INF [20.11.17]: ręka, co prawda z ograniczeniami, ale już działa, więc szykuję mały foto-spam.

22.06.2012

Pamiętnikowanie

Lubię te różnorodne reakcje, które wywołuję, gdy przyznaję się, że od 8 lat piszę pamiętnik i aktualnie zapisuję 23 zeszyt. I bez względu na to, co kto o tym myśli, ja wiem jedno: pamiętnik, taki prawdziwy, pisany ręcznie i chowany po kątach, taki, który możesz wsadzić do torebki i wziąć do szkoły (choć osobiście nigdy tego nie robię), taki, w którym błędy musisz skreślać lub zamazywać korektorem – z czasem staje się nierozerwalną częścią ciebie. Nieważne czy to już wyszło z mody. Ciebie to nie obchodzi. Bo ty masz potrzebę przelewania swoich myśli, doświadczeń i emocji na papier. To ci wchodzi w krew. 



Przeczytałam ostatnio ciekawy, aczkolwiek zupełnie przypadkowy artykuł, w którym postawiono słuszną tezę, że pisanie pamiętnika/dziennika może odmienić twoje życie. True story.
Artykuł w zasadzie nie odkrył przede mną niczego, czego sama bym nie wiedziała. Ale za to dał energię i nowe pomysły na jeszcze lepsze spożytkowanie mojego małego natręctwa. Uwierzcie, jestem żywym przykładem na to, że prowadzenie pamiętnika MOŻE zmienić życie. Dla mnie, pamiętnik jest synonimem wielu rzeczowników. To terapia, psychoanaliza, psycholog, worek treningowy, niezawodny słuchacz, warsztat stylu, powiernik, pamiątka, wspomnienie, antydepresant, ucieczka…
Nauczyłam się układać sobie siebie, swoje życie i wartości za pomocą długopisu i papieru. Samodzielnie, małymi kroczkami, ale konsekwentnie. I szczerze mówiąc, chyba nic nie daje mi takiej satysfakcji jak świadomość, że to naprawdę działa i idę do przodu – pamiętnik jest tego namacalnym dowodem. Wystarczy wrócić do zeszytu sprzed czterech lat, żeby zdać sobie sprawę jak wielkie postępy poczyniłam. Zarówno w kwestii samego stylu pisania, jak i świadomości samej siebie. Często myślę sobie nawet, że to już taki rodzaj choroby psychicznej – dopóki nie zapiszę czegoś w pamiętniku, nie ma to dla mnie większego znaczenia. Jakimś pokrętnym sposobem, te chwile spędzone na spisywaniu swoich żali, nadziei, radości, smutków, przemyśleń pomagają mi dojść z życiem i światem do ładu. Potrafią mnie sprowadzić na dobre tory – i to nie na te proponowane przez innych, ale przeze mnie samą. Pisanie o sobie, swoich problemach i emocjach pomaga mi też budować dystans do samej siebie, którego dawniej wybitnie mi brakowało (nie żebym teraz miała go w nadmiarach, ale i tak jest o wiele lepiej niż było). Krótko mówiąc, pamiętnik pozwala mi żyć w zgodzie z samą sobą. Dzięki temu wiem, kim jestem. I kim chcę być.
A na pytanie, o czym konkretnie w tym pamiętniku tak skrupulatnie piszę, odpowiedziałabym krótko, trywialnie, ale prawdziwie: o sobie. To zabawne, ale z biegiem czasu nauczyłam się, że to o sobie samym powiedzieć można najwięcej, bo tylko siebie samego można w pełni poznać. To w nas samych tkwią wszelkie bariery, uprzedzenia, granice, lęki i smutki. I to prawda, że kluczem do szczęścia i zrozumienia świata jest zrozumienie samego siebie. Bo gdy żyjesz w zgodzie z samym sobą, doskonale wiedząc, kim jesteś, czego chcesz, co akceptujesz, a czego nie, to potrafisz zdystansować się do wszystkiego. Nikomu już nie musisz o swojej wartości przypominać, bo wiesz swoje i żyjesz według tego, nie oglądając się na otoczenie.

To otoczenie ogląda się na ciebie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz