INF [21.6.2017]: o mojej szkockiej miłości! Następne wjeżdżają zdjęcia z St Andrews (#soon). Stay tuned.

28.09.2014

HE FOR SHE

Nadszedł czas, żeby się do tego otwarcie przyznać: jestem feministką.
Ale w tym miejscu powinnam jeszcze (dla własnego dobra) nadmienić, że to (wbrew popularnej acz błędnej opinii) nie czyni mnie ani osobą homoseksualną, ani mniej kobiecą, ani tym bardziej osobą nienawidzącą mężczyzn. Wcale nie chcę pracować w kopalni, udawać że mam jaja i nosić męski garnitur. Ale chcę by taka możliwość istniała.
Nie twierdzę, że kobieta i mężczyzna są tacy sami, że powinni pełnić takie same role i zachowywać się w taki sam sposób. Brońcie niebiosa, zniewieściałych panów i zmężniałych pań i tak już mamy na wyrost. Ale za to uparcie twierdzę, że każdy człowiek – bez względu na płeć – zasługuje na równe szanse: socjalne, ekonomiczne i prawne. Tylko i aż.

25.09.2014

This is what freedom is

Mówią, że najłatwiej jest na wszystko narzekać.
No wiadomo: to się zawsze robi, robiło i robić będzie najłatwiej i najchętniej.
Każdy przecież wie, że złe i niedobre, to życie może być o każdej porze dnia i nocy.
Aż tu jeb: patrz, moje już tak jakby przez dłuższą chwilę właśnie nie może! Serio! Jakby mu się nagle odwidziało. Tak, wiem, wiem, tak pisać to zazwyczaj nie wypada. No ale co ja Ci niby poradzę na to, że się nie mogę przestać cieszyć z tego jak jest? Tu, teraz, tak, a nie inaczej. No dobrze jest! I niby czemu mam to kryć po kątach?
Jasne, że chcę więcej, ale gdzie mi się, kurwa, z tym więcej spieszy? Przecież mogę chcieć więcej, równocześnie wyciskając z tego co mam teraz. Bo mogę i już.

22.09.2014

Wspomnienia

Gdzieś niedawno przeczytałam, że najlepszym sprzętem nagrywającym wcale nie jest najnowsza wersja smartfona, ale ludzki mózg. Powiadają bowiem, że zdecydowanie lepsze od cyfrowych obrazów są nasze wspomnienia: gołe i wesołe.
W gruncie rzeczy, jako miłośnik fotografii, obsesyjna Pamiętnikara i nieuleczalny sentymentalista (co poradzić, po prostu uwielbiam kolekcjonować wspomnienia, a potem się w nich bezpretensjonalnie pławić), wcale niełatwo jest mi się z tym zgodzić.
Ale gdy się nad tym dłużej zastanowić: istotnie jest w tym sporo prawdy.



19.09.2014

ZDJ: Marcinka

Czasem dobrze jest wyjechać.
Chociażby po to, by móc wrócić i docenić stare śmiecie.
Ja po powrocie z  Niemiec postanowiłam docenić tarnowską Marcinkę.
Bo zanim w moim życiu zaistniał ZakrzówekArthur’s Seat i wszystkie inne ulubione miejsca na ziemi, była sobie właśnie Marcinka (i Wielka Wieś, ale o tym innym razem): Marcinka zimą, Marcinka wiosną, latem i jesienią. Choć najbardziej, rzecz jasna, latem.


15.09.2014

Niemieckie obserwacje

[co prawda Kama ubiegła mnie bardzo podobnym postem dwa tygodnie temu, ale swoje trzy grosze mimo wszystko też postanowiłam wrzucić] 

Spędziłam w Niemczech siedem tygodni. I poczyniłam obserwacje.


Po pierwsze: ten kraj śmierdzi gównem. Nie, nie w przenośni. Dosłownie. Niemcy są ewidentnymi fanami nawozu naturalnego. Nawożą wszystko. I wszędzie. Gównem zajeżdża zarówno w ścisłym centrum, jak i w szczerym polu. Ot, taka zapachowa ciekawostka.

12.09.2014

Sprzątanie hańbi?

Wylądowałam na robotach w Niemczech. Z własnej nieprzymuszonej woli.
Dlaczego sobie to zrobiłam?
Bo fundusze na Muse tour no 7 (jak i na realizację kolejnych punktów z mojej kapryśnej Bucket List) na drzewach nie rosną. Niestety. 
Na szczęście miałam u boku ekipę z którą kurz, epicko zjebane podłogi, język niemiecki, Szwabia i murzyni wcale nie byli tacy straszni. Pomijając tyranie, mieliśmy niezły ubaw.
Tak więc popierdalałam sobie ze szmatką / synto / szczotką / odkurzaczem / mopem przez bitych 5 tygodni po niemieckich szkołach. I po jednym biurze. Gdzie pracował taki jeden Pan, który nieświadomie zainspirował mnie do naskrobania tych paru zdań.
Ale po kolei.

07.09.2014

Młodzi zdolni

Cudze chwalicie, a swojego nie znacie.
Prawda, nie znam. Ale po zobaczeniu wystawy prac dyplomowych młodych zdolnych (w maju), poznawać zamierzam i oficjalnie chwalić zaczynam.
Bo polskie malarstwo też jest fajne.
Zresztą co tu dużo mówić, postarałam się o dwa dowody.

04.09.2014

Wielkość względna

W każdym jednym poradniku piszą, że jednym z kluczy do szeroko pojętego “szczęścia” jest otaczanie się odpowiednimi ludźmi. Tymi pozytywnymi.
Pospieszyłabym dodać, że tymi Większymi.
Tyle tylko, że tę „wielkość” należałoby trochę bardziej sprecyzować.
Niby wiem jaką „wielkość” miałam na myśli pisząc ten post, ale ponieważ w życiu nic nie stoi w miejscu, to i ona z czasem nieco w mojej głowie ewoluowała (i ewoluuje sobie dalej).  
Wierzę bowiem, że ludzie wielcy – gdzie, uściślijmy, wielki oznacza tyle co inspirujący, czy, jak ja to lubię nazywać, stymulujący – stają się wielcy (w tym metaforycznym, mentalnym i osobistym sensie) tylko wtedy, gdy im na to pozwolimy. No chyba że należymy do tego mniej odpornego procenta ludzi łykających wielkość dyktowaną w mediach; aczkolwiek chyba oczywistym jest, że nie taką „wielkość” mam tutaj na celowniku.
Toteż: wielkość jest względna. Oto mój najnowszy wniosek. I problem w jednym.