INF [17.3.2017]: o Londynie słów kilka. W przyszły piątek pewnie coś bardziej na rozkminę. Stay tuned!

31.05.2015

2015: kadry majowe

Maj oscylował głównie wokół Miesiąca Fotografii, więc, tematycznie, zdjęć zrobiłam dużo. Nieustanne bieganie po moim ukochanym, polskim mieście trochę dało mi w kość, ale warto było.
Wiosna w pełni: jest intensywnie i kolorowo.

Moja ulubiona krakowska miejscówka do selfie (tu z Monią).

29.05.2015

Photomonth 2015

Moje wrażenia z zeszłorocznej edycji TUTAJ. Z warsztatów TU.

W tym roku, mój udział w Miesiącu Fotografii wkroczył na wyższy poziom: zostałam wolontariuszem i tym samym małą (ale jednak pełnoprawną) częścią zespołu ów festiwal tworzący. I z tego właśnie powodu nie mogło mnie zabraknąć na żadnej z dziewięciu głównych wystaw, które do 14 czerwca można śmiało odwiedzać. Nie, reklama nie należy do moich obowiązków, ale potraktujcie ten wpis jako zachętę do „odchamienia się”. Bo warto.

22.05.2015

Guru: odpowiedni człowiek w odpowiednim czasie

Jako osoba, która usiłuje być aktywna, kreatywna i produktywna, jestem łasa na wszelkiego rodzaju inspiracje: zarówno pozytywne, jak i negatywne. Tak jak określiliśmy to kiedyś na naszym spotkaniu creative writing: staram się być “gąbczasta” tj. otwarta na bodźce, nowe doświadczenia i najdziwniejsze nawet myśli.
Dlatego gdy na mojej drodze pojawia się ktoś, z kogo mogłabym czerpać garściami, bez wahania rzucam się w wir obsesji. I czerpię do zrzygania. Niektóre inspiracje zjawiają się tylko na chwilę, inne nieustannie przychodzą i odchodzą, ale są wśród nich cztery czołowe postacie, które swoim inspiracyjnym wpływem zrewolucjonizowały moje życie.
I dziś je przedstawiam, choć większość przedstawiania w ogóle nie wymaga.


19.05.2015

Wykopywanie żali

Jeśli mnie czytacie uważnie, wiecie o mnie całkiem sporo.
Że kocham pisać. Że jestem egocentrykiem z nieuleczalną potrzebą dzielenia się swoimi przemyśleniami (ba, może nawet myślę głównie po to, by się potem tym z innymi dzielić). Że strasznie lubię kopać i grzebać: w żalach, przeszłości, sobie, innych, czy życiu tak generalnie. Że lubię robić zdjęcia, oglądać filmy i spełniać swoje (spisane na liście) marzenia. Że (wciąż) studiuję i kocham język angielski, może nawet bardziej niż rodzimy polski.
Na moje pytanie, co według was robię najlepiej, na pewno padłyby różnorakie odpowiedzi, ale ja tu nie przyszłam pytać, bo odpowiedź dobrze znam: najlepiej to ja się potrafię wkurwiać. A skoro przychodzi mi to naturalnie, bez wysiłku, a wręcz niekontrolowanie, to przecież chyba trochę szkoda by było tego nie wykorzystać do własnych celów, prawda? Lub chociaż wykorzystać spróbować...?

15.05.2015

Czy warto rozkminiać?

W tej kwestii mądre i warte polecania stanowisko zajęła już Justyna, ale ponieważ jest to temat od lat wysoce mnie interesujący, pospiesznie dorzucam swoje trzy grosze.


To prawda, że notoryczne nadinterpretacje, gorliwe analizy i nieustanna chęć rozmawiania na tematy trochę mniej błahe, nie tylko znacząco komplikują wszelkie relacje, ale wielu ludzi wręcz z miejsca odpychają. Kto by tam chciał zadawać się z dziwolągiem, który cały błogi dzień tylko by to swoje (i cudze też) życie rozkminiał, i to do tego stopnia, że w pewnym momencie zupełnie zapomina tak po prostu ŻYC? Słusznie, nikt. Więc tak, jakkolwiek bardzo bym chciała, nie sposób temu zaprzeczyć: nadmierne rozkminianie ma swoje wielkie, grube minusy. 

08.05.2015

ZDJ: Wielka Wieś Zdrój

Mam to wielkie szczęście, że mimo iż wychowałam się w mieście, zawsze miałam (i wciąż mam!) możliwość spędzania letnich wieczorów na zielonej trawce za miastem: w naszej Dzikiej Wsi, która w geograficznym świecie funkcjonuje pod nazwą Wielka Wieś.


02.05.2015

Co przywiozłam z Londynu

Od mojej wizyty w stolicy Anglii minęły już blisko dwa lata, więc bynajmniej nie będzie to tekst o pysznej herbacie (bo ta skończyła się już dawno temu), mapkach londyńskiego metra, zdjęciach (choć do mojej relacji można wrócić TUTAJ) czy innych materialnych pamiątkach.
Bo z Londynu, tak przede wszystkim, to ja przywiozłam sobie przekonanie (bardzo słuszne), że samemu nie tylko można, ale czasem wręcz trzeba. I dziś chcę je wam sprzedać, spoglądając na moją londyńską przygodę z nieco szerszej perspektywy.