INF [3.9.2017]: kadry sierpniowe. Wrzesień planuję wypełnić zaległymi zdjęciami. Powrót do regularnych postów (if ever) planuję na październik. Stay tuned.

23.01.2015

Big Bad World

Nie lubimy się tym chwalić. Że nam zimno, że smutno, że źle i że po prostu się nie chce: wychodzić, działać, uśmiechać i udawać, że w tym roku wreszcie wszystkich swoich noworocznych postanowień dotrzymamy. Nie zwykliśmy głośno mówić o dniach, w których świat jest bezgranicznie zły, ludzie zamknięci, a Internet obłudny. Bo niby ludzkim jest się smucić, ale lepiej robić to w ukryciu. Bo jeszcze Ci ktoś powie, że wszystko się ułoży i nieświadomie dorzuci cegiełkę do domu czarnej rozpaczy. I jeszcze nie daj Boże się rozkleisz.
A te dni były, są i pewnie zawsze już będą. Bo nogi się nam czasem podwijają, organizm nie zawsze chce współpracować z umysłem, wątpliwości się do świadomości nieproszone i tak wkradają, plany mają w zwyczaju się chrzanić, uczucia wypalać, a ludzie zawodzić.
I nic z tym nie zrobisz.
I nie, nie patrz tak na mnie. To niczyja wina. Tak już po prostu jest.


Ale przecież nikt nie mówił, że zawsze łatwo będzie wychodzić z domu i otwierać się na nowych ludzi. O ile kiedykolwiek łatwym to bywało. Chyba nie bez powodu mówią, że to, co w życiu najbardziej wartościowe, przychodzi w bólach. Więc może właśnie tego bólu należałoby się przestać tak panicznie bać. Jasne, świat jest okrutny i niesprawiedliwy, ale czasem miewa gest i odpłaca się dobrym. Owszem, dzieje się to wyjątkowo rzadko, ale jak już ten gest ma, to chyba warto byłoby móc po niego sięgnąć, a nie siedzieć w domu i płakać nad swoim złym losem, prawda? Bo umówmy się: sięgnąć i zyskać może tylko ten, co czuwa w gotowości.
John Banville (mój literacki Guru od zeszłorocznego Festivalu Conrada na którym miałam okazję go zobaczyć) twierdzi – i ja się z nim bezkrytycznie zgadzam – że dojrzewanie jest niczym innym jak odchodzeniem z domu i zrzucaniem tej bezpiecznej skorupy, którą stworzyli nam rodzice, szkoła i najbliższe otoczenie. I jeśli czegoś w życiu naprawdę szukamy i potrzebujemy, to właśnie odbudowy tej skorupy – tj. odnalezienia / stworzenia sobie miejsca (niekoniecznie fizycznego), w którym będziemy się czuć dobrze i bezpiecznie.
No a owe odnalezienie – czy tym bardziej tworzenie – jest czasownikiem akcji: wymaga od nas działania. Bo samo się nie znajdzie, a już tym bardziej nie stworzy. Owszem, cuda się zdarzają, cudowni ludzie czasem sami wskakują do twojego życia, ale w znacznej większości przypadków jest to tylko wypadkowa twoich własnych działań i niekończących się prób. Prób tworzenia tej nowej skorupy właśnie.
Nie wiem jak wy, ale ja wiem, co hamowało moje działanie w zeszłym roku najbardziej: wyrzuty sumienia. Bo gdyby tak zsumować każdą minutę, którą spędziłam na katowaniu samej siebie tym, czego nie udało mi się zrobić na czas, tudzież zgodnie z planem, okazałoby się, że zaprzepaściłam kilka dobrych dni z 2014. Które mogłam poświęcić na kolejne próby.
Bo świat jest zły, ludzie zawodzą, a samemu sobie zawsze można zarzucić najwięcej. Ale zamiast marnować czas na użalanie się nad sobą, można przecież spiąć dupę i w ramach zadośćuczynienia od razu przejść do jakiegoś nowego działania. Kolejnej próby. Bo im ich więcej, tym większe prawdopodobieństwo, że kiedyś wreszcie się uda.
Nie muszę przecież od razu cała wskakiwać w ten Wielki Zły Świat. Dwa lata temu wystawiłam ze swojej strefy komfortu duży palec u stopy, rok temu całą prawą stopę, więc może w tym wystawię całą nogę, a w następnym postawię już pełnowymiarowy krok.
Nieważne jak szybko, ważne, że w odpowiednim kierunku.

O złym świecie bardzo ładnie śpiewają TUTAJ.

1 komentarz:

  1. Dawno nie komentowałam twojego bloga, przepraszam.
    Masz rację, marnujemy zbyt dużo czasu. Też zdążyłam to zauważyć i postawiłam wiele spraw na jedną kartę. Zaczęłam działać bo naprawdę chcieć to móc. Ale Ana muszę przyznać że cię podziwiam. I może to temat na prywatną rozmowę, ale napiszę tylko, że widzę że działasz i ci zazdroszczę czasami bo sama mam z tym pewne problem (co tez jest tematem na prywatną rozmowę). Ana spinamy pośladki i krok do przodu. Wierz mi, może tego nie widzisz, ale wydaje mi się, że jesteś nawet kilka kroków od miejsca gdzie zaczęłaś. Buziaki!

    OdpowiedzUsuń