INF [16.7.2017]: w razie jakby kogoś martwiła moja nieobecność: wzięłam urlop od blogowania. Do września pojawią się tu (jeśli w ogóle) wyłącznie kadry i relacje z moich skromnych wojaży. Stay tuned.

30.03.2012

ZDJ: something about sundowns

Zimno mi i źle, dlatego dla ogrzania atmosfery dzielę się moim skromnym zbiorem ciepłych obrazków – bo choć zachody słońca to jedne z najbanalniejszych ujęć, to jednak jest w nich coś bezsprzecznie magicznego.


 

 

 

 

Nadmorskie zachody są chyba najbardziej oklepanymi ze wszystkich, a mimo to, każde z powyższych ujęć przywodzi mi na myśl jak najbardziej unikatowe i jedyne w swoim rodzaju wspomnienia. Pachnące latem.

A zachody z podwórka wcale nie są mniej istotne; wręcz przeciwnie. Doskonale pamiętam momenty – mniej i bardziej znaczące – w których powstawały poniższe zdjęcia: to samo słońce, a tak różne dni. I różna ja.  Zabawbne: z dnia na dzień niby nic się nie zmienia, a jak popatrzysz za siebie to widzisz, że zmieniło się niemal wszystko. 


 

 

 

 

 

 

 

Banalne czy nie, jedno jest pewne – zachody (oraz wschody) dostarczają najpiękniejszego naturalnego światła do ładnych plenerów ^^

I już od samego patrzenia robi mi się cieplej;)

1 komentarz:

  1. ja chętna wyciągnąć cię na zdjęcia! ale niestety nie wcześniej, niż we środę wieczorem/czwartek rano. mimo że tarnowski weekend :(

    OdpowiedzUsuń