INF [17.4.2017]: z poślizgiem ale jest: fotorelacja z Glasgow. Szykują się kolejne. Stay tuned!

31.07.2015

2015: kadry lipcowe

Tegoroczny lipiec rozpoczęłam od wydarzenia, któremu do dziś trudno mi dać wiarę: Asia i Kuba się hajtnęli! I mieli bardzo, bardzo fajne wesele ;)
Bukietu i sukienki można było tylko pozazdrościć!

24.07.2015

Problem murowany

No więc natrafiłeś na ścianę. Mur właściwie. Wybitnie wysoki.
Przejebane, bo teraz albo go zburzyć musisz, albo się na niego wydrapać i potem jeszcze – o ile widok po drugiej stronie okaże się wystarczająco zachęcający, albo wysiłek wdrapywania zbyt wiele kosztujący by zawracać – jakoś bez szwanku z niego zejść. A to solidna ściana. Owszem, ceglana, ale z precyzją wykonana: nie ma żadnych wnęk, wysunięć czy osunięć, na których można by sobie nogę czy rękę wesprzeć.

17.07.2015

Wypaczona rozpacz

Tekst tematycznie trochę powiązany z TYM. I tym.

Słowem wstępu: nie uważałam na wykładach z historii filozofii, bo wykładowca miał (cytując innego ekstrawaganckiego nauczyciela, który stanął na mojej licealnej drodze) inteligencję na poziomie jeża. A jako że nie dało się go słuchać, poranne wykłady w znienawidzone środy spędzałam głównie na zakuwaniu końcówek odmian do, iście niezbędnej w życiu studenta filologii angielskiej, łaciny (bynajmniej nie podwórkowej). Produktywnością ani kreatywnością się nie popisałam, ale przynajmniej łacinę zaliczyłam. Filozoficzna ignorancja kopnęła mnie za to w tyłek zaraz po obronie, więc postanowiłam liznąć ją na własną rękę. Co prawda „Świat Zofii” wciąż jeszcze (nadgryziony) leży na mojej półce, ale wreszcie do finiszu doprowadziłam książkę poleconą przez kuzynkę (którą gorąco pozdrawiam): “Życie, Etyka, Inni”.


10.07.2015

Brytyjskie seriale: top 10

W razie gdyby ktoś kiedyś zechciał mnie zapytać o fajny serial, oto moja top dziesiątka.  
Zanim jednak przejdę do rzeczy, pragnę zaznaczyć iż nerdem nie jestem i znana jestem głównie z tego, że lubuję się w dramatach. Aczkolwiek prawdą jest, że seriale, podobnie jak filmy, oglądam chętnie i w sporych ilościach. A ponieważ jestem też jawnym anglofilem (jak na studenta filologii angielskiej przystało), zachwycam się głównie produkcjami brytyjskimi. I to bynajmniej nie dlatego, że od amerykańskich stronię (nic bardziej mylnego), ale dlatego, że te brytyjskie zdecydowanie wprawniej władają moim sercem. Dlatego też poniższa lista zawiera propozycje wyłącznie brytyjskie. I to tylko te, do których sama mogłabym wracać (i to czynię) bez końca. Bez względu na to ile razy zdążyłam już dany tytuł obalić.
Kolejność chronologiczna.


03.07.2015

Anklebiters

Wiecie co? Szalenie lubię filmy o ludziach boleśnie zwyczajnych, którzy okazują się być tymi nadzwyczajnymi, lub społecznych dziwolągach, którzy okazują się absolutnymi geniuszami.
I jest ku temu jeden, prosty powód: wciąż jestem idealistką i niepoprawną marzycielką (mój pseudonim nie wziął się przecież z powietrza). Jestem jedną z tych, co wierzą, że wszystko jest możliwe, jeśli wystarczająco mocno się tego chce i wystarczająco ciężko się na to pracuje.  
Dzisiejsza rzeczywistość w dość okrutny sposób – i to na każdym kroku – przypomina mi jednak, że to nie jest czas dla wrażliwych idealistów. Nawet jeśli ciężko na siebie pracują.

[print screen z video Paramore]