INF [16.7.2017]: w razie jakby kogoś martwiła moja nieobecność: wzięłam urlop od blogowania. Do września pojawią się tu (jeśli w ogóle) wyłącznie kadry i relacje z moich skromnych wojaży. Stay tuned.

30.09.2015

25.09.2015

2015: Londyn

No więc stało się i po raz drugi (a na pewno nie ostatni) odwiedziłam stolicę Anglii.

I, jak oczywiście można było się spodziewać, było cudownie: czułam się jakbym wracała do domu. Świeczki w oczach i radość w sercu. Dlatego też nie mogło obyć się bez krótkiej, londyńskiej fotorelacji (ta z 2013 do wglądu TUTAJ).

18.09.2015

Bo ja jestem filozofem

[Możecie to potraktować jako część drugą mojego posta o Guru. I rozwinięcie wątku filozoficznego zapoczątkowanego tutaj.]

Gdy miałam 13 lat i dopiero zaczynałam swoją przygodę z szeroko pojętym pisarstwem, w przypływie twórczej euforii i rosnącej miłości do słowa pisanego, zapisałam sobie przerobioną złotą maksymę Kartezjusza: “piszę, więc jestem”. 12 lat później, walcząc z egzystencjalizmem (w ramach mojej pracy magisterskiej) i nie radząc sobie z opracowaniem filozofii Sartre’a w języku angielskim, sięgnęłam po polską książkę z 1993 roku, z której, już po 30 stronach, wyłoniła się moja bratnia dusza: człowiek, który wybrał pisarstwo jako sposób egzystencji. Dla którego twórczość literacka była autoanalizą, “procesem jednoczesnego rozpoznawania i tworzenia własnej tożsamości”. Człowiek który pisał, więc był.
I tak oto, mój niewinny zapisek sprzed lat, wrócił niespodziewanie na tapetę i, jak to zazwyczaj bywa, ruszył ogromną lawinę nowych przemyśleń.


11.09.2015

Kindle: idealny dla anglisty

Pamiętam to jak dziś: kolega usiadł koło mnie na ćwiczeniach i pokazał mi swojego Kindle’a (bardzo stara wersja, bo to nie był paperwhite) z którego akurat czytał zadaną nam lekturę. Moje podejście do e-czytników było wtedy średnio przychylne: dostałam jeden na urodziny – taki piękny, czerwony, prosto z empiku, ale poza tym, że ładnie się prezentował, w gruncie rzeczy niewiele oferował. Po kilku tygodniach moja ekscytacja z posiadania nowego gadżetu kompletnie sflaczała i czytnik, razem ze swoimi licznymi wadami, zaginął gdzieś na półce. Szpanowanie znajomego nie miało więc wywrzeć na mnie żadnego wrażenia. A wywarło takie, że niecałe pół roku później dzierżyłam w swoich rękach nowiuteńkiego Kindle’a.


Nie wiem jak Kindle sprawdza się u przeciętnego Polaka czytającego głównie polskie tytuły, ale wiem na pewno jak świetnie sprawdza się u studenta filologii angielskiej, szczególnie o specjalności literaturoznawczej: jest jak ósmy cud świata. Z czterech powodów, i to bynajmniej nie tych, które wszyscy ochoczo podają jako jego największe zalety – podświetlany e-papier, lekkość, poręczność i wytrzymała bateria to oczywiste oczywistości.
Mnie Kindle prawdziwie przekonał czterema innymi drobiazgami.

04.09.2015

Po co nam feminizm?

Mam wokół siebie znajomych, z którymi dyskusja, nawet jeśli nierzadko jałowa, sprawia mi ogromną przyjemność: głównie dlatego, że zwraca moją uwagę na aspekty, które do tej pory ignorowałam lub zwyczajnie stanowi świetne wyzwanie dla obrony moich poglądów.
I tak kiedyś właśnie znajomy spytał mnie, po co nam feminizm.