INF [20.11.17]: ręka, co prawda z ograniczeniami, ale już działa, więc szykuję mały foto-spam.

15.04.2016

2016: Wrocław

Nie żebym znowu zwalała wszystko na swoje nazwisko, ale nie miałam ostatnio szczęścia do pogody podczas swoich skromnych wojaży. W Berlinie przemokły mi buty, w Łodzi cholernie piździło, w Paryżu pogodę miałam w irytującą kratkę, a Wrocław – mazgaj jeden – nie mógł pohamować łez i znowu przemokły mi buty, a umówmy się: przemoczone buty nie najlepiej wpływają na odbiór miasta. Mam jednak cichą nadzieję, że ten pogodowy los się niebawem odmieni, bo następny na mojej liście jest Londyn (tak, znowu), a wcale bym się nie obraziła za kolejne kilka dni kompletnie nie-brytyjskiej pogody na brytyjskiej ziemi.

Tym razem miałam ze sobą towarzysza podróży – Mary.
W pierwszej kolejności zaliczyłyśmy, oczywiście, Panoramę Racławicką.
Miasto, owszem, bardzo ładne, ale w takiej pogodzie wydawało się nieco przygnębiające.

Podjęłyśmy się kilku prób spacerowania, ale że w permanentnej mżawce średnia to była przyjemność, to kupiłyśmy bilety do ZOO i schowałyśmy się w Afrykarium.



Choć niespecjalnie jara mnie obserwowanie ryb (wolę je, że tak powiem, wpierdalać), tak akurat w tym podwodnym tunelu mogłabym spędzić godziny (tylko bez dzikich tłumów).



Mój stosunek do ZOO ewoluował na przestrzeni lat i choć nie jestem już taką fanką jaką byłam kiedyś, to Wrocławskie mimo wszystko polecam, w szczególności Afrykarium, gdzie całej zabawy nie popsuje upierdliwy deszcz.
Ponieważ pogoda nie zachęcała ani do spacerowania, ani do wyciągania z torby aparatu (filtr w postaci kropli deszczu średnio się sprawdza, mówiąc szczerze), zdjęć przywiozłam (jak na moje standardy przynajmniej) niewiele. Cały weekend oscylował tak naprawdę wokół jednego: zajebistego jedzenia. Dzięki rekomendacjom Karoli (dzięki!) trafiłyśmy do klimatycznych miejsc, gdzie rozpieszczano nasze podniebienia. Mniam!
Motyla Noga (fenomenalne fish & chips)
Vinyl Cafe (zajebisty sernik nowojorski)
Podpłomyki w Szynkarni.
Trafiłyśmy jeszcze na przepyszny, tajski obiad do Pha Tha Thai, ale tak mi smakowało, że z wrażenia zapomniałam zrobić porządne zdjęcie.


Kto wie, może niebawem tam wrócę i oglądnę Wrocław w pełnym blasku słońca.
Bo chyba warto… ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz