INF [20.11.17]: ręka, co prawda z ograniczeniami, ale już działa, więc szykuję mały foto-spam.

07.06.2014

O kulturze i sztuce

Od jakiegoś czasu, pomiędzy moje chaotyczne myśli, zagmatwane wspomnienia i nieistotne szczegóły (tj. Pamiętnik), coraz częściej wkradają się tematy mocno związane z szeroko pojętą sztuką: im więcej łykam dostępnej mi na wyciągnięcie ręki kultury, tym więcej zdaję się mieć o niej do powiedzenia. Szczególnie, gdy mnie inspiruje. Co (przynajmniej pośrednio) łączy się z moim najnowszym odkryciem: moje nadmierne przeżywanie (które zazwyczaj występuje w roli wady) może być prawdziwą zaletą – jeśli tylko dopilnuję by jego przedmiotem było coś sensownego. A sztuka z reguły dotyka sensownie.
Z kulturą zawsze było mi mniej więcej po drodze, bo mama od lat pracuje w sferze kulturalnej Tarnowa i wciąż nie ustaje w wysiłkach, by swoje dzieci regularnie odchamiać: wizyty w kinie i teatrze zawsze były naszą alternatywną formą spędzania wolnego czasu. A mama nie tylko zaszczepiła we mnie szacunek do kultury, ale i znacznie ułatwiła do niej dostęp (dzięki Mamo!). Mając w domu źródło kulturalnych informacji z pierwszej ręki, trudno było (i wciąż jest!) cokolwiek przeoczyć.


Swoje kulturalno-artystyczne zapędy przytargałam więc ze sobą do Krakowa. Plan na sztuki i kultury konsumowanie miałam ambitny, ale, jak to zwykle bywa, trochę spalił na panewce i nabrał odpowiednich kolorów dopiero teraz (w semestrze letnim), gdy to stopiłam pierwsze lody i w pełni zdałam sobie sprawę, że, by nie zwariować, muszę sobie czymś nieustannie rekompensować niefajną uczelnię.
Tak więc rekompensuję. Przeważnie jej kosztem (czyt. zły ze mnie student).
I nie tylko w Krakowie: Tarnów nie stracił ani na ważności ani na atrakcyjności.
Sztuka mnie ciekawi (nawet jesli jej nie rozumiem) i do sztuki mnie ciągnie (nawet jeśli z niej czasem szydzę). A że z biegiem czasu odczuwam coraz większą potrzebę jej doświadczania, to i na blogu jej nie zabraknie. W formie niezobowiązujących artystycznych inspiracji. Kto wie, może to co inspiruje mnie, zainspiruje też jakiegoś przypadkowego czytelnika ;-)

(Potraktujcie to jako wstęp do nowej serii postów.)

A mówiąc o kulturze i sztuce: jaki jest wasz stosunek? Odwiedzacie czasem muzea i wystawy, czy raczej omijacie je szerokim łukiem? Bywacie w teatrze?

2 komentarze:

  1. przez mój pobyt w Islandii bardzo cierpię na niedokulturowienie - w mojej miejscowości nie ma ani kina (najbliże oddalone o 4h jazdy w jedną stronę), ani teatru, muzea są, ale otworzyli je dopiero niedawno, bo w czerwcu (i muszę się zebrać w sobie, dowiedzieć, o której są otawrte i zwiedzić przynajmniej to w Reydarfjordur), także jedynymi rzeczami, które jak dotąd jakoś mnie inspirowały, są piesze wędrówki po okolicy.
    a bardzo tęsknie za ową przytoczoną przez ciebie kulturą. aż się śmieje, że po przyjeździe do Polski, to z kina/teatru nie wyjdę.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeśli chodzi o kulturę i sztukę, to często czytam książki, czasami chodzę do kina. Za galeriami nie przepadam. Lubię teatr, ale rzadko do niego chodzę, bo jednak przedstawienia są drogie. Mam nadzieję, że za kilka lat nadrobię te zaległości z nawiązką.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń