INF [16.7.2017]: w razie jakby kogoś martwiła moja nieobecność: wzięłam urlop od blogowania. Do września pojawią się tu (jeśli w ogóle) wyłącznie kadry i relacje z moich skromnych wojaży. Stay tuned.

31.07.2013

O ironio!

Jest jak zawsze: zabawnie.
Pasja, odrobina szczęścia, trochę pracy i nagle jestem dobra. Stanowię wyzwanie. Konkurencję. A nawet poważne zagrożenie. I podejrzliwie cieszy mnie to odkrycie.
Zbieram w sobie nowe pokłady nieugiętej wiary w siebie, która (daj Boże) pomoże mi skutecznie kultywować motywację. Bo już wiem, że będę jej bardzo potrzebować.
W moim życiu obowiązują pewne ironiczne schematy. Uporczywie prześladujący mnie pech bywa oznaką nadciągającego sukcesu. Z kolei gdy wszystko zaczyna się układać po mojej myśli, na pewno niechybnie nadciąga jakaś paskudna komplikacja, przeważnie w postaci kolejnej złośliwości losu. Bo przecież nic nie może być idealne.

18.07.2013

ZDJ: Tea Party

Dawno, dawno temu, gdy publikowałam backstage tej sławetnej sesji, obiecałam, że kiedyś opublikuję wszystkie jej efekty w jednym miejscu. Ze sporym opóźnieniem (dwa lata już minęły…) obietnicę spełniam, whoever cares.

Na początek dzieła Anity:


07.07.2013

Why I Study

 Z moimi studiami to było tak, że niby zawsze chciałam iść na filologię angielską, ale nigdy nie mówiłam tego głośno. Bo choć zła na pewno nie byłam, to i nigdy nie czułam się w tym kierunku jakoś specjalnie uzdolniona. Nigdy też nie byłam typem zawzięcie walczącym o swoje marzenia; wolałam je skrycie pielęgnować, w prawdziwym życiu trzymając na dystans. Nie wierzyłam, że mogą się spełnić, więc niby po co marnować energię?
Gdy, będąc w klasie maturalnej, osoby trzecie zaczęły namawiać mnie na jakiś „bardziej przyszłościowy kierunek”, bezpretensjonalnie zamierzałam się im podporządkować.  Przecież i tak nie miałam na siebie lepszego pomysłu. Przez cały miesiąc usiłowałam przekonać samą siebie, że warto zdawać rozszerzoną matematykę. Przez kolejne pięć udawałam, że fascynuje mnie geografia, a moim studenckim marzeniem jest geologia.
Dzisiaj Bogu dziękuję, że moje otępiałe komórki nerwowe koniec końców się zderzyły (z hukiem) i pod koniec marca wreszcie zrezygnowałam z katowania swojej szarej masy geograficznymi bzdetami, w pełni skupiając się na wchłanianiu gramatyki j. angielskiego.

01.07.2013

2013: London, part four

INTRO      ||         PART I           ||         PART II          ||         PART III

Po fenomenalnej nocy (o której napiszę innym razem, ma się rozumieć) wstałam skoro świt i po zjedzeniu śniadania wyruszyłam w pożegnalną trasę po najpiękniejszym mieście na świecie. Gdyby nie to, że pół godziny spóźniło mi się metro, po Millenium Bridge zapewne spacerowałabym sama, nieśmiało obawiając się ataku śmierciożerców :-D