INF [16.7.2017]: w razie jakby kogoś martwiła moja nieobecność: wzięłam urlop od blogowania. Do września pojawią się tu (jeśli w ogóle) wyłącznie kadry i relacje z moich skromnych wojaży. Stay tuned.

30.10.2011

Herbaciany snobizm

Idealna jesień: pochmurna pogoda, ciemniejące niebo, gruba biała kołdra w granatowe plamy, muzyka sącząca się z głośników i gorąca herbata w białym kubku z nadrukiem tarniny (jako firmowy znak Tarnowa). Z kubka musi się dymić, musi grzać w ręce, musi ładnie pachnieć. Jesień i zima byłyby nie do zdzierżenia, gdyby nie ciepła herbata w moim ulubionym kubku, falami ciepła rozlewająca się po całym ciele.
Piję herbatę niezależnie od pory roku, ale ilość spożywanych jej litrów znacznie się zwiększa, gdy za oknem robi się chłodniej. O tak, herbata to najlepszy napój pod słońcem. Wszystko jest przyjemniejsze przy herbacie. Uczę się przy herbacie, piszę przy herbacie, oglądam przy herbacie, nudzę się przy herbacie, rozmawiam przy herbacie, płaczę przy herbacie, czytam przy herbacie, pakuję się przy herbacie, nawet sprzątam z kubkiem gdzieś pod ręką. Herbata uspokaja. Bez herbaty nie da się żyć. Herbaty się nie odmawia.
I herbata nie może być byle jaka. Herbata musi być smaczna. Nie może być z cukrem, bo to zabija jej prawdziwy smak. Nie może być ani za słaba, ani za mocna. Bo za słaba nie ma smaku, a za mocna jest zbyt cierpka. Zielona, czarna, biała, owocowa, klasyczna, Earl Grey, obojętne. Byleby ciepła i nieoszukana. Po prostu herbata.
Na bezludną wyspę wzięłabym czajnik i zapas herbat różnej maści;)


 PS. Poza tym herbata uratowała życie dziesiątemu Doctorowi! ‘Tea! That's all I needed, good cup of tea, a superheated infusion of free radicals and tannin. Just the thing to heal the synapses;))

4 komentarze:

  1. herabata <3 jeden z najpiękniejszych wynalazków ludzkości, który zawdzięczamy Chińczykom, w zasadzie przez przypadek. ale to zazwyczaj przypadki pozwalają odkryć rzeczy, które są naprawdę piękne.
    kocham herbatę, kocham, kocham, nie przeżyłabym, gdyby ktoś mi zabronił jej pić. już nie pamiętam, kiedy ostatnio nie wypiłam choć jednej herbaty w ciągu dnia. ani kiedy ją słodziłam - nie, jak herbata, to tylko bez cukru, wszystko inne niszczy i zabija jej cudny smak i aromat.

