INF [16.7.2017]: w razie jakby kogoś martwiła moja nieobecność: wzięłam urlop od blogowania. Do września pojawią się tu (jeśli w ogóle) wyłącznie kadry i relacje z moich skromnych wojaży. Stay tuned.

22.03.2012

David Tennant

     Ze zdziwieniem przyznaję, że choć filmów z Johnnym Deppem oglądnęłam dwa razy więcej i uwielbiam go już od ładnych paru lat, to David Tennant chyba go prześcignął w moim rankingu na ulubionego aktora. Choć chyba warto zaznaczyć, że w moim przypadku trudno mówić o takowym rankingu, bo jak się nad tym zastanowić… za dużo tych filmowych so-called „moich słoneczek” mam. W dodatku mnożą się one w zastraszającym tempie. 
A przecież mój (nie taki znowu dawny), wpis o Doctorze Who był jeszcze taki niewinny…
     

Słowem wstępu: David John Tennant (a tak naprawdę McDonald) urodził się 18 kwietnia 1971 roku w Bathgate w Szkocji i jest brytyjskim aktorem, mocno związanym zarówno z teatrem, jak i z BBC (TV + radio). Ma 185 centymetrów wzrostu, jest szczupły i wygląda tak:


     Szerszej publiczności (czyli odbiorcom produkcji Hollywoodzkich i tych większego kalibru) znany jest z roli Berty’ego Croucha w Harrym Potterze i Czarze Ognia (2005 – sama go tam po raz pierwszy widziałam) lub z zeszłorocznego pseudo-horroru Fright Night (aka Postrach Nocy). Tymczasem brytyjskiej publiczności (czyli odbiorcom BBC) znany jest przede wszystkim z tytułowej roli w Doctorze Who (stąd moja obsesja wciąż przybierająca na sile), w której gościł przez trzy sezony i która zagwarantowała mu miano najlepszego Doctora ever. I choć David nie jest gwiazdą na miarę Johnnyego Deppa (dlatego też nie zamierzam Deppa zrzucać z mojego podium), to podbił moje serce znacznie szybciej.
     Dość oczywistym i szybko nasuwającym się powodem tego błyskawicznego zauroczenia jest moje zamiłowanie do UK. Ale oczywiście, przede wszystkim, jestem bezgranicznie zakochana w jego sposobie bycia, niesamowitej energii, mimice, poczuciu humoru, uśmiechu i talencie. Bardzo doceniam to, że nie lubi opowiadać o swoim życiu prywatnym, że maksymalnie koncertuje się na swojej pracy i widać, że wkłada w nią całe swoje serce. Niesamowicie podziwiam go za to jak potrafi szlochać przed kamerą. Nie subtelnie płakać, ale prawdziwie, głośno szlochać – niektórych to zapewne rozbawi, ale mnie zasadniczo pozostawia w niemym osłupieniu, bo wiem, że sama nigdy w życiu nie byłabym do czegoś podobnego zdolna. Poza tym po Davidzie od razu widać, że prawdziwie cieszy go to, co robi. Sposób w jaki opowiada o swojej pracy mówi sam za siebie.
     Ale poza aktorstwem w czystej postaci, nieodwracalnie zakochałam się też w jego głosie. Uwielbiam jego akcent, zarówno ten telewizyjny, jak i ten prywatny (czyt. bardziej szkocki), podziwiam go za to, jak potrafi modelować swój głos. Uwielbiam, naprawdę uwielbiam go słuchać. Nie wiem, może obsesja na punkcie głosu/akcentu to tylko rzecz anglistów, ale uwierzcie: zakuwałabym fonetykę dniem i nocą, gdyby wszystko czytał mi David;)
   Wracając jednak do tradycyjnej formy aktorstwa: David jest, w moim odczuciu, niesamowicie utalentowanym aktorem. Nie wiem ile jest w tym czystego obiektywizmu, a ile subiektywnego uwielbienia, ale widziałam go w różnych rolach - zwariowanego, nieziemsko genialnego i trochę samotnego Time Lord’a (Doctor Who produkcji BBC); faceta, który po wypadku budzi się ze śpiączki z nieodwracalnie uszkodzonym mózgiem (Recovery: wstrząsający – przynajmniej dla mnie - dramat BBC); zakręconego miłośnika iluzji i „pogromcę” wampirów (Fright Night); nieporadnego, cielęco zakochanego i fajtłapowatego Szkota (LA without a map czy też Learners); wrażliwego, bystrego, nieco ironicznego i może lekko szurniętego młodzieńca (Hamlet produkcji BBC 2009 – nigdy nie przypuszczałam, że zakocham się w ekranizacji jakiegokolwiek dzieła Szekspira!); cwanego, zuchwałego, zabawnego kobieciarza-oszusta (mini-serial Casanova produkcji BBC 2005); zdeterminowanego, trzeźwo myślącego trenera Manchester United, który przejął wodze nad klubem zaraz po katastrofie samolotu i nie dopuścił do jego rozpadu (United produkcji BBC 2011); zagubionego, ale równocześnie wspaniałego samotnego ojca (mini-serial Single Father produkcji BBC 2010) oraz – wreszcie - zagubionego, nieco żałosnego (brak mi słowa po polsku, ale to bardziej takie misery + awkward rather than pathetic) i zabawnego pisarza (Deocy Bride) – i w każdej był bardzo przekonujący. Jak to zwykle bywa z ulubionymi aktorami: po jakimś czasie odkrywasz Jego specyficzne triki, na pamięć znasz jego mimikę i zasadniczo nie ma rzeczy, którą by Cię zaskoczył – i właśnie piękne jest przy Davidzie to, że pomimo mojej znajomości jego mimiki, głosu i zachowań, wciąż potrafi mnie zaskakiwać. Złoto!
     W tym roku jednego filmu z udziałem Davida już się doczekałam, ale przede mną jeszcze bardzo dobrze zapowiadana bajka o piratach i naukowcach, w której razem z Davidem głos podkłada Hugh Grant (też „moje” słoneczko) i Martin Freeman (jeszcze trochę i też słoneczkiem zostanie) oraz mini-serial BBC. Jest na co czekać;)


     ;)

2 komentarze:

  1. Moja droga,
    Na wstępie napiszę, że już sama zapowiedź na facebooku spowodowała u mnie przypływ tak pozytywnych emocji (które odczuwam ostatnio w nadmiarze) że nie pozostało mi nic innego jak tu od razu zajrzeć, a zdjęcie, które widzę pisząc to, chyba zaraz wyląduje na mojej tapecie. Chyba nie muszę pisać co ja czuję względem Davida. Cóż mamy podobne upodobnia, a to co ty czujesz względem Deppa to odzwierciedlenie moich odczuć. Przysięgam, że następny tydzień poświęcę Davidowi. W tym tygodniu niestety (a w moim wypadku na całe szczęście) bezgranicznie oddałam się czemuś innemu, ale to już inna historia. I trochę do tego nawiązując, Ana jeśli czytasz to po mojej wiadomości na facebooku to wiesz co czuję względem Martina Freemana.
    Ana, dziękuję za Davida <3
    Kama

    OdpowiedzUsuń