INF [21.6.2017]: o mojej szkockiej miłości! Następne wjeżdżają zdjęcia z St Andrews (#soon). Stay tuned.

23.06.2013

2013: London, part three

INTRO      ||         PART ONE     ||         PART TWO

Sobota przywitała mnie przepięknym słońcem. I tym razem nie przemieszczałam się już sama: za przewodnika miałam Londyńskiego weterana prosto z kuchni od królowej, który nie tylko zrobił mi kilka pamiątkowych fotek, ale zabrał do Tower of London i nie omieszkał się podzielić kilkoma ciekawostkami, za co serdecznie dziękuję! ;-)


14.06.2013

Pasja

Jakiś czas temu przeczytałam w Wysokich Obcasach (czekając na pizzę) bardzo krótki artykuł o tym, jak to psychoanalitycy stanowią dla większości ludzi życiowe drogowskazy. I chociaż to wciąż bardziej modne na zachodzie niż u nas, coraz częściej można dostrzec podobne tendencje. Na wzmiankę o tym, że teraz większość ludzi korzysta lub czuje potrzebę skorzystać z porad psychologów i psychoanalityków, uśmiechnęłam się pod nosem – bo choć sama uważam się za niezbyt zrównoważoną psychicznie to (odpukać?) wizyta u psychologa czy psychoanalityka wciąż jest mi bardzo odległą opcją w rozwiązywaniu problemów. Kiedyś sama nawet chciałam być psychologiem i babrać się w cudzych problemach – dzisiaj w pełni wystarcza mi bycie psychoanalitykiem samej sobie. Stąd też moja jednoznaczna zgoda z puentą artykułu – to smutne, że ludzie zatracają umiejętność samodzielnego rozumowania, rzucając się w wir czytania wszechobecnych poradników. To smutne, że tak łatwo jest dziś wpaść w depresję. To smutne, że tak niewiele ludzi jest z siebie zadowolonych.

10.06.2013

2013: London, part two

INTRO      ||         PART ONE

Z Camden Town przemieściłam się na Oxford Street, której fragment przewędrowałam pod parasolem, niechętnie wyciągając aparat spod kurtki.
  

07.06.2013

Edukacja a nauka

Opowiem Wam dziś historię o tym, jak to zrewolucjonizowałam swoje własne spojrzenie na edukację i naukę (z małą pomocą osób trzecich). 

Edukacja
Gdy skończyłam siedem lat, rodzice wysłali mnie do szkoły. Podstawówka była czasem edukacyjnej niewinności – nauczyciel był najmądrzejszy i najważniejszy, a odrabianie lekcji stanowiło mój największy obowiązek. Przez sześć lat wiodłam życie przykładnej prymuski.
Gimnazjum, choć nieco bardziej rozwiązłe, wciąż stanowiło dla mnie szereg piątek, pochwał i świadectw z paskiem – nigdy nie wylądowałam na samym szczycie hierarchii, ale zawsze deptałam po piętach ścisłej czołówce. I nawet jeśli gdzieś po drodze wyszedł ze mnie leniwy diabełek, to wyżej wspominania prymuska potrafiła go skutecznie stłamsić.
Dopiero licealny szczebel edukacji nauczył mnie, że w życiu trzeba mieć własne priorytety – inaczej zrujnujesz się psychicznie już po pierwszej klasie – a oceny w żadnym stopniu nie stanowią miernego wyznacznika twoich umiejętności. Nie można być dobrym we wszystkim, trzeba wybierać i poświęcać jedno na rzecz drugiego.

03.06.2013

2013: London, part one


Już podczas zniżania się do lądowania wiedziałam, że właśnie spełnia się jedno z moich największych marzeń: wystarczyło, że przebiliśmy się przez ścianę deszczowych chmur, a ja już miałam wielkiego banana na ustach. Ta soczysta zieleń. Te wiejskie, dostojne posiadłości w porannej mżawce. Sceneria rodem z filmów; miałam wrażenie, że za moment dojrzę wśród tych znajomych krajobrazów Norę państwa Weasley’ów.
Pierwszy dzień w stolicy Anglii przywitał mnie typową angielską pogodą – było zimno, mżyło (co później ewoluowało w obfity deszcz) i wiało. Całą drogę z Stansed na Liverpool Street wpatrywałam się w okno. Gdy mijaliśmy stadion olimpijski, świeczki stanęły mi w oczach: bo to był pierwszy dobrze znany mi obiekt, który zobaczyłam na własne oczy.
Na Liverpool Street zakupiłam swoją pierwszą Day Travelcard i, wciąż radośnie oszołomiona, wsiadłam do najstarszego metra na świecie. Obawy oczywiście były, ale szybko się ich pozbyłam – z mapką, którą otrzymałam przy kasie, Londyńskie metro okazało się wyjątkowo przejrzyste i przyjemne w obyciu – na drugi dzień czułam się w nim jak ryba w wodzie (i tak, już tęsknię – i to znacznie bardziej niż za tym nowojorskim!).