INF [3.9.2017]: kadry sierpniowe. Wrzesień planuję wypełnić zaległymi zdjęciami. Powrót do regularnych postów (if ever) planuję na październik. Stay tuned.

27.12.2012

To gdzie składasz na magisterkę?

Zauważyłam, że ludzie wokół mnie, szczególnie ci 40+, mają zaskakującą tendencję do pytania o jedno i to samo: „to gdzie składasz na magisterkę?” Większość nawet celuje w jedną i tą samą uczelnię, jakby w całej Polsce nie było żadnej innej.
Po pierwsze – denerwuje mnie to ogólne i (w oczach wielu starszych) absolutnie niepodważalne założenie, że po licencjacie koniecznością jest od razu iść na magisterkę. Czy to jest zapisane w obowiązkach młodego obywatela Polski? Czy nie sprostanie temu oczekiwaniu wypchnie mnie poza margines społeczny? Bo takie można odnieść wrażenie.
Po drugie – nie wydaje mi się, aby ktokolwiek (nawet moja własna rodzina) znał się lepiej ode mnie na moich marzeniach, przekonaniach, potrzebach i celach. A od jakiegoś czasu chyba właśnie to próbują mi udowodnić.
Po trzecie – nawet, jeśli wypowiadają swoje zdanie w dobrej wierze i ze szlachetnymi intencjami, w imieniu własnym i wszystkich innych młodych ludzi, głośno protestuję. Jestem dorosła, mam (jako takie) swoje życie. Ale jestem też młoda. I jeśli nawet jestem zagubiona i nie wiem, co robię, dlaczego nie pozwolić mi samej się odnaleźć? Jeśli nie teraz, to kiedy mam popełniać własne błędy i uczyć się ponosić za nie konsekwencje? Doceniam tą wszechobecną troskę o moją przyszłość, ale pozwólcie mi obierać własne ścieżki.

Wbrew pozorom, nie piszę tego wszystkiego po to, by dopiec dociekliwym wujkom i nadopiekuńczym ciotkom. Piszę, bo zdaję sobie sprawę, że czegokolwiek bym sobie nie wmawiała, to ich gadanie ma dla mnie znaczenie. Im więcej słyszę takich pytań, uwag i porad, tym bardziej zastanawiam się, czy nie popełniam błędu, pozwalając sobie tkwić w zawieszeniu. To kolejny hamulec w mojej znikomej drodze do zrobienia czegoś innego, nowego, dla siebie, po swojemu, własnym rytmem, bez oglądania się na innych.
I to z kolei doprowadza mnie do ponurego założenia, że nie tylko mnie to hamuje. Jesteśmy zlepkiem różnorakich wpływów, interakcji i inspiracji. Co z tego, że podskórnie czujesz, że potrzebujesz przerwy i oderwania od tego piętnastoletniego łańcucha edukacji, skoro niemal wszyscy wokół zawzięcie powtarzają Ci, że to najgorszy pomył, na jaki mogłaś wpaść, że wydziwiasz, że potem tego pożałujesz i że powinnaś zdecydowanie pójść za ciosem i „zrobić sobie papier”. Co to w ogóle za sformułowanie? Czy ten „papier” jest naprawdę warty mojego czasu, kreatywności i komórek nerwowych? A co jeśli wcale nie jestem pewna, w jakim temacie owy „papier” chcę sobie robić?
A co jeśli stanie się zupełnie na odwrót? Co jeśli „robiąc sobie papier” dojdę do wniosku, że to największy błąd w moim życiu? Co jeśli będę żałować każdej spędzonej na uczelni minuty? Co jeśli nie wytrzymam psychicznie?
Poza tym, jaka czeka mnie przyszłość po magisterce z filologii angielskiej o profilu ogólnym, tudzież translatorskim – biuro tłumaczeń? Centrum Informacji Turystycznej? Gdzie ja znajdę zatrudnienie w tym kraju?
Wszyscy odpowiedzą NIGDZIE.
No więc po jaką cholerę mam się z tą edukacją tak spieszyć?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz