INF [21.6.2017]: o mojej szkockiej miłości! Następne wjeżdżają zdjęcia z St Andrews (#soon). Stay tuned.

25.11.2014

Mogę

Jeszcze pięć lat temu, gdy usiłowałam napisać swój pierwszy list do zagranicznej gwiazdy, byłam święcie przekonana (a przy tym i bliska płaczu), że nie mogę i nigdy nie będę mogła napisać po angielsku listu tak swobodnie, jak piszę je po polsku. Dziś mogę się z tego głośno śmiać, bo już niejeden taki napisałam (choć, rzecz jasna, nie do zagranicznej gwiazdy – z tego, szczęśliwie, zdołałam wyrosnąć). I to śmiać się tym głośniej, że teraz, paradoksalnie, wiele rzeczy łatwiej idzie mi wyrazić na piśmie po angielsku, aniżeli po polsku.


18.11.2014

2014: Stockholm

Odwiedzenie Sztokholmu było spontanicznym pomysłem, i, surprisesurprise, tym razem nie moim (a doprawdy cudownie jest, choć raz na ruski rok, przyjść na gotowe)!
Historia jest krótka: sierpniowym wieczorem siedziałam sobie przed komputerem w akademiku w niemieckim Augsburgu, gdy brat zaproponował mi wycieczkę na koncert Eda do Sztokholmu, razem z jego znajomymi. Odpowiedź była szybka: jak mogę zapłacić po wypłacie, to oczywiście, że lecę. Przecież rudego brytola z gitarą się, z zasady, nie odmawia. Szczególnie, gdy śpiewa TOTO i TO. I jeszcze TO. Ah, no i TO. Więc 11 listopada w Balicach wpakowaliśmy się w samolot i polecieliśmy: podbijać kolejny kawałek świata.


10.11.2014

Jestem (nie)ważny/a.

Mądry post na podobny temat przeczytałam kiedyś u Konrada (polecam!).
A sama w podobnym kontekście wypowiadałam się już tutaj.

_____________________________
W życiu od czasu do czasu natrafiasz na człowieka, który przy bliższym poznaniu ze stoickim spokojem oświadcza, że zawsze bardziej dbał o innych niż o siebie. Że to inni zawsze byli ważniejsi, że to zawsze ich, a nie własne problemy spędzały mu sen z powiek.
Z zasady mówią o tym różnie. Jedni z wyraźną nutką dumy w głosie, inni z lekko zagubionym wyrazem twarzy. Niektórzy na pytanie dlaczego nigdy nie pomyślą o sobie, gdzieś w głuchą przestrzeń rzucają „bo ja nie jestem ważny/a”. Jeszcze inni, albo głośno mówić tego nie chcą, albo mówić wcale nie muszą, bo to widać gołym okiem.  
Mogłabym się pokusić o motywujący post dla każdej takiej osoby.
Mogłabym, ale zamiast tego, swoim zwyczajem, znowu się wkurwię.

07.11.2014

Faza

Czasami od słuchawek w uszach zdaje się zależeć całe twoje życie.
Nie, to nie to, że rozmowy ludzi w autobusie / tramwaju odbierają ci resztki wiary w społeczeństwo i potrzebujesz sprawdzonego pocieszyciela. Nie, to nie to, że w mieszkaniu nad tobą z namaszczeniem i niebywałą gorliwością używają na przemian młotka i wiertarki i bezzwłocznie potrzebujesz zamknąć się w swoim świecie. I nie, to nawet nie to, że masz podły nastrój i potrzebujesz ukoić nerwy znajomymi dźwiękami.
Czasem po prostu musisz: założyć słuchawki, odpalić wołającą do ciebie gdzieś z otchłani nutę i bezproduktywnie zmarnować dwie, trzy lub dziesięć godzin.


03.11.2014

Zamilcz. Jak już mi powiesz.

Jak już każdy zdołał się przekonać, jestem osobą, którą z natury wiele rzeczy wkurwia. I to nierzadko w bardzo irracjonalny sposób. Można mi powtarzać bez końca, że to nie ma sensu, że szkoda nerwów, że to absolutnie nic nie da, że przecież tylko niepotrzebnie ranię – i siebie i innych. No cóż. Mimo iż debilem nie jestem, mózgu (sporadycznie ale jednak) używam, a w przypływach inspiracji miewam nawet niezłe pomysły, to akurat tego "wkurwiania się" wyperswadować sobie nie umiem. Ot, to już taka integralna część mnie i albo to akceptujesz jako część pakietu, albo wypad z baru. (Bo nie zapominajmy, że istnieje krzyżyk w prawym górnym rogu i opcja „usuń ze znajomych” na fejsbuku: nikt Ci nie każe mnie czytać/słuchać.)
No. Więc jeśli zdecydowałeś się już na cały pakiet, to pozwól mi teraz opowiedzieć Ci o jednej z pierdyliona rzeczy, która niezmiernie mnie wkurwia: o milczeniu. Tym perfidnym.