INF [16.7.2017]: w razie jakby kogoś martwiła moja nieobecność: wzięłam urlop od blogowania. Do września pojawią się tu (jeśli w ogóle) wyłącznie kadry i relacje z moich skromnych wojaży. Stay tuned.

22.09.2014

Wspomnienia

Gdzieś niedawno przeczytałam, że najlepszym sprzętem nagrywającym wcale nie jest najnowsza wersja smartfona, ale ludzki mózg. Powiadają bowiem, że zdecydowanie lepsze od cyfrowych obrazów są nasze wspomnienia: gołe i wesołe.
W gruncie rzeczy, jako miłośnik fotografii, obsesyjna Pamiętnikara i nieuleczalny sentymentalista (co poradzić, po prostu uwielbiam kolekcjonować wspomnienia, a potem się w nich bezpretensjonalnie pławić), wcale niełatwo jest mi się z tym zgodzić.
Ale gdy się nad tym dłużej zastanowić: istotnie jest w tym sporo prawdy.



Mimo iż zdjęcia są dla mnie potwornie ważne i absolutnie nie wierzę w to, że uwiecznianie chwili odbiera magię jej trwania, nie mogę zaprzeczyć, że równie ważne jak co poniektóre zdjęcia, są dla mnie obrazki, które mój mózg zakodował, gdy aparatu przy sobie nie miałam (lub sięgnięcie po niego w ogóle nie przeszło mi przez myśl – bo tak też się zdarza).
I choć nienawidzę tego poczucia straty, które atakuje mnie za każdym razem gdy łapię oczami niesamowity kadr, a w torbie nie mam aparatu żeby zatrzymać go na dłużej (chyba każdy kto robi zdjęcia tak ma…?), to czasem naprawdę cieszę się, że jedyną dostępną wersją danej chwili jest moje (zdeformowane nadgorliwym mózgiem) wspomnienie.
Pewne momenty po prostu lepiej mają się bez swoich korespondujących, cyfrowych wersji.
Zresztą umówmy się: nie bez powodu mówi się, że z najlepszych imprez zdjęć nie ma.
I jakkolwiek skłonna byłabym się z tym kłócić, to zakodowane wyłącznie w pamięci obrazki śmiało stawiam na równi ze zdjęciami. Bo mimo iż jedno absolutnie nie wyklucza drugiego, to zdjęcia bez towarzyszących im prywatnych wspomnień straciłyby dla mnie sens istnienia. A przynajmniej znaczną część przypisywanej im wartości.
Koniec końców, jakkolwiek różne mogą być formy ich kolekcjonowania, wspomnienie pozostaje wspomnieniem: jego prawdziwa wartość zależy tylko i wyłącznie od nas samych.

Zgadzacie się?

5 komentarzy:

  1. Ja się nie zgodzę,mózg nie zapamiętuje wielu rzeczy a po pewnym czasie(naukowo udowodnione ponoć) zniekształca wspomnienia. zgodzę się z tym,bo sama jak zaglądam do pamiętników to wielu rzeczy nie pamietam,lub pamiętam w innej wersji niż opisalam parę lat temu. także lepiej zapisywac i robic zdjecia,bo mozg nas oszukuje permanentnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha, ale widzisz, to jest dobry temat na ciekawą dyskusję, bo zdjęcia Ci mimo wszystko samych wspomnień nie zastąpią - tydzień po ich zrobieniu będziesz patrzeć na nie inaczej niż pięć lat później. I podobnie jest z zapisywaniem, bo to jak dane wspomnienie zapiszesz zawsze zależy od tego w jakim momencie i po jakim upływie czasu je spisujesz, tak samo jak od tego w jakim jesteś wówczas nastroju. Tak więc mózg nas oszukuje i oszukiwać permanentnie będzie, bez względu na to jak wiele stron spiszemy i zdjęć zrobimy :D Ale w gruncie rzeczy, jestem zdania, że sposób w jaki nasz mózg nas oszukuje czyni nas tym kim jesteśmy, więc może nie powinniśmy na niego tak bardzo narzekać... ale to już wchodzi na tematy filozficzne trochę (właśnie zaczynam pisać o tym magisterkę, więc pewnie jeszcze nie jeden post o ten temat zahaczy...:P).

      Usuń
    2. A tak w ogóle, to nie ma czegoś takiego jak zniekształcone wspomnienie. Wspomnienie samo w sobie jest zniekształconym (i płynnym!) zapisem tego, co się wydarzyło. O ile się naprawdę wydarzyło, bo i to można poddać w wątpliwość... :P

      Usuń
    3. A według mnie jest i mam na to kilka przykładów :)

      Usuń
  2. Mózg ludzki ma kapitalne zdolności. Niektórzy podobną pamiętają nawet wydarzenia, gdy mieli 2-3 lata. Ja aż tak dobrej pamięci nie mam, ale fajnie czasami jest powspominać różne przyjemne obrazy;)
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń