INF [16.7.2017]: w razie jakby kogoś martwiła moja nieobecność: wzięłam urlop od blogowania. Do września pojawią się tu (jeśli w ogóle) wyłącznie kadry i relacje z moich skromnych wojaży. Stay tuned.

08.07.2016

Warto w Krakowie: iść na kawę

Cz. I: TU,   Cz. II: TU,       Cz. III: TU,     Cz. IV: TU,      Cz. V: TU.  

Po kawiarenkach i pubach chodzę często i gęsto, bo co drugi tydzień, razem z sekcją naszego koła spotykamy się w innym miejscu by omawiać nasze prace. Poniższa lista propozycji na relaks przy kawie składa się wyłącznie z miejsc, do których wróciłam i wracać wciąż zamierzam.  

Massolit (Felicjanek)
Moja ulubiona kawiarenka w Krakowie, z oczywistych powodów: jest przepełniona angielskimi książkami, które można przeglądać, czytać i kupować (za naprawdę dobrą cenę). Raj dla anglofila. Poza tym mają niezłą kawę i najlepsze carrot cake na świecie (rzekomo najlepszego próbowałam w Pradze, ale wcale nie było lepsze od tego z Massolitu). 

Kładka (Mostowa)
Po raz pierwszy zabrała mnie tam moja serdeczna koleżanka, na tapetową kawę „Kładkę”, z chałwą: niebo w gębie, o ile tylko lubicie chałwę. Wróciłam tam potem jeszcze dwa razy i chętnie wróciłabym po raz trzeci. Miejsce niewielkie, ale klimatyczne.

Artefakt (Dajwór)
W zeszłym roku odbyła się tam większość naszych spotkań Creative Writing oraz Wigilia Anglistów, więc chociażby z tego względu mam do tej knajpy sentyment. Klimatycznie, artystycznie i z dużą ilością książek na ścianach. Na dole mają nawet salę ze sceną.

Via Café (Plac Wolnica)
Przepyszna kawa i to w niebanalnych kompozycjach. Ciasno, ale przyjemnie, bo wszędzie zdjęcia, pocztówki i przewodniki z podróży – jest na czym oko zawiesić. Desery też dobre. Byłam dwa razy i żałuję tylko, że nie mogłam spróbować ich kusząco brzmiącego „beeramisu”.

Karmello (Floriańska / Plac Wszystkich Świętych)
[reklamuje Norb]
Rzadko piję rano kawę na mieście (bo mocno uzależniona jestem od domowej, z kawiarki), ale jak już gdzieś po nią zajść muszę, to zawsze do Karmello. Pyszna i stosunkowo tania, dostępna zarówno na wynos, jak i na miejscu. Można sobie do niej dobrać przepyszne pralinki.

Bywam tam przynajmniej raz do roku, obowiązkowo w okolicach świat Bożego Narodzenia, żeby wypić ich gorącą czekoladę, która pierwszy raz próbowałam we Lwowie. Lepszej gorącej czekolady (moim zdaniem) w Krakowie nie uświadczysz. Zdecydowanie warta swej (wcale niewygórowanej) ceny, no i jest sobie na co popatrzeć, bo czekoladę wyrabiają na twoich oczach, za przeszklonymi ścianami.

I mogłabym tak jeszcze długo wymieniać, bo klimatycznych miejsc (również dobrze znanych, jak np. Alchemia) w Krakowie wcale nam nie brakuje, a ja wciąż jeszcze staram się poznawać nowe. Ale zamiast zasypywać was nadmiarem opcji, wolę raczej zapytać: gdzie wy w Krakowie lubicie chodzić na kawę / słodkości?


4 komentarze:

  1. Ostatnio gdy byłam w Polsce odkryłam że picie kawy w kawiarniach jest bardzo tanie ! Może dlatego, że u mnie jedna kawa 4 euro -.- .

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie lubię kawy, ale lubię dobre ciastko. I piwo kremowe w Dziurawym kotle nie jest najgorsze. Chociaż już lepiej ciastko sobie darować bo można mieć szok cukrowy.
    Zrób taki przegląd najlepszych ciastek w Krakowie (chociaż już zrobiłaś mi smaka na carrot cake:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie piję kawy, ale z przybytków serwujących (między innymi) kawę lubię Nową Prowincję (głównie za ten nieposkromiony wystrój) i cukiernię na Podwalu (nie wiem, jak się nazywa, ale ma różowy szyld, sok z rabarbaru i pyszne ciasta!).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, Nowa Prowincja na propsie, podobnie jak Propaganda dla mnie :) w cukierni na Podwalu nie byłam (czy to tam na rogu jak 18 jedzie z Filharmonii na Bagatelę?), ale może uda mi się tam jeszcze udać kiedyś :)

      Usuń