28.06.2014

T in the Park

Choć na usta bardziej ciśnie mi się soczyste: T in the fucking Park, kurwa!


Bez względu na czynniki zewnętrzne, od przeszło dwóch tygodni żyję na nieustannym haju. Haju muzyczno-emocjonalnym, ma się rozumieć.
Perspektywa tego, co wydarzy się w moje 23 urodziny zbija mnie z nóg dawką emocji rodem z maja 2013: równocześnie sram po gaciach (choć zdecydowanie mniej niż rok temu, bo pod ręką mam brata, który jedzie podbijać Szkocję razem ze mną) i rzygam tęczą na wszystkie strony. A to będzie dopiero początek. Początek tygodnia mojego życia.
Że jak?
Nie, nie wygrałam w totolotka.

24.06.2014

Przestrzenie pamięci i wyobraźni

[o Miesiącu Fotografii pisałam też tutaj]

W moim niedługim życiu (a jeszcze krótszym „stażu foto”) brałam udział w trzech warsztatach fotograficznych. Pierwsze dwa odbyły się w ramach tarnowskiego ArtFestu, trzeci w ramach Miesiąca Fotografii w Krakowie. Ponieważ nie wierzę w przypadki (ani w tej, ani w żadnej innej kwestii), wiem, że wszystkie trzy były mi pisane: dokładnie w tamtym momencie, tamtym miejscu i z tamtymi ludźmi. Po pierwszym zadałam sobie (arcyważne!) pytanie czym jest dla mnie fotografia. Na drugim zrozumiałam do czego to moje fotografowanie dąży (albo dążyć bardzo by chciało), a na trzecim nie tylko rozbudziłam uśpione zmysły, ale i poznałam nowe sposoby na poszukiwanie inspiracji: zarówno w otoczeniu, jak i w sobie samej.

20.06.2014

Bucket List

Czyli tzw. lista rzeczy do zrobienia przed śmiercią (jeśli istnieje jakikolwiek lepszy odpowiednik tej frazy po polsku, to bardzo proszę o oświecenie!).


Kiedyś myślałam, że to lewy pomysł. Naiwny i kompletnie bez sensu. A już na pewno bez jakiegokolwiek pokrycia: przecież od samego spisywania marzenia się nie spełniają! Co jak co, ale jako kompulsywna Pamiętnikara wiem o tym najlepiej.
Zmieniłam zdanie, gdy skreśliłam z takiej listy pierwsze trzy marzenia.
Bo to już nie marzenia, tylko wspomnienia. 
I to wykurwiście zajebiste wspomnienia.

12.06.2014

Photomonth 2014

W Krakowie właśnie dobiega końca Miesiąc Fotografii z którego aktywnie korzystałam: biegałam po wszelkich możliwych wernisażach, wystawach i spotkaniach, przekonując się (po raz kolejny!), że sztuka, kurczę blade, jest naprawdę fajna i bardzo inspirująca. Zwłaszcza, gdy samemu cierpi się na syndrom artystycznej duszy.

Monia i ja na wernisażu Promienowania (skradzione z fanpage’a MF)

Miesiąc Fotografii to dla mnie generalnie świetna sprawa: zdjęcia trzaskam od lat paru, więc nowych wrażeń w tej sferze jakoś nigdy nie jest mi mało. Szczególnie, gdy mobilizują i inspirują do własnych prób tworzenia czegoś odrobinę bardziej wartościowego. Podczas tegorocznej edycji, największe wrażenie wywarły na mnie dwie z głównych wystaw i jeden niewinny cytat.

08.06.2014

Rzeźby wśród drzew

Chwilę temu, w Parku Strzeleckim (gdzie teraz mieści się główna siedziba tarnowskiego BWA), pomiędzy koronami drzew, zawisły „balansujące” rzeźby Jerzego Kędziory: Bieguni. Choć na pewno warto zobaczyć je na własne oczy (wisieć będą do września, więc krótką wizytę w Tarnowie warto uwzględnić w wakacyjnych planach!), nie mogłam się powstrzymać by nie uwiecznić ich w moim obiektywie:  


07.06.2014

O kulturze i sztuce

Od jakiegoś czasu, pomiędzy moje chaotyczne myśli, zagmatwane wspomnienia i nieistotne szczegóły (tj. Pamiętnik), coraz częściej wkradają się tematy mocno związane z szeroko pojętą sztuką: im więcej łykam dostępnej mi na wyciągnięcie ręki kultury, tym więcej zdaję się mieć o niej do powiedzenia. Szczególnie, gdy mnie inspiruje. Co (przynajmniej pośrednio) łączy się z moim najnowszym odkryciem: moje nadmierne przeżywanie (które zazwyczaj występuje w roli wady) może być prawdziwą zaletą – jeśli tylko dopilnuję by jego przedmiotem było coś sensownego. A sztuka z reguły dotyka sensownie.
Z kulturą zawsze było mi mniej więcej po drodze, bo mama od lat pracuje w sferze kulturalnej Tarnowa i wciąż nie ustaje w wysiłkach, by swoje dzieci regularnie odchamiać: wizyty w kinie i teatrze zawsze były naszą alternatywną formą spędzania wolnego czasu. A mama nie tylko zaszczepiła we mnie szacunek do kultury, ale i znacznie ułatwiła do niej dostęp (dzięki Mamo!). Mając w domu źródło kulturalnych informacji z pierwszej ręki, trudno było (i wciąż jest!) cokolwiek przeoczyć.