INF [21.6.2017]: o mojej szkockiej miłości! Następne wjeżdżają zdjęcia z St Andrews (#soon). Stay tuned.

21.05.2011

ZDJ: Muse Inspires pt I

Wstęp do tematu, czyli krótką historię mojej obsesji możecie przeczytać TUTAJ.

Jako, że moje życie w dużej mierze kręci się wokół muzycznego trio z Devon, tak i na blogu zabraknąć ich nie może. Z biegiem czasu, Muse, oprócz oczywistej i nieprzerywanej obecności w moich słuchawkach (i głośnikach), zaczął pojawiać się również na zdjęciach. I stąd pomysł na serię postów pt. „Muse Inspires”, gdzie pojawiać się będą kadry inspirowane - pośrednio bądź nie - Ich muzyką. 
Nie będę się silić na wysublimowane i szczególowe opisy: wychodzę bowiem z założenia, że zdjęcia i muzyka będą mówić za siebie. 
Przed Wami część pierwsza. Enjoy. 

___________________________
MUSE INSPIRES, część pierwsza. 


Mój pierwszy poważniejszy projekt zdjęciowy (a i pierwszy tak w ogóle) inspirowany Muse: czteroczęściowa seria zdjęć, nosząca tytuł piosenki City Of Delusion (czwarty album – Black Holes And Revelations). Choć z piosenki bezpośrednio zapożyczyłam tylko tytuł, a zdjęcia do najnowszych nie należą, to wciąż są to jedne z najważniejszych dla mnie ujęć. Na zdjęciach uwieczniłam "złudny" Tarnów, a mówiąć ściślej: ulicę Wałowa, Krakowską, mauzoleum Bema w Parku Strzeleckim, oraz panoramę Tarnowa z Marcinki. City Of Delusion:






Pierwszym oficjalnym singlem promującym piąty album - The Resistance – było Uprising.  Jeszcze zanim wydali teledysk, na Internecie pojawiła się okładka singla w dwóch wersjach: rysunkowej i zdjęciowej. Początkowo moim planem było odwzorowanie zdjęcia z okładki, ale - przy pomocy brata - wpadłam na dużo bardziej oryginalny pomysł: z brązowego cukru i żelków powstało moje „sweet” Uprising:



Gdy w Internecie wyczytałam, jaki związek mają ze sobą motyl i huragan, piosenka Butterflies And Hurricanes (trzeci krążek – Absolution) nabrała dla mnie nowego znaczenia, dlatego też niewinny motyl siedzący na egzotycznie wyglądającym krzaczku od razu zyskał nieco więcej artystycznej - i motywującej! - wartości. Bo choć taki mały i niepozorny, to według teorii chaosu może zmienić kierunek huraganu. Butterflies and Hurricanes:


_______________________
Część Lepszej jakości zdjęcia dostępne są na DA (link pod nagłówkiem). 

02.05.2011

Ogarnij się!

[Gdy zaczynałam to pisać, naprawdę nie spodziewałam się, że wyjdzie z tego tak moralizatorski tekst. Trochę mnie poniosło. Ale jak to powiedział kiedyś Wojciech Mann: czasem, z rozpędu, wymyśli się więcej niż się spodziewało.]

W nawiązaniu do mojego posta o depresji, postanowiłam napisać zuchwały poradnik dla młodych osób, jak przekodować sobie mózg, a przynajmniej jak zrobiłam to ja – albo przynajmniej jak mi się WYDAJE, że to zrobiłam.
Żeby była jasność: nie piję tu do ludzi, którzy przeżywają obecnie prawdziwe osobiste dramaty. Piję do ludzi, którzy wmawiają, wymyślają lub wyolbrzymiają sobie własne tragedie. Piję do przeciętnej Marysi w moim wieku, która ma te naście lat (w moim przypadku to już niewiele tych nastych zostało), dach nad głową, pełną rodzinę, dostęp do edukacji, rozrywki, ludzi w swoim wieku, a z każdej pierdoły: od źle wyprostowanych włosów, po brak smsa od chłopaka, robi życiową tragedię. I zamiast wziąć życie we własne ręce, pogrąża się w smutku, rozpaczy i Bóg raczy wiedzieć czym jeszcze, a do polepszenia swojej sytuacji droga jest, jak na mój gust, wybitnie prosta. I nie mówię tu o tym, by codziennie rano wstawać, nakładać makijaż i udawać przed wszystkimi, że jest się wesołą nastolatką, podczas gdy w głębi wciąż jedynie mrok, ciemność i rozpacz (ależ to poetycznie zabrzmiało). Nie chodzi o to, żeby zmienić to, jak patrzą na Ciebie ludzie. Chodzi o to, by zmienić to, jak sama na siebie i wszystko wokół patrzysz. Oto kilka moich subiektywnych wskazówek.
Po pierwsze: przestań się nad sobą rozczulać. Przestań narzekać. Źle Ci, życie niesprawiedliwie Cię traktuje, masz tyle problemów, nie radzisz sobie z samą sobą, nikt Cię nie rozumie… tak, wiemy, mówiłaś to sobie już tysiące razy. Ale szczerze, myślisz, że mnie wszyscy rozumieją? Że ja nie mam powodów do rozczulania się nad sobą? Mam! Chwile słabości każdemu się zdarzają. Tylko dlaczego moje trwają 30minut, a twoje cały tydzień? Stań przed lustrem, wypłacz sobie wszystko to, co chciałaś wypłakać i przestań. Po prostu przestań. Nie można w kółko o jednym i tym samym.
Po drugie: zastanów się, co stanowi Twój największy problem. Ustal, co nie pozwala Ci zasnąć wieczorem i utrudnia wstać rano. Co sprawia, że nie potrafisz uśmiechnąć się do swojego odbicia w lustrze, gdy nikt nie patrzy. Czy jest warto tak się tym przejmować? Jeśli tak, to zadaj sobie inne pytanie: jak długo warto jest się tym przejmować? Czy czas przypadkiem nie przecieka Ci przez palce? Czy Twoje życie nie toczy się dalej, ale Ty patrzysz na nie z boku? Czy to nie jest tak, że cokolwiek się stało, po jakimś czasie trzeba się wznieść PONAD TO? Nie dla innych (bo przecież ból można ukrywać), ale dla siebie. Żeby móc postawić kolejny krok. Żeby coś zmienić na lepsze.
Po trzecie: akceptuj. Nie patrz na świat spode łba. Przecież nie od dziś wiadomo, że życie jest niesprawiedliwe, świat brutalny, ale ludzie potrafią być okrutni. Nic na to nie poradzisz, choćbyś nie wiem jak się starała, a już na pewno Twoje narzekania nic nie dadzą. Życie jest życiem i albo je akceptujesz, albo odpadasz z gry. Po co się męczyć? Jak coś się ewidentnie rozpadło i nic już nie możesz na to poradzić, to po co się męczyć? Po co naprawiać coś na siłę? Zostaw te rozsypane kawałki za sobą, zrób krok do przodu i buduj od nowa. Nie zniechęcaj się. Nie wszystkie marzenia się spełniają, a czasami spełniają się, ale zupełnie inaczej niż to sobie wyobrażaliśmy – zaakceptuj to. Nie wszystko układa się po naszej myśli, czasem coś wychodzi zupełnie na opak, ale przyjmij, że tak miało być. W życiu nie ma przypadków, akceptuj to, co dostajesz. Czerp z tego i wesołe, i smutne nauki. Na tym polega życie.
Po czwarte: rozglądnij się. Tak ludzie są brutalni, tak, do tej pory nie byli dla Ciebie łaskawi, tak, masz okropne doświadczenia. Ale to nie powód by nie szukać nowych. Jeśli dobrze się rozejrzysz dojrzysz wokół siebie więcej radości niż smutku, wystarczy chcieć. Szukaj wszędzie. Nie musisz od razu zaczynać od ludzi, do których masz chwilowy uraz. Zbuduj sobie swój własny świat, w którym będziesz się czuła bezpiecznie. Stwórz sobie jakiś punkt odniesienia, punkt, w którym będziesz się czuła dobrze z samą sobą. Znajdź coś, do czego będziesz mogła uciekać: film, książka, muzyka, taniec, sport, modlitwa, gra, pisanie, śpiewanie, pamiętnik, blog, rysowanie, fotografia – cokolwiek, co będzie miało jakąś „właściwość” terapeutyczną. Coś, co będzie w stanie poprawić Ci humor, zająć czas i sprawić, że poczujesz się na swoim miejscu. Jak już taki świat zbudujesz, zacznij szukać ludzi, którzy Cię zaakceptują, wysłuchają, zrozumieją i wesprą. I niech to nie będą ludzie z pogłębiającą się depresją – chyba, że niespodziewanie odnajdziesz w sobie siłę i powołanie by takowym pomóc wrócić do świata żywych - ale bez konieczności raczej bym tego unikała, bo ofiara zawsze może pociągnąć za sobą wybawcę, a po co sobie życie od razu komplikować?
Po piąte: nie poddawaj się. Myśl pozytywnie, z uporem maniaka wmawiaj sobie, że świat leży u twoich stóp, że dasz radę. Uczepiaj się tylko dobrych wspomnień, nie daj się wpędzać w dołka na dłużej niż godzinę – jeśli czujesz, że wszystko znowu się sypie, zamknij się na chwilę w swoim wcześniej stworzonym świecie. On ma za zadanie podnieść Cię na nogi. Sprawić, że wrócisz na wcześniej obrane tory z nowym zapasem energii i pozytywnego myślenia.
Po szóste: żyj swoim życiem i wyciskaj z niego jak najwięcej się da. Nie daj innym kierować swoimi pragnieniami, planami, marzeniami. Bądź sobą, nie udawaj innych. Lepszy niezdarny oryginał niż perfekcyjna kopia. Twórz swoje własne zasady i trzymaj się ich. Jeśli twoje decyzje i działania będą błędne – Twoja sprawa. Jeśli nauczysz się na błędach to wyjdziesz na prostą sama, jeśli nie – Twoja sprawa. Każdy popełnia błędy, więc zacznij popełniać swoje. Kiedy jeśli nie teraz? Poznawaj siebie, nie obracając się na innych. Nie trzymaj się czyjejś ścieżki, idź swoją własną – może ona iść w tym samym kierunku, ale nie może być jedna, bo tylko, gdy masz swoją własną nikt Cię z niej siłą nie zepchnie, chyba że sama na to pozwolisz. Decyduj o sobie sama. Stawiaj sobie własne cele i dąż do nich. Tylko nie mierz od razu zbyt wysoko. Słomiany zapał w zestawieniu z nierealnym celem gwarantuje mocne zniechęcenie. Małymi kroczkami do celu, stopniowo, bez pośpiechu, ale i bez ociągania się. Przecież to brzmi banalnie. Wystarczy znaleźć dobrą motywację.
Po siódme: staraj się nie żałować. Nie ma na świecie ludzi, którzy nie popełniają błędów i nie robią głupot, a nawet jeśli wydaje Ci się, że są, to zapewne kłamią. Człowiek nie jest doskonały. Co się stało, to się nie odstanie, czasu nie cofniesz, a jaki sens ma pogrążanie się w żalu? Każda zła decyzja, każdy błąd, każda głupota może nas czegoś nauczyć, wnieść do naszego życia coś nowego. Wznieś się ponad to, co było. Zamiast rozdrapywać przeszłość, zajmij się teraźniejszością i przyszłością. Never forget, never regret. A jak już musisz coś koniecznie żałować, to przynajmniej nie rób tego 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu.
Po ósme: nie daj sobie wejść na głowę. Ani sobie samej ani nikomu innemu. Uważanie siebie za pępek całego świata nie jest rozsądne, ale czynienie pępkiem swojego świata inną osobę jest jeszcze gorsze. Znajdź więc złoty środek i stwórz swoistego rodzaju równoważnię. Ceń się, ale nie przeceniaj. Uważaj się za wartościową, ale niekoniecznie najlepszą. Niech inni liczą się dla Ciebie tak samo jak Ty sama. Ale stawiaj swoje dobro ponad albo przynajmniej na równi z dobrem innych. Co Ci da uszczęśliwianie innych, gdy sama będziesz nieszczęśliwa? Ludzie, którym naprawdę na Tobie zależy będą się cieszyć Twoim szczęściem. Zaakceptują Twoje decyzje. Bierz ich rady i zdanie pod uwagę, ale nie daj się nimi w pełni sugerować. Nie musisz i nie powinnaś wszystkiego poświęcać dla innych. Jesteś indywidualną jednostką i każdy mądry człowiek powinien to zrozumieć – ktoś kiedyś napisał, że choć jesteśmy istotami społecznymi, tak naprawdę zawsze w pewnym stopniu przynajmniej jesteśmy sami. Mówią, że człowiek przy podejmowaniu najważniejszych decyzji zawsze jest sam. I to prawda. Można się kogoś poradzić, rozważyć za i przeciw, ale żeby decyzja była Twoja własna i prawdziwa: musisz podjąć ją sama. Ludzie którzy są przy tobie w obecnym momencie, nie będą przy Tobie zawsze. Oni mogą przeminąć. Zniknąć, odejść, zmienić się, może Ty sama ich kiedyś odrzucisz. A decyzje które podjęłaś będą z Tobą zawsze. Dlatego ważne jest by decydować samemu, najpierw w zgodzie ze sobą samym, a dopiero potem w zgodzie z innymi. Nie można zadowolić wszystkich. W życiu wszystko jest kosztem czegoś. Tak to Bóg skonstruował. Używaj więc egoizmu i empatii w rozsądnych ilościach.
Po dziewiąte: jeśli zrealizujesz poprzednie punkty i przyniosą one efekt to stań przed lustrem, serdecznie sobie pogratuluj i trzymaj się tego do usranej śmierci – życie będzie znośniejsze. A jeśli się nie sprawdziły: idź do specjalisty, bo ja nim na pewno nie jestem.