INF [16.7.2017]: w razie jakby kogoś martwiła moja nieobecność: wzięłam urlop od blogowania. Do września pojawią się tu (jeśli w ogóle) wyłącznie kadry i relacje z moich skromnych wojaży. Stay tuned.

01.11.2013

Cracks

Dzisiaj wreszcie mówię sobie stop.
Brzmi to śmiesznie, bo (szczęśliwie) na blogu obeszło się bez depresyjnych wpisów.
Wiecie jak to jest, depresja jak każda inna: było bardzo źle, ale od dzisiaj będzie lepiej. 

Z życiowych mądrości mam (przynajmniej na ten moment) do przekazania jedno: wszyscy jesteśmy w mniejszym lub większym stopniu pęknięci. A może nawet dobrze popękani. Nazywajcie to sobie wadami, problemami, ranami, słabymi stronami, kryzysami osobowości, załamaniami – każdy z nas przez to przechodził, przechodzi lub przechodzić będzie.
Na różne sposoby i w bardzo różnym stopniu staramy się te pęknięcia kryć i łatać, ale to nie zmienia faktów: każdy z nas je w sobie nosi – mniejsze lub większe, zawsze kryją się gdzieś pod pozornie gładką powierzchnią. Jedni tak dobrze je kamuflują, że na co dzień kompletnie o nich zapominają, inni przypominają sobie o nich tylko od święta, a jeszcze inni walczą z nimi codziennie od nowa – jedni nieustannie wygrywają, drudzy nieustannie przegrywają, a trzeci nieustannie remisują.
Moje pęknięcie, choć dotąd całkiem dobrze kamuflowane, wylazło niespodziewanie na wierzch i zmuszona jestem je na nowo łatać.

Dobra, fakt, nie ma się co oszukiwać: coś we mnie umarło. Stało się. Nie wrócę już do tego co było, bez względu na to jak bardzo bym się postarała. W porządku. Przyjmuję to na klatę. To już nawet nieważne, że tyle wysiłku poszło na marne. Po prostu zacisnę zęby i zacznę budować od nowa. Od podstaw, od zera, od zaraz, od teraz.
Nie będę się zastanawiać ile razy można zaczynać od początku i dlaczego każda iluzja zawsze prędzej czy później rozpływa się w oparach rzeczywistości. Nie będę już tego nikomu tłumaczyć. I przestanę wszystkim odpowiadać, że jest „chujowo”.
Wrócę do utartych fraz i na nowo zacznę w nie wierzyć. Może nie od razu, ale nauczę się.
Być może tylko ulepię nową maskę i zbuduję kolejne miasto iluzji.
Wszystko mi już jedno. Chcę po prostu znowu być sobą.
I będę.

Let’s start again with a shrug of our shoulders.

7 komentarzy:

  1. Oh God... masz tyle racji a z drugiej strony tak się mylisz :) Ale weźmy te wszystkie pęknięcia posklejajmy razem. Mam dość użalania się nad sobą. Zaczerpnijmy powietrza. Weźmy głęboki oddech, wykrzyczmy to wszystko i resztę miejmy gdzieś. Ana weźmy zacznijmy żyć po swojemu, bo mam wrażenie, że jesteśmy podobnie popękane...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hm... wydaje mi się, że te moje pęknięcia to jednak trochę inna historia, ale generalnie to się zgadzam :)

      Usuń
  2. Przyłączam się do bycia popękaną.

    OdpowiedzUsuń
  3. Znam ten stan ducha. Zawsze wydawało mi się, że jestem silną osobowością, taką, którą ciężko zranić. Nagle się okazało, że jedna osoba potrafiła mnie złamać, nie zostawiając po sobie nic, prócz łez i pustki.
    I choć dochodzę do siebie, mijają miesiące i czas rzeczywiście nieco leczy rany, wiem, że nigdy nie będę taka jak przedtem. Choćbym nie wiem jak się starała nie potrafię się już cieszyć życiem tak jak dawniej. Jakby jakaś część mnie odeszła razem z nim. To potworne uczucie być takim złamanym...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To smutne. Ale nie daj sobie trwać w tym złamaniu - nie taka jak dawniej czy inna, wcale nie musi znaczyć gorsza czy smutniejsza. Tą pustkę na pewno można czymś zastąpić. Zbudować od nowa. Znaleźć nowe powody do uśmiechu, na nowymgruncie zbudować siebie...
      Być może to naiwne, ale naprawdę w to wierzę: że na tym polega życie. Na budowaniu, łamaniu, zbieraniu i ponownym budowaniu. Orobi się człowiek przy tym, ale przynajmniej na nudę narzekać nie może...:)
      Głowa do góry!
      Ostatecznie ZAWSZE może być gorzej :P

      Usuń
  4. Cóż... w końcu życie to ciąg przemian... W naszych wnętrzach ciągle coś się zmienia... Nigdy nie wiemy, czy na lepsze, czy na gorsze... Tak czy owak ważne jest, by zaakceptować wszystko to, co się w nas zmieniło.

    A co jest prawdą, co iluzją...?

    Nad tym jeszcze nie raz przyjdzie nam się zastanawiać... :)

    Gdyby wszystko było jasne, życie byłoby nudne!!! :D

    OdpowiedzUsuń