INF [3.9.2017]: kadry sierpniowe. Wrzesień planuję wypełnić zaległymi zdjęciami. Powrót do regularnych postów (if ever) planuję na październik. Stay tuned.

05.06.2015

Creative Writing

Na moją aktualną uczelnię narzekać lubię jeszcze bardziej niż na tę starą.
Ale jest jedna rzecz, którą Chujot ma, a czego PWSZ dać mi nie mogła: Creative Writing.


W zeszłym roku padła niewinna propozycja, żeby otworzyć nową sekcję Koła Naukowego Anglistów i tak oto zaistnieliśmy, zwarci i gotowi do działania: Kreatywni.

Spotykamy się co dwa tygodnie – w zeszłym roku głównie po to, żeby omawiać teksty, które napisaliśmy na zadany temat i podesłaliśmy zainteresowanej grupie tydzień wcześniej, a w tym roku żeby omówić zadane ćwiczenia i przedyskutować teorię Creative Writing.
Co prawda wciąż nie jestem przekonana czy moje pisanie – czy może raczej próby pisania – można uznać za pisanie kreatywne (choć według Cioci Wikipedii nawet prywatne dyrdymały się do niego zaliczają), ale są powody, dla których, mimo pogłębiających się wątpliwości, nie planowałam i nie planuję z tego dobrowolnie rezygnować.
Bo z tych spotkań płynęły i płyną istotne korzyści. Trzy. I to niemałym strumieniem.

1)     FEEDBACK
Komentowanie wzajemnie swoich prac jest najmocniejszą stroną tych spotkań. Owszem, krytyka czasem zapiecze, ale ta konstruktywna działa jak pokrzywa: trochę boli, ale równocześnie wzmacnia odporność. Pamiętam jak przed pierwszym spotkaniem zżerał mnie stres – wydawało mi się wtedy, że wciąż nie jestem gotowa do dzielenia się tymi swoimi marnymi próbami. Ale wystarczyło kilka spotkań, kilka chwil głębszego zastanowienia i już wiem, że lepszej decyzji podjąć nie mogłam.
W swoim pisaniu do szuflady (tudzież w Internetach) doszłam bowiem do momentu, który stanowił, owszem, wygodny, ale jednak martwy punkt – zdawałam sobie sprawę, że żeby ruszyć do przodu, muszę wychylić nos poza sferę własnego komfortu. Że tylko narażając się na ostrą, bezpośrednią krytykę, czy wręcz ośmieszenie, będę w stanie zweryfikować czy to, co tak bardzo kocham robić, ma jakikolwiek sens. I miałam rację.

2)    MOTYWACJA
W rytm reklamy mamby: piszą wszyscy, piszę i ja. Nigdy nie byłam fanką deadline’ów (pewnie dlatego, że zawsze miałam – i wciąż mam, o czym doskonale wie mój promotor – spory problem z ich dotrzymywaniem), ale przyznaję bez bicia, że zrobienie czegoś na czas przynosi zaskakująco dużo satysfakcji. Oczywiście, że w pisaniu trudno jest wymagać tempa: każdy kto pisze, doskonale wie, że „pisanie” niewielki ma związek z samą czynnością przelewania słów na papier. W gruncie rzeczy to wieloetapowa harówka, która, na dodatek, nie zawsze się opłaca.
Ale jeśli jesteś zdeterminowany (tak jak ja ostatnimi czasy) przeć z tym swoim pisaniem do przodu, perspektywa zmierzenia się z konstruktywną krytyką powinna stanowić dla ciebie niezawodną motywację. Odkąd udzielam się w sekcji, mój folder z opowiadaniami, z którego do niedawna jeszcze ziało pustkami, zapełnia się w zaskakującym tempie. Nie wszystkie opowiadania kończę na czas, ale każde jedno wydaje się być kolejnym krokiem w odpowiednim kierunku. A to poczucie działa trochę jak kolokwialny motorek w dupie.

3)    INSPIRACJA
Czytam innych i łapię w żagle nowe wiatry. Nie dość, że poznałam grupkę fantastycznych osób, które tak jak ja uwielbiają pisać i łączą z tym mniejsze lub większe nadzieje, to jeszcze mam okazję porównywać ich prace na podobny temat z moją własną. A to zawsze gwarantuje szerszą perspektywę. W ogóle podając swój tekst dalej i zaznajamiając się ze zmaganiami pióra innych, nabierasz zdrowego dystansu do swoich własnych prób. Jasne, zdarza się, że zdolniejsza koleżanka (bądź kolega) trochę mnie zdołują, ale w znacznej większości ma to na moje fikcyjne próby pióra wpływ iście zbawienny: zdecydowanie częściej się tekstami koleżanek i kolegów z Creative Writing inspiruję.
A nierzadko nawet te nasze głupie i z pozoru niepowiązane rozmowy przy piwie nakierują mnie na coś, o czym wcześniej nie miałam pojęcia lub co zwyczajnie nie przeszło mi przez myśl, a co okazuje się ciekawym punktem zaczepienia dla przyszłych (fikcyjnych czy też nie) wypocin.

A o samych wypocinach mówiąc: wybrane efekty moich zmagań z fikcją (dość specyficzną w moim wypadku) można ocenić (za co będę bardzo wdzięczna, bo każdy feedback jest na wagę złota) na moim angielskim blogu (wiem, wiem, jakbym ich już wystarczająco dużo nie miała):


[link („Wordpress”) dostępny również pod nagłówkiem bloga]

Pozdrowienia i wielkie podziękowania dla wszystkich Kreatywnych! ;-)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz