13.01.2012

ZDJ: Hello Cold World!

        Lubię, gdy w mojej głowie kotłują się pomysły, a energia do ich realizacji nie ginie gdzieś w szarych zakamarkach ponurej, zimowej rzeczywistości. Od kilku dni chodziły za mną zdjęcia, ale nie było śniegu, który stworzyłby odpowiednie tło… dziś, gdy wróciłam po zajęciach do domu, zerwała się śnieżna burza, a zaraz po niej wyszło słońce i zerwał się wiatr (a już się bałam, że w tym roku prawdziwego śniegu w Polsce nie doczekam). Nie ryzykując z czekaniem do jutra (bo przecież do jutra z powodzeniem może stopnieć), złapałam w ręce aparat i pognałam na balkon, czego efektem są autoportrety do mojego prywatnego hymnu 2012: Hello Cold World.

         Posiadanie takiego „noworocznego” hymnu stało się moją niepisaną tradycją w zeszłym roku. Jej motywem przewodnim jest mobilizacja do zmian- niewielkich, ale znaczących. Plan na tegoroczne mogę streścić w jednym zdaniu:

It’s not the way you plan it, it’s how you make it happen.



        Poza tym... ostatnio marznę i piję za dużo kawy. Na uczelni już jasno dają nam do zrozumienia, że sesja za rogiem i do łatwych to ona należeć nie będzie. A ja, w przerwie między nauką, filmami i kolejnymi odcinkami seriali (które szturmem powracają po świątecznej przerwie), czytam sobie Świat Według Clarksona, który bardzo mnie bawi i czasami niepotrzebnie rozmyślam nad „nowym-starym” literackim pomysłem, który przyplątał się przypadkiem i teraz za nic nie chce dać mi spokoju. To takie zabawne, że najwięcej pomysłów i chęci do „tworzenia” mam wtedy, gdy powinnam siedzieć z nosem w książkach, maksymalnie skupiona na zawiłościach języka angielskiego.
        Czasami leżę sobie w łóżku z notatkami na brzuchu i zastanawiam się, skąd, do cholery, brać motywację na systematyczną naukę. Czy to w ogóle jest możliwe? Przecież w moim przypadku nawet wyłączenie komputera niewiele pomaga, bo w mig potrafię sobie znaleźć inne zajęcie, znacznie bardziej interesujące od notatek z opisowej, literatury czy kontrastywnej… 
      Niemniej jednak, są też niewątpliwe plusy dotyczące zbliżającej się sesji: na pewno nadrobię nieco zaległości w filmach, przeczytam ostatnie dwie książki z mojej zeszłorocznej kupki, posprzątam na błysk cały pokój, podpiszę wszystkie zaległe zdjęcia, zrobię porządki w folderach, ugotuję kilka obiadów, upiekę babeczki i zapewne nie pohamuję się przed oglądaniem kolejnych odcinków Doctor Who Confidential. 
         Nic nowego. 
         I tylko tak zimno za oknem, że nawet mi się nie chce ruszyć tyłka na basen.

It’s such a cold, cold world…