INF [16.7.2017]: w razie jakby kogoś martwiła moja nieobecność: wzięłam urlop od blogowania. Do września pojawią się tu (jeśli w ogóle) wyłącznie kadry i relacje z moich skromnych wojaży. Stay tuned.

29.04.2016

30 TNF: projekcje konkursowe (II)

W tym roku też nie doczekałam drugiej Dziewczyny z Szafy, ale przyznaję, że wszystkie filmy trzymały poziom – żadnego nie potrafię nazwać słabym. Szczególnie godna pochwały wydaje mi się w tym roku gra aktorska: kupiłam każdego aktora, którego przyszło mi na ekranie oglądać, czy to w pierwszo- czy drugoplanowej roli (a nie oglądnęłam tylko jednego filmu, który aktorsko na pewno jest bez zarzutu, bo gra tam mój ulubiony Maciek Sthur).  

Oto druga część moich ocen. Część pierwsza TUTAJ.

Gatunek: thriller
Film świetny przede wszystkim (żeby nie powiedzieć że jedynie) ze względu na trwałość o detale z tamtych lat. Sceneria odwala dobrą robotę, nadając historii kapitalny klimat, który sam w sobie jednak nie wywołał we mnie – oczekiwanych od thrillera – ciarek na plecach. Fabularnie film nie zachwycał – wychodząc z kina nie byłam pewna co właściwie obejrzałam. Sprawę na spotkaniu nieco rozjaśnił mi Adam Woronowicz, ale przecież film powinien bronić się sam. Spodziewałam się czegoś innego, to prawda, ale w gruncie rzeczy się nie nudziłam, więc krzywdą byłoby oceniać go jako przeciętny. Koniec końców to dość ciekawy obraz dwóch, skrajnie różnych psychopatów, zakończony intrygującym znakiem zapytania.

Gatunek: komedia
Do wszelkich musicali, filmów muzycznych i tanecznych podchodzę z pewnym dystansem – nie jest to mój ulubiony gatunek i choć potrafię w takim filmie zakochać (Across the Universe i Sweeney Todd wciąż pozostają w gronie moich ukochanych tytułów). To nie był film, który mnie zachwycił i, mówiąc szczerze, spodziewałam się czegoś zupełnie innego w kwestii fabuły. Niemniej jednak film dość zabawny, lekki i klimatyczny. Nie przekonał mnie do siebie, ale nie oglądało mi się go najgorzej, więc niewykluczone, że znajdzie swoich miłośników. 

Obce Niebo: bardzo dobry
Gatunek: dramat, thriller
Bardziej dramat niż thriller, ale film wywołuje naprawdę duże emocje: miałam ochotę krzyczeć i siać zniszczenie razem z Basią, a sama Pani z Urzędu Socjalnego wzbudzała we mnie tendencje mordercze. Przerażająca historia (a na faktach!), świetnie zmontowana i zagrana. Film trzyma w fotelu i osobiście uważam, że to jeden z ważniejszych tytułów minionego sezonu – dla samej poruszanej problematyki warto jest po niego sięgnąć. Polecam.

Letnie Przesilenie: przeciętny
Gatunek: dramat, wojenny
Jak już kiedyś pisałam: czuję kompletne znużenie tematyką II wojny światowej w polskim kinie i zastanawiam się czy doczekam jeszcze Tarnowskiej Nagrody Filmowej, na której nie wyświetlą kolejnego tytułu z tej kategorii. Nie twierdzę, że takie filmy nie są ważne, bo są, ale mamy ich już tyle, że kolejny naprawdę wydaje mi się zbyteczny. Wystarczy, że Smarzowski wziął na celownik Wołyń – jeden traumatyczny (a taki na pewno będzie, znając Smarzowskiego) film rocznie z pewnością wystarczy. Zresztą Letnie Przesilenie nie wnosi do tematu nic nowego – ot, kolejna wojenna historyjka kończąca się we krwi. Fakt, ładnie nakręcona i bez zarzutu zagrana, ale trochę jednak zmarnowała mój czas. Jest przecież tyle innych (i bardziej aktualnych) problemów i tematów, które można by (a może nawet trzeba…?) w filmach poruszyć.

Karbala: dobry
Gatunek: wojenny
O tym też już niejednokrotnie wspominałam: nie jestem fanką strzelanek, ale do tej akurat nie mogę się przyczepić. Strzelania było dużo, owszem, ale film fabularnie mnie nie nudził, mimo że trwał dwie godziny. Historia opowiadania jest z werwą i dużą dozą psychologicznej autentyczności, a przy tym pięknie (i efekciarsko) nakręcona. No i, oczywiście, dobrze zagrana. Trochę powiela schematy wojenne polskiego kina (niedocenieni polscy bohaterowie), ale przynajmniej o inną wojnę (niż II światową) się tutaj rozchodzi. Przyznaję zresztą, że o wojnie w Iraku wiem niewiele, a że film oparty jest na faktach, to był dla mnie niezłym materiałem informacyjnym. Warto zobaczyć, polecam.

Córki dancingu: bardzo dobry
Gatunek: musical
Nie dajcie się zwieść: to jest musical tylko w połowie. Druga połowa to bajkowy horror. Jeszcze w połowie filmu byłam zdania, że może reżyserka powinna była jednak trzymać się pierwotnego planu i zostać przy psychologicznym dramacie (bo takie uwielbiam), ale przed końcem zmieniłam zdanie. To jest film tak świeży, inny i totalnie odjechany, że nie byłabym sobą gdybym nie oceniła go wysoko. Wzbudza duże kontrowersje, odważnie bawi się konwencjami i na pewno jeszcze wiele osób nazwie go totalnym gniotem / pomyłką, ale mnie się podobał. Bajka dla dorosłych: przerysowany, momentami odrażający i łączący w sobie to, co w pierwszym odruchu wydaje się nie do połączenia. Absolutne zaskoczenie. Po spotkaniu z reżyserką nabrałam nawet nadzieję na Tima Burtona polskiego kina. Jej obiecany musical sci-fi bardzo chętnie obejrzę, bo babeczka ma potencjał. Polecam obejrzeć, chociażby po to, by wyrobić sobie własną opinię.  


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz