INF [3.9.2017]: kadry sierpniowe. Wrzesień planuję wypełnić zaległymi zdjęciami. Powrót do regularnych postów (if ever) planuję na październik. Stay tuned.

02.05.2014

28 Tarnowska Nagroda Filmowa (I)

Część pierwsza.

Wróciłam na tygodniowe wakacje do Tarnowa, żeby, jak już co roku, łyknąć trochę nowej, polskiej kinematografii w naszym niewielkim kinie.


Rok temu opisałam tylko te filmy, które uznałam za warte polecenia; w tym roku uznałam za stosowne ocenić i skomentować wszystkie projekcje konkursowe, posługując się pięciostopniową skalą z kuponów losowych Nagrody Publiczności (słaby, przeciętny, dobry, bardzo dobry, rewelacyjny). Oczywiście wszystkie opinie są subiektywne.


W ukryciu (słaby)
Gatunek: thriller, romans (przy czym z pierwszym, niestety, niewiele ma wspólnego)
Choć naprawdę słaby, to wzbudził we mnie mocno mieszane odczucia – a to akurat słabym filmom nie zdarza się często; mieszane reakcje zazwyczaj liczy się na plus.
Film jest (niestety nieudaną) próbą uderzenia w mocne – i mnie bardzo interesujące – tematy: zamknięcie i jego wpływ na psychikę człowieka, miłość homoseksualna, obsesja, a, idąc za ciosem, nawet psychopatia. Już czytając w katalogu krótką zapowiedź bardzo się rozochociłam. I niestety, o ile poruszanym tematom istotnie nie mogę się oprzeć, a sama fabuła miała mocno wyczuwalny potencjał, o tyle bardzo zawiodłam się wykonaniem i, oceniając całokształt, film wypadł w moich oczach blado. 
Na początku nie tylko bardzo mnie nudził, ale i kompletnie nie przekonywał – wszystko i wszyscy wydawali mi się tam mocno naciągani. Odczucie przygasło trochę (choć nie na długo), gdy padł pierwszy trup – można rzec, że po tym film wreszcie zaczął mnie wciągać, i o ile pierwsza część była męką, o tyle drugą już dało się oglądać.
Jak z reguły jestem raczej zwolenniczką niedopowiedzeń (bardzo lubię, gdy zachęca się moją wyobraźnię do wytężonej pracy), tak tutaj potraktowałam je jako istotne braki – niedobrze się dzieje, gdy widz domyślać się musi praktycznie wszystkiego. Główne bohaterki były męczące, bo mocno niedopracowanie: zabrakło tu psychologicznego tła, mocniej zarysowanej historii z której można by było wyłapać sensowne powody dla ich zachowań i działań. 
Zawiodłam się zakończeniem (liczyłam na prawdziwą psychopatkę) i odniosłam ogólne wrażenie, że lepsza – a przynajmniej bardziej wiarygodna – byłaby z tego książka niż film.

W imię (bardzo dobry)
Gatunek: dramat obyczajowy (a nawet film psychologiczny)
Chyba mogę powiedzieć, że ten film mnie poruszył. Odebrałam go jako dość smutną opowieść o tym, co może zrobić z człowiekiem brak miłości (zarówno tej bliźniego jak i samego siebie), akceptacji i zrozumienia. Szczególnie dotknęła mnie scena w której Adam, pod wpływem alkoholu, usiłuje szczerze porozmawiać ze swoją siostrą. Która, oczywiście, problem kompletnie lekceważy, jedynie potęgując jego poczucie osamotnienia.
Choć film traktuje o księdzu (w naszym społeczeństwie temat raczej drażliwy), dla mnie religia jest tu sprawą drugo lub nawet trzeciorzędną: to przede wszystkim historia nieszczęśliwego człowieka, który próbuje radzić sobie z własnymi problemem najlepiej jak potrafi.
Absolutnie zauroczyły mnie tu zdjęcia (ujęcia lasu i te o zachodzie słońca istotnie powaliły mnie na kolana – wiele oddałabym za takie kadry we własnej galerii) i bijąca z ekranu autentyczność. Plus, oczywiście, świetna gra aktorska: chłopcy byli bardzo naturalni, a sam Chyra fenomenalnie grał oczami.
Przeczuwam, że polscy odbiorcy w większości kurczowo uczepią się kontrowersyjnego tematu, sprawę radośnie uogólnią i tym samym kompletnie skrzywią odbiór według mnie pięknej historii. Ale przy polskich filmach poruszających tego typu tematy to już raczej norma.  

