INF [16.7.2017]: w razie jakby kogoś martwiła moja nieobecność: wzięłam urlop od blogowania. Do września pojawią się tu (jeśli w ogóle) wyłącznie kadry i relacje z moich skromnych wojaży. Stay tuned.

31.05.2016

2016: kadry majowe

Nie będzie dziś ani odrobiny narzekania i wzdychania, bo to – w gruncie rzeczy – był obrzydliwie udany miesiąc.
Było dużo zdjęć, pisania, czytania, oceniania (dopinamy na ostatni guzik konkurs „press any key”) spacerów, słońca i dobrego jedzenia.

27.05.2016

2016: Londyn

Do Londynu po raz pierwszy poleciałam w maju 2013, zobaczyć (po raz pierwszy na stadionie a po raz trzeci tak w ogóle) Muse. Trzy lata później, również w maju, postawiłam nogę na londyńskiej ziemi po raz trzeci. Ktoś mógłby pomyśleć, że do tej pory mogłoby mi się już znudzić… bitch please, Londyn to moja obsesja (jedna z wielu), a z moimi obsesjami się nie dyskutuje, szczególnie gdy ktoś proponuje mi nocleg w sercu Londynu za darmo. Zadzieram kiecę, wywalam za jednym zamachem kolejną wypłatę i lecę!

20.05.2016

MFK: kryzys? Jaki kryzys?!

Z okazji mojego ulubionego miesiąca w Mieście Kraka miałam plan stworzyć coś na podobieństwo zeszłorocznego podsumowania programu głównego MFK. Zmieniłam jednak zdanie na spotkaniu mistrzowskim z Yannem Mingardem, gdy dotarło do mnie, że a) to już zrobiłam rok temu, b) temat jest zbyt szeroki, żeby ograniczać go wyłącznie do ośmiu obejrzanych wystaw (szczególnie, że poza MFK działa jeszcze PhotoFringe), no i c) wystawy zobaczyć i ocenić to sobie przecież każdy może sam.
Zamiast więc chodzić i oceniać, postanowiłam usiąść i chwilę się nad festiwalem samym w sobie zastanowić. A potem przedstawić wam tych dogłębnych przemyśleń efekty: w tym również powody, dla których ta edycja jest inna niż wszystkie.

15.05.2016

Those tiny little things

Wszyscy wiedzą jak to jest z drobnymi: odsuwa się je na bok, bo niewiele są warte. Zawsze lepiej (i prościej) jest sięgnąć po grubsze: nie trzeba liczyć i nie ma obawy, że nam zabraknie. Tymczasem to przecież z drobiazgów rodzą się rzeczy ważne i duże, nigdy na odwrót, i głupi każdy, co te drobiazgi nieustannie lekceważy. Bo jak nie lubię mieć miedziaków w portfelu, tak gdy pomyślę o nich jak o analogicznych drobnych uprzejmościach, to już wcale nie chcę się ich tak ochoczo pozbywać. Bo w drobniakach siła. Jak to mówią: grosz do gorsza a będzie kokosza.


06.05.2016

30 TNF: projekcje specjalne

W razie jakby ktoś nie zdawał sobie z tego jeszcze sprawy: Tarnowska Nagroda Filmowa to nie tylko projekcje konkursowe minionego sezonu, ale również liczne projekcje specjalne, spotkania, warsztaty i koncerty. Choć Tarnów bywa hermetyczny (szczególnie w porównaniu do Krakowa), to rację ma pan Jan Nowicki, który twierdzi, że to festiwal wyjątkowy i drugiego takiego na świecie nie ma. Nie mogę mu nie przytaknąć, bo tylko w Tarnowie mogę usiąść w malutkiej kawiarence kina z Dorocińskim na wyciągnięcie ręki (a chyba wszyscy już wiedzą, że to jedna z moich największych obsesji polskiego kina), stać w kolejce do toalety ze Żmudą-Trzebiatowską, czy słuchać jak Jerzy Stuhr rozwala pieprzącego głupoty mieszkańca kilkoma trafnymi uwagami. Ten festiwal nie tylko ciągle rozkochuje mnie w polskiej kinematografii, ale też niezmiernie inspiruje. I jest jednym z powodów, dla których zawsze będę miała ochotę do Tarnowa wracać.

W tym roku poza jedenastoma projekcjami konkursowymi (oceny TU i TU) miałam okazję zobaczyć cztery projekcje specjalne i jako że wszystkie były nad wyraz ciekawe, je też pozwoliłam sobie ocenić i skomentować.