INF [20.11.17]: ręka, co prawda z ograniczeniami, ale już działa, więc szykuję mały foto-spam.

29.01.2016

Warto w Krakowie: w ogóle zawitać

Kocham Kraków. Dopóki bywałam tu sporadycznie, po prostu go lubiłam, ale odkąd tu mieszkam i studiuję, a już szczególnie odkąd tu pracuję (w super hostelu!), kocham się w nim bezgranicznie, i to nawet pomimo tego cholernego smogu. Praca w hostelu sprawia, że w jakimś stopniu (minimalnym ale jednak) robię za wizytówkę tego miasta, a to z kolei potęguje moją wewnętrzną potrzebę zarażania osobistymi zachwytami kogo tylko się da.
Dlatego zdecydowałam podzielić się swoimi (subiektywnymi rzecz jasna) obserwacjami i rekomendacjami odnośnie Krakowa również na blogu, w nowym (choć mało oryginalnym), krótkim cyklu pt. „Warto w Krakowie”. I to jest tego cyklu prolog.

Choć ogólnym zamierzeniem jest tu pokazanie wam, co według mnie w Krakowie warto zobaczyć i zrobić, warto na początek przyjrzeć się miastu jako całości. Bo Kraków sam w sobie jest miastem o bardzo specyficznym (dla mnie również niesamowitym) klimacie z czterech podstawowych powodów:

1)     Historia
Jako jedno z najstarszych miast w Polsce, Kraków jest miastem o bogatej i dość daleko sięgającej historii, ale też na swój sposób miastem uprzywilejowanym, bo – w przeciwieństwie do Warszawy – stosunkowo niewiele ucierpiał w czasie wojny: średniowieczne budynki wciąż noszą w sobie barwne historie z przeszłości. Miasto dysponuje zresztą niezła bazą unowocześnionych, historycznych muzeów, które naprawdę warto choć raz w życiu odwiedzić (wrócę do tego w kolejnej części cyklu). I weźcie sobie na poprawkę, że pisze to osoba, która historii nigdy nie lubiła (mówiąc delikatnie) i już raczej nie polubi.

2)    Architektura
Z racji bogatej historii i stosunkowo niewielkich, wojennych zniszczeń nie brakuje nam atrakcyjnych zabytków, już zwłaszcza jeśli mowa o kościołach: nie wiem ile jest ich w całym Krakowie, ale w samym centrum idzie ich naliczyć dziesiątki i to jeden piękniejszy jest od drugiego. Nowoczesnej architekturze też kłaniamy się nisko, czego moimi ulubionymi przykładami są: fontanna na rynku (trochę na wzór słynnej piramidy w Paryżu), Centrum Kongresowe (które budowali na moich oczach) i MOCAK. Jest na czym oko zawiesić.
Przy okazji: krakowskie, architektoniczne detale, przepięknie maluje ten Pan, którego odkryłam wczoraj przez kompletny przypadek.  

WSKAZÓWKA: świetnym sposobem na zapoznanie się z pierwszymi dwoma punktami wcale nie jest przeczytanie dobrego przewodnika czy wizyta w muzeum, ale wybranie się na Free Walking Tour (po starym mieście i Kazimierzu): byłam, sprawdziłam i potwierdzam: najważniejsze i najciekawsze informacje dotyczące miasta, jego historii i zabytków poznacie w łącznie (2h + 2h) cztery godziny, przy okazji jeszcze poznając innych turystów. Polecam.

3)    Ludzie
Z radością stwierdzam, że zdecydowana większość odwiedzających nasz hostel gości (a zaznaczam, że 99,9% z nich to obcokrajowcy) stwierdza, że ludzie w Krakowie są wyjątkowo pomocni, przyjaźni i pozytywnie do trustów nastawieni. Na sporadyczne przypadki chamstwa natykają się zazwyczaj tylko w urzędach, bankach i na dworcu (co niespecjalnie mnie dziwi, a za to zawsze dość mocno smuci), na ulicach tylko love and peace. I cóż, za to między innymi kocham Kraków: nie dość że ludzi jest tu naprawdę dużo (szczególnie porównując do Tarnowa w którym spędziłam 21 lat mojego życia), to jeszcze nie brakuje tych dobrej woli. I choć do Londynu nam jeszcze daleko, to na brak różnorodności też narzekać nie możemy. Krakowianie (szczególnie młodzi) są – w zdecydowanej większości – otwarci na innowacje i odmienne doświadczenia, a przy tym jeszcze całkiem dobrze komunikują się po angielsku. To przyciąga najwięcej nowych twarzy, bo ludzie, bądź co bądź, są duszą miasta. 

4)    Okolica
Kraków to oczywiście nie tylko urokliwe centrum. Śmieją się ze mnie, że dojazd do pracy zajmuje mi ponad dwadzieścia minut, ale ja nie zamieniłabym mojego Ruczaju nawet na najlepszy lokal w centrum, bo mam tu naprawę przepiękne widoki (no i uwielbiam jeździć tramwajami). Kraków leży w niecce (co przyczynia się do smogu, tak baj de łej), więc oddalając się nieco od centrum, wcale nie trudno o ładną panoramę (jeśli tylko smog akurat widoczności nie utrudnia): jeszcze w granicach miasta można podziwiać piękną panoramę (szczególnie o zachodzie) z kopców czy właśnie „mojego” Zakrzówka.
Kraków jest też (mocno i głośno bijącym) sercem Małopolski, która sama w sobie jest bardzo ciekawym, pięknym i wartym eksplorowania rejonem. Tuż za granicami miasta (poza oczywistymi, turystycznymi atrakcjami takimi jak Auschwitz i Wieliczka) są mniej znane, a również warte wizyty miejsca, takie jak Tyniec (klasztor), Tenczynek (zamek) czy Kryspinów (zalew). Okolice Krakowa są też bardzo atrakcyjne dla rowerzystów: za dzieciaka razem z kuzynostwem i rodzicielami zwykliśmy jeździć po okolicy; gdybym miała więcej czasu (i swój rower w Krakowie) to niewykluczone, że wróciłabym do tego na wiosnę.

Niezależnie od osobistych upodobań trzeba przyznać, że Kraków sam w sobie jest miastem atrakcyjnym. Owszem, jednym z wielu w Polsce, ale dla mnie (póki co) najciekawszym.

Na kolejną część zapraszam za miesiąc.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz