INF [20.11.17]: ręka, co prawda z ograniczeniami, ale już działa, więc szykuję mały foto-spam.

12.10.2011

Teatralna farsa

Poszłam wczoraj do teatru na komedię w doborowej obsadzie. Głupszej fabuły to chyba jeszcze nie widziałam, ale śmiałam się do rozpuku. Bo choć wielkiego sensu to nie miało, to rozrywce służyło pierwszorzędnie, zwłaszcza po siedmiu godzinach na uczelni. Ale choć cała sztuka była bardzo zabawna, tylko po siarczystym KURWA MAĆ z ust Rafała Królikowskiego (którego, swoją drogą, bardzo lubię), sala zatrzęsła się od oklasków. I to był moment, gdy mój śmiech zbladł. Teatr. Wszyscy ubrani elegancko, najlepszy garnitur, żakiet, apaszka, makijaż włączenie z manicure bez zarzutu. Rozdajemy kulturalnie uprzejme uśmiechy wszystkim wokół, prowadzimy konwersacje o sztuce „na poziome”, oh, ależ my się cudownie odchamiamy! A potem klaszczemy z uznaniem, bo ktoś sobie siarczyście przeklął. Tak łatwo nas zadowolić. Tak łatwo to przewidzieć. Siedziałam koło wysoko postawionych urzędników. Pan w ciemnozielonym garniturze po mojej prawej stronie klaskał ochoczo. Ale jak by usłyszał na ulicy mnie - przeciętną młodą osobę, z torbą przewieszoną na ramieniu, słuchawkach w uszach i telefonem w ręku - jak mówię „kurwa mać”, to daje sobie głowę uciąć, że byłby gotów eksplodować z oburzenia.

Ale najbardziej przykry i tak jest dla mnie widok pani po czterdziestce, która poodnosi się z fotela i z podekscytowaniem mówi do męża: „ależ fantastyczna sztuka, no fantastyczna! Najlepsza jaką widziałam!”. Doprawdy przykro mi, że nie widziała pani lepszej sztuki. Naprawdę tak łatwo panią zadowolić? Naprawdę widzi w tym pani arcydzieło? A widziała pani „Kamienie w kieszeniach”? Też śmieszna, ale nie taka głupia. Miała przekaz, dawała do myślenia. A „Glany na glanc”? Chyba najlepsza sztuka, jaką miałam okazję oglądać. Choć to już akurat nie była komedia.
Nie chcę wyjść na snoba, bo sama klnę jak szewc i czasem lubię oglądnąć coś totalnie pozbawionego sensu, a nic nie bawi mnie bardziej jak przekleństwo w odpowiednim momencie. Ale nic nie poradzę na to, że reakcją ludzi byłam zawiedziona. Nie pierwszy raz z resztą, bo raz już miałam okazję oglądać sztukę totalnie bez sensu i wtedy też nie mogłam wyjść z podziwu, gdy oniemiały zachwyt malował się na prawie każdej twarzy wychodzącej z sali. A dzień później, gdy nie mogłam wytrzymać już na drugim akcie „Fausta” (a miał cztery z tego co pamiętam) w Warszawskiej Operze, spotkałam się z jawnie pogardliwymi spojrzeniami pt. „no tak, niededukowana ignorantka, która nie potrafi docenić klasycznej sztuki i zadowala się jakąś bezsensowna sieczką”. Doprawdy, miło.
Nie twierdzę, że wczorajsza sztuka była zła. Przecież śmiałam się jak opętana, niesamowicie podobała mi się gra aktorska (szczególnie Cezarego Kosińskiego) i z entuzjazmem oklaskiwałam znane twarze. Ale nie wyszłam z sali bezgranicznie zachwycona, nie potrafiłam podzielić tego ogromnego entuzjazmu ludzi wokół. No fajna sztuka, super aktorstwo, prześmieszne dialogi. Zgadzam się. Ale to tyle. Zero przekazu.
Dziś już nie pamiętam, o czym była tamta Warszawska komedia, nawet tytułu nie potrafię sobie przypomnieć. A „Kamienie w Kieszeniach” nieprzerwanie tkwią w mojej pamięci. Bo nie sposób jest teraz stworzyć komedię, na której wszyscy będą się śmiali do rozpuku. Co innego stworzyć spektakl, gdzie żart niepostrzeżenie przeplata się z prawdziwym dramatem. Gdzie głośny śmiech blednie nagle w obliczu zastanawiającej ciszy. To takie komedie cenię sobie najbardziej. Choć wiem, że nie przyjmują się one tak łatwo jak „Boeing Boeing” grany wczoraj na deskach Tarnowskiego Teatru w ramach piętnastego festiwalu Talii.
Był ktoś? Ktoś chętny wyrazić swoją opinię na temat teatru?

2 komentarze:

  1. Ana musiała wyrazić swoje niezadowolenie co do komedii rozgrywającej się na sali? Doskonale cię rozumiem i wiem o co Ci chodzi. To jest rzeczywiście śmieszne, ludzie udają kogoś kim nie są, pod tymi garniturkami i szalami, kryją się przeciętniacy którzy o kulturze i sztuce wiedzą tylko tyle, że jak się pójdzie do teatru to możesz się tym pochwalić, teatr to przecież sztuka w pełnym tego słowa znaczeniu. Jak powiesz: "interesuję się filmem" to ktoś pomyśli, że oglądasz pewnie tylko tą sieczkę lecącą w telewizji. Jak dodasz, że interesujesz się filmem i teatrem to ktoś pomyśli, że musisz być ciekawym, obcującym z kulturą człowiekiem. Byłam niedawno w Bagateli, rzeczywiście było sporo ludzi elegancko ubranych, ale jakoś to mnie nie dziwiło, mimo wszystko w teatrze obowiązuje pewien dres-kod, ale to co mnie urzekło to pełno młodych ludzi (może nie studentów, bo Bagatela nie należy do najtańszych miejsc), którzy w grupce przyjaciół postanowili wybrać się do teatru, małżeństwa na randce, stare przyjaciółki. Nie odczuwa się tu tej spinki którą czułam w Operze Lwowskiej. Wiesz co, jak tam siedziałam to wolałam to niż kino, jak ja bardzo chciałabym pracować w teatrze, mieć możliwość chodzenia tam częściej. Niestety fundusze są ograniczone, bilety coraz droższe i szkoda bo może ludzie nie spinaliby się tak bardzo, udawali kogoś kim nie są, a i sztukę by się przyjemniej oglądało.
    Musimy iść razem do teatru.
    Kama:)

    OdpowiedzUsuń
  2. @Kama: o tak, do teatru koniecznie, w Krakowie, bo mam na to ochotę od X czasu! :)

    OdpowiedzUsuń