INF [3.9.2017]: kadry sierpniowe. Wrzesień planuję wypełnić zaległymi zdjęciami. Powrót do regularnych postów (if ever) planuję na październik. Stay tuned.

14.02.2015

Walę w tynki

Z bólu dupy i frustracji: walę w tynki. I się sypie śmieszny śnieżek.


Zarzygajmy fejsa miłosnymi wyznaniami!
Oh, jak dobrze spędzać z tobą czas, oh, jak dobrze, że jesteś, oh tyle szczęścia. Oh.

Chodźmy na spacer i dodajmy album z 30 zdjęciami, bo przecież jedna samojebka lepsza jest od drugiej, nie ma żadnych złych i wybrać jedną nie sposób. Koniecznie zaspamujmy sobie wzajemnie tablice i powymieniajmy się znaczącymi lajkamiOh, i, oczywiście, oznaczmy się na każdym jednym zdjęciu i poście, żeby żadnemu znajomemu, Broń Boże, nie umknęło na tablicy, że oto byłem/am na spacerze/randce z moją/im cudowną/ym dziewczyną/chłopakiem. I nie zapomnijmy jeszcze o tych serduszkach w komentarzach, koniecznie w trzech różnych kolorach, bo przecież osamotnione różowe już dawno wyszło z mody. Niech wszyscy wiedzą, jacy to my szczęśliwi, zakochani i wyprzytulani!
A potem dwa kliknięcia i po dziesięciu albumach ani śladu. Koniec wielkiej miłości, kolorowych serduszek, słodziaśnych komentarzy, uznanych lajków, oznaczeń i spacerów w trzydziestu aktach. Wszystko poszło. W pizdu.
Szczęściem się wzajemnie zarzygajmy, a potem je anulujmy jednym kliknięciem.
Ewentualnie przegnijmy sobie w drugą stronę i rozpaczajmy cytatami ckliwych piosenek, bo życie takie przecież niesprawiedliwe i bolesne jest! No a jak już tak wszystko okrutnie boli, to dlaczego by tego nie powtórzyć na dziesięć sposobów całemu światu?

Oczywiście, że to wysoce bezsensowne narzekanie jest.
Oczywiście, że to nic nie daje i jeszcze mniej wnosi.
Oczywiście, że rozsądniej jest wyłączyć Internety i zaplanować romantyczny dzień z książką, filmem i/lub herbatą we własnym łóżku. Sama od kilku dobrych lat to właśnie robię (nie licząc walentynek spędzonych na alpejskich stokach). Zamiast zazdrościć innym mądrej ignorancji, na którą sama zdobyć się nie umiem, uczę się unikać zbędnych frustracji.
Co też wszystkim frustratom gorąco polecam.
I to nawet bez konieczności wyłączania Internetów, bo nie wiem czy wiecie, ale od jakiegoś czasu istnieje opcja „obserwowania” na fejsbuku, którą można pełnoprawnie wyłączyć. Można sobie też robić listy, układać priorytety i tych 30 zdjęć z jednego spaceru w ogóle nigdy nie zobaczyć. Fajnie, nie?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz