INF [17.3.2017]: o Londynie słów kilka. W przyszły piątek pewnie coś bardziej na rozkminę. Stay tuned!

23.08.2013

19.08.2013

Muse at Emirates

LONDON zdjęcia: part I, part II, part III, part IV
WSTĘP DO TEMATU: tutaj.

Wiecie jak to jest z marzeniami: z początku zawsze wyglądają niewinne, ale z czasem przybierają na sile do tego stopnia, że zaczynają dusić. Do koncertu odliczałam dni od 22 listopada. Łatwo z tego wywnioskować, że moja ekscytacja miała wystarczająco dużo czasu by urosnąć do niebotycznych rozmiarów. Już szczególnie, że moje koncertowe marzenie zeszło się z drugim, o znacznie dłuższym stażu: miałam w końcu zobaczyć Londyn. I to całkiem sama. W efekcie, przed koncertem tak naćpałam się Brytyjskim powietrzem, że w stronę stadionu zmierzałam kompletnie otumaniona emocjami – i to bynajmniej nie koncertowymi. Drugi dzień unosiłam się nad chodnikami i nie wyobrażałam sobie, żeby życie mogło być piękniejsze. Nie bardzo do mnie docierało, że oto nadszedł finał mojego wyczekiwania i odliczania, że to już, teraz, zaraz. Obawiałam się trochę, że z nadmiaru szczęścia i emocji rozpadnę się na drobne kawałki. Lub samoistnie wybuchnę.

14.08.2013

2013: summer sunshine

Rozkoszuje się wewnętrznym chaosem.
Monotonnym głosem powtarzam sobie, że od tego właśnie są wakacje. Zwalniam, leniuchuję, zarywam noce, śpię do południa, jem obiad na śniadanie, zaciągam się świeżym powietrzem i ukradkiem rozdaję niewymuszone uśmiechy.