INF [16.7.2017]: w razie jakby kogoś martwiła moja nieobecność: wzięłam urlop od blogowania. Do września pojawią się tu (jeśli w ogóle) wyłącznie kadry i relacje z moich skromnych wojaży. Stay tuned.

11.11.2016

Warto w Krakowie: iść zjeść cz. II

Mój ostatni tydzień w Krakowie był przepełniony wizytami w knajpach i kawiarenkach (a wciąż nie było mnie wszędzie tam, gdzie zawitać bym jeszcze chciała…). I to w knajpach tak dobrych, że musiałam o nich napisać kolejną (acz ostatnią) część Warto w Krakowie (poprzednia o jedzeniu do wglądu TUTAJ). Tym razem nie są to propozycje stricte na studencką kieszeń (koniec końców studentem już nie jestem), ale… o jejciu! O ile macie podobne kubki smakowe do moich, to nie pożałujecie złotówek. 

Massolit Bakery & Cafe (Smoleńsk) 
Massolit Books & Cafe serwuje najlepsze na świecie carrot cake, które pieką w piekarni na sąsiadującej ulicy. Wybierałam się tam (do piekarni, znaczy się) na osławione bajgle mniej więcej od roku. W końcu wyciągnęłam tam koleżanki, zamówiłam do niego kawę, otworzyłam starą gazetę i… się zakochałam. Te bajgle są, krótko mówiąc, zajebiste. Wszystkie trzy tak stwierdziłyśmy, a każda jadła innego. Tak więc polecam. 

Suto (Szczepańska)
O Suto powiedział mi kolega w pracy. Choć sushi jadam rzadko (a głównie z pudełka), to kocham miłością wielką, więc dwa razy polecać nie musiał. Byłam tam dwa razy, a próbowałam pięciu rodzajów handrollsów: tatara z łososia, żeberek BBQ, grillowanej krewetki, Filadelfii łososia, kurczaka teriyaki i nie smakował mi tylko ten kurczak. Reszta to niebo w gębie. W dodatku mają kapitalne sosy, szczególnie kabayaki. Mniam. Polecam. 

Nie jestem jakaś szczególną fanką mięsa: żeby mi smakowało musi być dobrze przygotowane i w odpowiedniej oprawie. Na polecane kanapki z Pastrami poszłam naprawdę głodna – kanapeczki wyglądały na tyle niewinnie, że zmartwiłam się, że wyjdę głodna, a… najadłam się jedną. To mięso jest świetne, szczególnie w zestawieniu z kiszoną kapustą, serem i tościkiem. Choć z cebulą bynajmniej nie smakuje gorzej. Zdecydowanie polecam spróbować. 

Mówiąc o mięsie: nigdy jeszcze tak bardzo nie smakowała mi karkówka jak u Andrusa. Pod foodtrackiem zawitaliśmy ze znajomymi na kacu, w ramach weekendu Smaki Małopolski w Forum Przestrzenie. Jedliśmy te maczanki nad Wisłą, aż nam się uszy trzęsły. Kapitalne zestawienie smaków, na samo wspomnienie cieknie mi ślinka. Polecam. Andrus na stałe stoi na placu na Kazimierzu, na ulicy Wawrzyńca. 

Mr. Pancake / Bifor (Dolnych Młynów)
Nówka na Dolnych Młynów, w kompleksie Tytano – jak macie ochotę na ogromną porcję naleśnikowych słodkości, lepiej już chyba nie traficie. Samo patrzenie na te naleśniki sprawia radość, a co dopiero ich zjedzenie. Jak macie ochotę (bądź okazję) coś na słodko celebrować, to marsz na Dolnych Młynów: zasłodzi was na pewno, ale wierzcie na słowo – warto. 

Krowarzywa (Sławkowska)
Kuchnia wegańska zaczęła mnie fascynować, i to właśnie dzięki Krowierzywej, którą raz polecił mi znajomy „koks”. Od tamtej pory jadłam tam trzy razy i za każdym razem kocham ich burgery coraz bardziej. Niech wszyscy wyznawcy zasady „burger to mięso” się schowają, bo ja lepszego burgera od tego na Sławkowskiej jeszcze nigdzie indziej nie jadłam (Bobby Burger included). Polecam razy milion, bo nie dość, że zajebiście dobre, to jeszcze zdrowe. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz