INF [16.7.2017]: w razie jakby kogoś martwiła moja nieobecność: wzięłam urlop od blogowania. Do września pojawią się tu (jeśli w ogóle) wyłącznie kadry i relacje z moich skromnych wojaży. Stay tuned.

29.05.2013

Muse encourages

[tj. relacja z Londynu, wstęp]

22 sierpnia 2010 roku, 24 godziny po tym jak zobaczyłam Ich po raz pierwszy na żywo, nakreśliłam w swojej rozhisteryzowanej notce (na dawno już nieistniejącym blogu) następujące, pamiętne słowa: I jeśli po wydaniu następnego krążka nie uda mi się pojechać na Wembley, uznam to za największą porażkę mojego życia. Żadne koszty, żadne męczarnie mnie nie wystraszą. Zrobię dla takich przeżyć wszystko i stokroć więcej.
Co prawda Wembley wciąż jeszcze przede mną, ale jako że z promocją The 2nd Law już pewnie tam nie zawitają, z mojego postanowienia wywiązałam się po mistrzowsku: nic mnie nie wystraszyło i pierwsze (śmiało zakładam, że bynajmniej nie ostatnie) stadionowe widowisko w Londynie mam już za sobą! Ah, i co to było za przeżycie!

Ujmując cały zeszły weekend w kilku słowach: trzy przepiękne dni życia własnym marzeniem. I to nie jednym, ale dwoma na raz!

13.05.2013

Ci Więksi

Jak na Internetoholika przystało, przygotowując prezentację o Twainie na literaturę amerykańską, nie zapomniałam wpisać jego nazwiska w wyszukiwarkętumblr’a.
Jak można było się spodziewać, rezultaty były liczne i nie muszę chyba mówić, że mało który cytat był nieciekawy. A jednak, wśród wielu dających do myślenia wypowiedzi, najbardziej zapadła i zakorzeniła się w mojej pamięci następująca porada na miarę życiowego drogowskazu:


Ten średniej urody obrazek po prostu we mnie uderzył. Z impetem. Nie wiedziałam, że go szukam, ale w momencie, gdy tylko go zobaczyłam, wszystko ułożyło się w zaskakująco, wręcz przerażająco, logiczną całość. Znacie to uczucie? Gdy nieświadomie trafiacie na coś, co w zawiły i nie do końca jasny sposób wyjątkowo akuratnie definiuje Wasze, jeszcze przed momentem niezdefiniowane, przemyślenia?

04.05.2013

Frustrujący odpoczynek

Wiosna bardziej jak zima w Wielkiej Brytanii, a majowy weekend bardziej jak marcowe ulewy. Miało być pięknie, a są tylko zrujnowane plany, frustracje i nieprzyjemnie zatłoczone mieszkanie. Za oknem szaro, o parapet uderza deszcz, przewracasz się na drugi bok i udajesz zmęczoną przynajmniej do jedenastej. Jedenasta wybiła, dzień i tak zmarnowany, więc po co wstawać, niby czemu by pod ciepłą kołderką nie zmarnować kilku kolejnych godzin na serialach produkcji Brytyjskiej.