiona bohaterów i zapomniałyśmy, jak się Carl nazywał. Po czym o godzinie pierwszej w nocy z okrzykiem "Eureka" przypomniałam sobie jego imię. Ale o Dianne nie zapomniałam xD Ano Davida, Kate, Terry, Hellen ^_^

    OdpowiedzUsuń
  5. @Yoru: mam, mam. Ale naprawdę mi wstyd Ci to wysłać XD jestem przekonana, że jak to drugi raz przeczytasz, to dojdziesz do wniosku, do którego szybko doszłam ja: to jest BEZNADZIEJNE, rozwleczone, nierzeczywiste i nudne ;p Ale jak naprawdę tego chcesz to mogę podesłać, nie ma problemu, zrobi się :)

    OdpowiedzUsuń
  6. @Yoru, ona nawet mi tego nie pozwala przeczytać, nawet po tym, jak przez przypadek kiedyś trafiłam na Lien... ;)

    anyway, Aniu droga. tak troszeczkę mi się oczka zaszkliły, jak przeczytałam ten kawałeczek o CLMF'10 (który był idealny jak dla mnie), gdyż pamiętam jak dziś wszystkie spojrzenia osób, które się na mnie dziwnie patrzyły, gdy śpiewałam na głos wszystkie piosenki Panic! w bluzce Muse, jak również gdy skakałam, tańczyłam, klaskałam i darłam się do utworów Muse (i w tym momencie mam łzy w oczach na wspomnienie moich straconych filmików z komórki...), dostałam z łokcia w twarz od jakiegoś kolesia, co mnie na sekundę zbiło z tropu, ale powróciłam z moim zachowaniem fanki bardzo krótką chwilę później.
    chcę Tardis i tam wrócić. chociaż nie, nie teraz, bo skakać bym nie mogła, ale w najbliższej przyszłości jak najbardziej!

    a tak o czym innych, to czy mówiłam ci już, że uwielbiam bałagan na zdjęciach do Showbiz? szpilki i wódka, i od razu bałagan staje się fajniejszy. muszę to chyba zastosować u siebie w pokoju...

    OdpowiedzUsuń