INF [16.7.2017]: w razie jakby kogoś martwiła moja nieobecność: wzięłam urlop od blogowania. Do września pojawią się tu (jeśli w ogóle) wyłącznie kadry i relacje z moich skromnych wojaży. Stay tuned.

30.06.2015

2015: kadry czerwcowe

Czerwiec mnie przywitał nieco mieszanymi uczuciami, ale nie narzekam, bo to mięsiąc w którym po raz kolejny zdarłam dla moich bohaterów gardło. A ponieważ lato (i niespodziewanie również mój kryzys) w pełni, głównymi bohaterami kadrów są przysłowiowe krzaki (bo nie wiedzieć czemu, ale jak mi źle to się wyżywam na przyrodzie).

Moja dziko-wiejska „świątynia dumania”...

…nad którą z okazji dnia dziecka zawisł karmnik (dzięki Dziadzio!).


Moja ulubiona miejscówka nad Dunajcem.

Czerwcowa, kamienna playlista.


Zakrzówkowe wieczorki.


Ruczajowe gwiazdy.

Moje szczęścia po raz czwarty (photo credit dla Wojciecha i Moni, bo ja, oczywiście, zbyt zajęta byłam zdzieraniem gardła i wylewaniem hektolitrów łez)!

Warszawce dałam szansę i nie wyszła na tym najgorzej: mój stosunek z negatywnego ewoluował na neutralny, a stamtąd już nie tak daleko do przyjaznego.

Zakrzówkowy raj trzaśnięty Norbertowym Nikonem.

A takie zachody kocham najbardziej.

Choć wschody chyba jeszcze bardziej.


W Tarnowie odwiedziła nas Tosia (przyszła artystka).

Miesiąc Fotografii hojnie mi za współpracę podziękował.

Było też trochę piknikowania, odrobina nieba dla podniebienia i kilka kryzysowych wieczorów. A całość zwieńczona została uroczym przeziębieniem.
Intensywny miesiąc. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz