INF [16.7.2017]: w razie jakby kogoś martwiła moja nieobecność: wzięłam urlop od blogowania. Do września pojawią się tu (jeśli w ogóle) wyłącznie kadry i relacje z moich skromnych wojaży. Stay tuned.

25.03.2016

Warto w Krakowie: iść do muzeum

CZĘŚC I - TUTAJ; CZĘŚĆ II - TUTAJ

Jak już niejednokrotnie tutaj wspominałam, w czołówce moich ulubionych, krakowskich muzeów są te, które oferują kontakt ze sztuką współczesną. Niemniej jednak, mimo moich osobistych upodobań, błędem byłoby nie polecić też innych muzeów. Co jak co, muzeów w Krakowie nie brakuje i poza tapetowym Auschwitz i Wieliczką, gdzie wali większość turystów, warto też zajrzeć w inne miejsca. I to bynajmniej nie na Wawel (choć tam też można, najlepiej w listopadzie, gdy w kasie są do odebrania darmowe wejściówki).

23.03.2016

2016: Paryż

Po mojej pierwszej, wyzwalającej wizycie w Londynie postanowiłam, że będę podróżować razem z moimi muzycznymi bohaterami. Bo koncert (nie tylko Muse, choć, rzecz jasna, głównie) i zwiedzanie jest dla mnie połączeniem idealnym. Poza Londynem potwierdziłam to w EdynburguSztokholmie i początkiem marca w Paryżu. Absolutnie najlepsze połącznie na świecie!
Paryż znalazł się wysoko na liście moich wycieczkowych priorytetów (wyżej niż Rzym) nie bez powodu: w tym roku kończę 25 lat, więc to był ostatni dzwonek, żeby obskoczyć muzea za darmo (obywatel Uni poniżej 25 roku życia do każdego muzeum w Paryżu wchodzi na dowód). Gdy więc Muse ogłosili swoje europejskie areny, wybór był oczywisty.

11.03.2016

Muse at Bercy

Jadąc do Paryża, wcale nie planowałam pisać kolejnego (dla wielu przynudzającego i/lub zbyt wulgarnego) tekstu o Muse, bo myślałam, że już nic nowego i ciekawego nie będę miała w tym temacie do powiedzenia. Emocje ogromne jak zawsze (może nawet ogromniejsze, bo wciąż sprawdza się niemożliwe), co tu więcej można powiedzieć?
No okazuje się, że można. I to sporo.  

04.03.2016

Posłuchaj

Nie, przestań. Nie rób tego.
I nie, nie dziw się tak. I nie uśmiechaj się pobłażliwie. Tak, wiem, że to się kłóci, ale kto się nigdy z samym sobą nie kłócił? Mogę być naiwną marzycielką, ale nie w tej kwestii.
Bo wiesz, oni też dużo sobie obiecali.
Najpierw ona jemu, że po drugim piwie da mu swój numer.
Potem on jej, że na pewno zadzwoni.
Potem znowu ona jemu, że nie ucieknie po północy do domu.
A potem to już poszli po całości, obiecując sobie miłość, wierność i że się nie opuszczą aż do śmierci. I że ich dziecko nigdy nie będzie się nazywać Maria, Marian albo Kunegunda. Zresztą Sebastian, Radosław i Anna też nie.