INF [20.11.17]: ręka, co prawda z ograniczeniami, ale już działa, więc szykuję mały foto-spam.

30.09.2016

2016: kadry wrześniowe

Po nijakim czerwcu, marnawym lipcu i pełnym stagnacji sierpniu przyszedł czas na pełen dobroci wrzesień, z którego to początkiem okazało się, że najlepszym lekarstwem na niemoc fotograficzną jest zakupienie nowego obiektywu. I tak jak z poprzednich trzech miesięcy nie miałam jak uzbierać kadrów, tak we wrześniowych tonę.
Obiektyw okazał się wprawdzie niewiele lżejszy od mojego starego Canona i pożarł resztki moich oszczędności, ale pierwsze testy szybko mi to wynagrodziły.


Oczywiście dużą część września poświęciłam na kończenie i poprawianie pracy magisterskiej.
Łatwo nie było, ale praca do obrony złożona.
Szczęśliwie spotkałam się z moimi ulubionymi tarnowskimi dziewczynami…
…i przetestowałam najnowszy tarnowski lokal: Sofę. Polecam!
Potem, w ramach ponownie odmienionych planów, wróciłam do mojego ukochanego Krakowa, żeby znowu cieszyć się życiem. Tęskniłam paskudnie!

Z Bucket listy wykreśliłam wreszcie wizytę w Cupcake Corner.
Wróciłam na piękne stare śmiecie, razem z Kasią, która nigdy wcześniej tam nie była.  

Z Paulinką przetestowałam częściowo kompleks Tytano na Dolnych Młynów i szczerze polecam. Ja tam jeszcze na pewno wrócę.

Wyciągnęłam na długaśny spacer nieustraszoną Monię!

I tym samym wykreśliłam z Bucket listy krakowskie kopce.
Z Kasią odwiedziłam mój ulubiony MOCAK (ale poza mózgiem niewiele mnie ujęło).
Z ośmioma chłopa (ósmy robił zdjęcie) wylądowałam w Energylandii…
 …i było zajebiście!
 A na koniec w doborowym towarzystwie zwiedziłam Budapeszt.
Jest baaaaardzo dobrze. Oj tak... ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz