INF [20.11.17]: ręka, co prawda z ograniczeniami, ale już działa, więc szykuję mały foto-spam.

18.05.2014

Being lost

Tak fajnie byłoby zawsze wiedzieć co chce się w życiu robić, być takim super ogarniętym już od samego początku – usłyszałam pewnego słonecznego popołudnia.
W pierwszym odruchu chciałam przytaknąć: bardziej z przyzwyczajenia, niż poczucia słuszności postawionej tezy. Ale nim poddałam się impulsowi, dotarło do mnie, że się z tym kompletnie nie zgadzam. Ogarniętym? A czy miano ogarniętego, nie wymaga przypadkiem wcześniejszego nabrojenia – żeby w ogóle było co ogarniać? Bycie pewnym gdzie się zawodowo wyląduje już w podstawówce pod moją definicję ogarnięcia bynajmniej nie podpada. Robienie dziesięciu tysięcy fakultetów i poświęcanie całego swojego życia – nie tylko towarzyskiego – dla kariery naukowej, jakoś też się z nią dziwnie mija.  
Tak więc właśnie może wcale niefajnie.
Dlaczego? Bo to super ogarnięcie już od samego początku z miejsca wyklucza błądzenie. A że jestem świeżo upieczoną fanką niewiadomej, toteż zawzięcie oponuję.



Otóż to: cieszę się, że błądzę. Że nie wiem czego chcę. Że plączę się bez celu, po omacku. Że nie mam bladego pojęcia w jakim miejscu zawodowo wyląduję. Jakoś już nie boję się nie wiedzieć. Nie boję się nie mieć dalekosiężnych planów, nawet jeśli to wszystko stanowi wyłącznie marną iluzję nieskończonych możliwości, a w rzeczywistości prowadzi donikąd.
Zwykłam na to błądzenie niemiłosiernie narzekać. Bywały dni, gdy gorliwie marzyłam o życiu pod dyktando rodziców: byleby nie musieć samej o sobie decydować. Ale z czasem zdałam sobie sprawę, że jakkolwiek ciężkie by te chwile zwątpień i kompletnego zagubienia nie były, to właśnie one najwięcej mnie o sobie samej i życiu uczyły, uczą i uczyć będą. Dlatego za nic w świecie nie oddałabym dziś tego mojego nieogarnięcia, niezdecydowania i poczucia kompletnego zagubienia. Ani nawet tych wszystkich żenujących błędów, które popełniłam. Bo wiem jak dużo mnie nauczyły. I wiem, że bez nich nie byłabym tym kim jestem.
Być może to super ogarnięcie od samego początku prowadzi na zawodowe wyżyny i ułatwia życie pod wieloma względami, ale i kompletnie zakłóca naturalny bieg rzeczy. Wierzę, że w życiu z natury panuje (nie)mały bałagan i każdy powinien na pewnym etapie zabłądzić. Bo jeśli nigdy nie zabłądziłeś, to nie wiesz co to znaczy się odnaleźć. Nie znasz tego budującego uczucia, które narasta w sercu gdy po zaciętych bataliach z samym sobą poszczególne puzzle wreszcie zaczynają wskakiwać na swoje miejsce, i nagle z chaosu i nicości wyłania się jakiś kształt. Nie jestem pewna, czy istnieje na tym świecie bardziej satysfakcjonujące uczucie.
Nie twierdzę, że to odpowiednia droga dla każdego (bo takiej w ogóle nie ma) i nie staram się negować ludzi, którzy wiedzą czego od życia chcą. Usiłuję raczej powiedzieć, że Ci co błądzą, pod żadnym pozorem nie powinni czuć się gorsi: błądzenie może być fajne i błądzenie należałoby zacząć doceniać. Bo, wbrew pozorom, bycie zagubionym i sfrustrowanym nierzadko okazuje się znacznie bardziej wartościowe niż życie pod czyjeś dyktando.

4 komentarze:

  1. Bycie nieogarniętym i posiadanie niesprecyzowanych planów na przyszłość to chyba najlepsze co może spotkać człowieka. Wymaga to jednak dużo odwagi i samozaparcia do ciągłego szukania i otwierania się na nowych ludzi i doświadczenia, co wbrew pozorom nie jest takie łatwe. Osoby, które całe życie są poukładane i mają wiele planów na przyszłość, w obliczu nieszczęścia lub osobistej tragedii często nie potrafią odbudować tego co straciły, a stworzenie nowych koncepcji wydaje im się niemożliwe do zrobienia. Myślę, że tak naprawdę wiele osób ma dość dostosowywania się do sztywnych reguł, terminów już dawno zapisanych w kalendarzu. Ile razy pomyśleli o tym, żeby rzucić wszystko i przestać się martwić o to co będzie potem. Wiadomo, we wszystkim trzeba zachować umiar, ale chyba każdy choć raz powinien się zgubić i zacząć wszystko od nowa, żeby poczuć jak wiele zależy od nas samych. Jak dla mnie "nieogarnięcie" czy błądzenie to po prostu szukanie tego czegoś, czego na szczęście nigdy nie znajdziemy. Jeżeli znajdziemy, to pewnie tylko pozory i trzeba zacząć od nowa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. i właśnie do takiego myślenia nieśmiało dążę :) Bardzo podoba mi się stwierdzenie, że to nieogarnięcie w sumie wymaga odwagi i samozaparcia. Jakoś w ogóle o tym nie pomyślałam, a jednak jest w tym sporo prawdy... :)

      Usuń
  2. HEY! You can be lost at the same time as being found! <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Myślę, że wszystko zależy od proporcji.
    Jeśli ktoś uważa, że nigdy nie popełnia błędów i jest idealny, to jest z nim coś nie tak. Ale, gdy ktoś przez całe życie szuka i ciągle błądzi to też niedobrze.
    Najlepiej popełniać błędy i uczyć się na nich:)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń