02.11.2012

2012: płonące znicze


Słychać przenikający wiatr w koronach jesiennych drzew, pachnie kadzidłem i topionym woskiem. Wokół grobów przyciszone rozmowy i nieco głośniejsze, niespodziewane, rodzinne spotkania. Jest tłumnie, ciasno, bez zadumy. Jakoś tak… idea całego święta mija mi się z rzeczywistością. Tułam się alejkami i unikam wzroku innych, poszukując choćby resztki tego niesamowitego nastroju. 
Raczej bezskutecznie. 








Może to ja dorosłam, a może to świat się zmienił, ale poza płonącymi zniczami i pretekstem do rodzinnych spotkań, nie wyczuwam w tym święcie już żadnej magii.