14.09.2012

Życiowe paradoksy


Zbliża się szkoła. To widać, słychać i czuć.
Czarny scenariusz z końca zeszłego roku już postanowił pierwszy krok w moim sielskim, wakacyjnym życiu. Ale to nic, że z sześciu promotorów prac licencjackich znam dwóch. I to nic, że akurat u tej dwójki za nic w świecie nie chciałabym pisać najważniejszej pracy w moim dotychczasowym życiu. Przecież od czasu do czasu trzeba spróbować randki w ciemno – kto wie czy kiedykolwiek nadarzy się jakaś inna okazja. A nóż los zrzuci mi z nieba kolejnego anioła (czyt. wyjątkowo inspirującego człowieka) i przeżyję z nim piękne chwile!

11.09.2012

ZDJ: Muse Inspires pt VI

Wstęp do tematu, czyli o mojej obsesji możecie przeczytać TUTAJ.
Część pierwsza TUTAJ, część druga TUTAJ, część trzecia TUTAJ, część czwarta TUTAJ, i część piąta TUTAJ.

__________________________
MUSE INSPIRES część szósta: autoportrety (znowu).


Falling Down (klik - pierwszy krążek) – zdjęcie wykonane z pomocą Monii:

 


 Freedom is mine (czyli Feeling Good; drugi krążek) – wykonane z pomocą brata:

 


 Invisible to all:

 

oraz
 Your mind’s about to fall (czyli MK Ultra; piąty album) – oba z, w tym wypadku nieocenioną, pomocą brata:

 


Not breaking down, breaking out! (czyli Hysteria; trzeci album) – również wykonane z pomocą brata: 

 


 Fear and panic in the air (czyli Map Of Problematique; czwarty album):

 


___________
Lepszej jakości zdjęcia dostępne są na DA (link pod nagłówkiem).


08.09.2012

Eska rock

Po całym dniu słuchania eski rock, mam przemyślenia.

Po pierwsze: to chyba jedyne polskie radio, które w pełni toleruję, jako dobre tło do szarej codzienności. Dwa razy poleciało moje tapetowe "Madness" (bezpretensjonalnie podkręcałam głośniki i wyłam jak posrana, bo przecież nie mogę tego NIE robić) i dwa razy "Oh Love" Greendaya, które ostatnio wyjątkowo głęboko wpadło mi w ucho. Fajne klimaty, bo nawet serwowany na weekend Happysad jest przyjemnie lekkostrawny dla mojego muzycznego żołądka (który, koniec końców, wcale nie jest taki znowu wrażliwy).

07.09.2012

Niemili ludzie


Nie chodzi o charakter, chodzi o zachowanie.

Siedzę w kolejce do lekarza. Kulturalnie, nie zajmuję zbyt wiele miejsca, zdjęłam nawet słuchawki i skupiam się na kolejnym rozdziale książki. Przyczłapała starsza, tęga pani. Usiadła obok. Słyszę jak pan usadowiony po przeciwnej stronie złorzeczy na Polską Służbę Zdrowia, ale twardo skupiam się na losach książkowych bohaterów. Mlask, mlask. Mlask, mlask. To Pani po mojej lewej. Bezwarunkowo zniesmaczona podnoszę na nią wzrok. Mlask, mlask. I pioruny sypiące się z jej złowrogich oczu, bo jakim prawem ja na nią patrzę! Wspaniałomyślnie, choć nie bez trudu, przemilczam to sporadyczne "mlask, mlask".

03.09.2012

Pocahontas


Dziś będzie sentymentalnie (i z dziecięcą złością).

Moje pokolenie miało swoje ukochane bajki Disneya, które - jak to słusznie na „kwejkach”, „facebookach”, „tumblrach” i innych tym podobnych portalach zauważają - ryły psychikę i chorobliwie zawyżały odczekiwania względem płci przeciwnej.
Ale nie można było nie kochać disneyowskich kreskówek!