    OdpowiedzUsuń
  2. Trochę nadrobiłam zaległości. Chyba przez ten cały czas, jaki ze sobą piszemy, zdążyłaś się rozeznać, że znikam na jakiś czas, a potem pojawiam się ni stąd, ni zowąd. Cóż, zawsze mam szczere chęci, aby tym razem nie robić sobie żadnych zaległości, ale jeszcze nigdy mi to nie wyszło *sigh* Za to można być stuprocentowo pewnym, że powrócę.
    Przejrzałam sobie wcześniejsze posty i tak ten teatr przykuł moją uwagę. Co prawda w całym swoim życiu na pewno byłam na mniejszej ilości sztuk, aniżeli ty (pal licho, żeś starsza). Nie to, że nie lubię teatru - nie mam z kim iść. A tak chciałabym pójść na "Mistrza i Małgorzatę". Kocham tę książkę. I taką komedię, jaka jest tam zawarta podziwiam. Bo przecież to należy podziwiać, nieprawdaż? Co do tych bluźnierstw, to rozumiem cię, bo sama klnę, jak diabelski pomiot i nie raz ludzie powinni się zastanawiać, skąd taka dobrze wychowana dziewczynka zna takie słówka, ale mimo to do teatru jakoś mi to nie pasuje. Ale to też może dlatego, że "ku+wa mać" to takie wręcz sztampowe polskie słowo.
    A tak muszę ci się czymś pochwalić. Ucieszysz się normalnie. Może mi nawet nie uwierzysz, ale mniejsza o to. Właśnie w tym momencie, już ponad 30 raz leci piosenka Muse - Undisclosed Desires. Tak, tak, podoba mi się. A dostałam ją do przesłuchania przez przypadek, bo znajoma z forum podrzuciła ją jako piosenkę odnoszącą się do więzi między dwójką bohaterów, z czego jeden z nich stworzony jest przeze mnie (a raczej jedna z nich, bo moja postać jest dziewczyną). Doszłam do wniosku, że utwór naprawdę mi się podoba i tak teraz się zasłuchuję. Dajesz wiarę?
    A, no i jeszcze nawiążę do najnowszego postu. Też kocham herbatę, aczkolwiek czynem dla mnie haniebnym byłoby nie posłodzenie jej czubatymi trzema łyżkami. Uwielbiam przesłodzoną herbatę.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  3. @Yoru: uwielbiam gdy się tak pojawiasz znienacka;) Ma to swój urok, większy chyba nawet gdybyś pisała regularnie pod każdą notką. Bo nic mnie tak nie cieszy jak widok takieeeeego długiego komentarza;) Cóż, ja do teatru i tak nie chodzę tak często jak bym chciała, ale z drugiej strony: mam łatwe dojścia bo mama pracuje w wydziale kultury urzędu miasta;) Lubię teatr, ale widzisz: często coś mnie wkurza. Może dlatego, że lubię "dzieła" kontemplować w samotności lub w dobrym towarzystwie, a nie wśród tłumu ludzi z mojego miasta XD Chyba do kina chodzę chętniej. Albo nie. Chodziłam, dopóki nie zaczęli robić wszystkich filmów w 3D-,- Bo ja 3D nie widzę. Mam zepsute oczy i okularki nic mi nie dają, więc do szału doprowadza mnie większa cena i podwójna niewygoda na nosie;/ Ale nieważne :D
    Haha, daję wiarę w to, że słuchasz Muse! :D Zwłaszcza Undisclosed Desires, bo to piosenka, do której większość moich anty-musowych znajomych przekonuje się najszybciej :D Pierwsza taka, gdzie wszystkie dźwięki są elektroniczne. Co głupsi fani twierdzą, że to nie w ich stylu i idą w złą stronę, ale prawdziwy fan Ci powie, że to bardzo w ich stronie, bo Muse z tego słynie, że nie stoi w miejscu i eksperymentuje, a przy tym ma swój własny charakter (dobra, dobra, nie każdy musi się ze mną zgadać, ale jak już wlazłaś na ten temat to ich trochę pochwalę;p).
    Pozdrawiam bardzo, bardzo gorąco <3

    OdpowiedzUsuń
  4. E tam, i regularnie mogę zostawiać pod notkami aż tak długiego komentarze. Lubię się rozwodzić nad niczym ;) I na razie sumiennie sobie obiecuję, że będę ze wszystkim na bieżąco, ale już pod skorą czuję, że gdzieś pod koniec listopada, początek grudnia zniknę i na pewno pojawię się na Boże Narodzenie.
    Do kina częściej chodzę i nawet bilety od 2007 roku zbieram, więc mam ich ładny pliczek. A co do 3D... Cóż, noszę okulary i mam ogromną wadę wzroku (lepiej nawet nie pisać jaką, bo się zaczniesz zastanawiać, jakim ja cudem widzę bez szkiełek wspomagających), ale jakoś oglądanie w 3D idzie mi dobrze. I obmyśliłam sposób, że tę dodatkową parkę okularów zakładam na swoje własne, bo jak zjeżdżają mi na czubek nosa, to mnie to irytuje.
    Ano, wiedziałam, że się o Muse rozpiszesz. Tego się spodziewałam i gdyby akurat tego akapitu zabrakło, to szczerze bym się zdumiała. Raczej nie znam innych utworów Muse, ale ten zdecydowanie wpadł mi w ucho. Choć przesłuchiwałam niektóre, które polecałaś. Hm, chyba sięgnę po nie jeszcze raz i przesłucham z perspektywą czasu. Osobiście uważam, że w piosenkach też ważną rolę odgrywają skojarzenia. To, co wyobrażasz sobie po tym, jak zamkniesz oczy. Tak właśnie mam "Undisclosed Desires". Poza tym, lubię nawet takie brzmienia. I wierzę ci z tym stylem Muse i eksperymentowaniem ;D Bo naprawdę jesteś ich wielką fanką.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń