INF [17.3.2017]: o Londynie słów kilka. W przyszły piątek pewnie coś bardziej na rozkminę. Stay tuned!

29.02.2016

2016: kadry lutowe

Luty oscylował głównie wokół pracy i to bynajmniej nie magisterskiej.
Lekko nie było. Ale ja lubię jak się dzieje, więc nie narzekam.

26.02.2016

Warto w Krakowie: się czasem odchamić

Część pierwsza TUTAJ

Do Krakowa można przyjechać ze względu na bogatą historię, architekturę, ludzi bądź samą okolicę, ale za błąd uznałabym zignorowanie krakowskiej sceny kulturalnej. Choć w Tarnowie na brak sztuki nigdy nie narzekałam, to bez bicia przyznaję, że w Krakowie mam jej na wyciągnięcie ręki (i na swoją kieszeń, wbrew pozorom) tak dużo, że zwyczajnie brakuje mi na nią czasu. A to chyba najlepsza forma reklamy, na jaką miasto może liczyć.

19.02.2016

Lekcje muzyki

Do napisania tekstu o muzyce (tak ogólnie) zbierałam się jakieś dobre dwa lata. Bo widzicie, tekst o Muse to bynajmniej nie to samo, co tekst o muzyce. Muzyka to temat zbyt szeroki i zbyt… intymny właśnie. Brzmi trochę śmiesznie, bo trudno byłoby mi wskazać bardziej zażyłą relację od tej, która łączy mnie z Muse. A jednak: zdecydowanie łatwiej jest mi napisać kolejny tekst o Muse, niż pierwszy o muzyce samej w sobie. Dlaczego? Ba ja się na muzyce (w przeciwieństwie do Muse) w ogóle nie znam.
Tylko że któregoś pięknego dnia dotarło do mnie, że na muzyce wcale nie trzeba się znać, żeby coś o niej napisać. Wcale nie muszę być też przy tym oryginalna. I nie będę: nic nowego ani odkrywczego tutaj nie napiszę. Za to (jak zawsze) podzielę się z wami swoimi subiektywnymi przemyśleniami. Lekcjami właściwie.

12.02.2016

Ciężkie jest życie blondynki (II)

Część pierwsza TU.


A ciężkie, bo:

Po pierwsze:
Niefajny okres w życiu: czwarty tydzień chora, drugi dzień na antybiotyku, mózg w proszku (to akurat z własnej winy), życie w strzępach, autobus mi się spóźnia 20 minut jak na dworze temperatura około minusowa, ale dobry obiad w fajnym towarzystwie zjadłam, więc w domu ląduję w stosunkowo dobrym humorze. Na tyle, że odpalam najnowszy album Muse i daję się ponieść Psycho, wyobrażając sobie, że stoję gdzieś z przodu tego wielotysięcznego tłumu.
Jest fajnie, dopóki z impetem nie przypierdalam szczęką w nowy kubek termiczny, który (z ciepłą herbatą) postawiłam sobie przed komputerem. Następne pół godziny siedzę nad klawiaturą obłożona lodem, popijając własną krew. Wybornie!
Ale to oczywiście nie jest koniec historii, bo zaraz potem na ostateczną śmierć umiera mój telefon. Bo pieniędzy to ja, biedny student, mam zdecydowanie za dużo, ma się rozumieć.

05.02.2016

Przypadkiem w samo sedno

Jakiś czas temu, w swoim filmie pt. „Słuchaj Swojego Serca”, Włodek Markowicz powiedział bardzo mądrą rzecz: „więc kiedy nie wiesz co masz robić w życiu, spróbuj czegoś nowego”. Podpisuję się pod tym rękami i nogami, bo wiem, że tak właśnie należy robić: ja tak w zeszłym roku zrobiłam i, niby totalnym przepadkiem, trafiłam w samo sedno.
A mowa o mojej aktualnej pracy. W party hostelu.