Obietnica (dobry)
Gatunek: dramat, dla młodzieży (tu bym się kłóciła: bardziej dla rodziców owej młodzieży)
Wahałam się, czy nie ogłosić go przeciętnym, bo niełatwo mi się oglądało, ale ostatecznie tematyka filmu przeważyła. Byłam go bardzo ciekawa, bo w zwiastunie zapowiadali, że może pobić sukces Sali Samobójców (która należy do ścisłej czołówki moich ulubionych polskich tytułów). I choć w moim mniemaniu Sali Samobójców nie pobił, to niespecjalnie mu daleko, by jej dorównać.
Film oglądało mi się trudno prawdopodobnie dlatego, że do nastoletnich problemów zdołałam się już osobiście znacząco zdystansować i zachowania głównych bohaterów co chwila wydawały mi się albo strasznie płytkie, albo kompletnie przesadzone. Co jednak nie oznacza, że nie były autentyczne (nie wydaje mi się, żebym mogła przyczepić się do gry aktorskiej).
Film wiernie odzwierciedla nasze przykre realia i portretuje bardzo aktualne problemy. Nie tylko zadowolił mnie tematycznie, ale i podołał moim wymaganiom: kupiłam tę historię. Zrozumiałam bohaterów, wyczułam autentyczne emocje i dostrzegłam w niej zarówno autentyczny wycinek otaczających mnie realiów, jak i kawałek uniwersalnej prawdy. A najbardziej podobało mi się że ten film, bardziej niż o nastolatkach i ich problemach, opowiadał o rodzicach – szczególnie w drugiej połowie. I to opowiadał prawdziwie.
Chciałabym zobaczyć więcej polskich filmów o podobnej tematyce.

Ida (przeciętny)
Gatunek: dramat
Tym razem wahałam się, czy nie podwyższyć oceny.
Na korzyść tego filmu działają dwie rzeczy: ciekawy i niecodzienny sposób kręcenia oraz, jak dla mnie fenomenalna, kreacja aktorska Agaty Kuleszy. Na niekorzyść natomiast działa tematyka (odczuwam chyba lekkie zmęczenie tematem żydowskim) i sama historia głównej bohaterki, której po prostu nie kupiłam.
Pisząc o ciekawej formie: już od samego początku to ¾ ekranu doprowadzało mnie do szału i mimo iż po kilku minutach przywykłam do tych dziwacznych kadrów, to wciąż uważam, że lepsze by były z tego zdjęcia na wystawę niż film. Aczkolwiek plus za oryginalność się należy, bo czarnobiały obraz stworzył niepowtarzalny klimat.
Niestety, mnie osobiście sam klimat nie przekonał – nie mogę powiedzieć, że film był zły, a samej historii czegoś brakowało, bo wydaje mi się, że była na tyle umiejętnie pokazana i zagrana, że trudno byłoby stawiać zarzuty. Film pod żadnym pozorem nie był też nudny – dwie wyraźnie kontrastujące ze sobą osobowości ze wspólną, traumatyczną przeszłością stanowią ciekawy temat. Niska ocena jest więc tutaj wyłącznie kwestią indywidualnego gustu: o ile bez zastanowienia (a nawet z domieszką zachwytu) kupiłam postać Wandy, tak Ida do samego końca mnie nie przekonała (co bynajmniej nie ma żadnego związku z tym, że Agata Trzebuchowska nie jest z wykształcenia aktorką).

Chce się żyć (rewelacyjny)
Gatunek: dramat (na faktach)
O tym filmie nie mam do powiedzenia wiele: piękny, niesamowicie (!) zagrany, ze świetną muzyką, ciepłym humorem i bardzo adekwatnym tytułem. A do tego bardzo wzruszający.
Obowiązkowy seans dla każdego. Typuję, że zgarnie nagrodę publiczności.
Więcej pisać nie warto, trzeba samemu obejrzeć.

Kamienie na szaniec (dobry)
Gatunek: dramat, wojenny
Książki prawie w ogóle już nie pamiętam (wiem tylko, że bardzo mi się podobała), więc nie mnie oceniać czy historia została oddana wiernie czy też nie. Jako widz, wyszłam z kina w pełni usatysfakcjonowana: film świetnie się oglądało. Dobrze zagrany, z żywymi kolorami, świetną ścieżką dźwiękową i nutą humoru.
Nie zachwycił, ale wciągnął i fabularnie nie zawiódł, a to kwintesencja dobrego filmu.
Zainteresowanych bardziej szczegółową recenzją, odsyłam do Kamy.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz