INF [21.6.2017]: o mojej szkockiej miłości! Następne wjeżdżają zdjęcia z St Andrews (#soon). Stay tuned.

24.06.2016

Edytorstwo a kreatywność

Pisałam już, że mam dość studiowania. Bo mam. Ale mam też po dziurki w nosie moich studiów podyplomowych. Bo choć wyznaję zasadę, że żałowanie jest dla słabych, to trudno mi było na nie nie kląć przez ostatnie dwa tygodnie.
Pół roku edytorstwa doprowadziło mnie do dwóch ważnych wniosków: po pierwsze, redakcja tekstu niewiele ma wspólnego (prawie nic!) z pisaniem samym w sobie, a po drugie, brak w tym kreatywności, co momentalnie zabiło cały mój początkowy entuzjazm. Bo co jak co, ja muszę pracować kreatywnie.
Mogę mieć te swoje wieczne wątpliwości, ale faktom przeczyć nie będę: tworzyć (jakkolwiek) po prostu muszę, inaczej durnieję. Nieistotne na ile nośne, oryginalne i sukcesywne to moje tworzenie jest czy będzie, być po prostu musi. Bo poprawianie przecinków i wyłapywanie cudzych błędów kreatywne bynajmniej nie jest i – mówiąc krótko – doprowadza mnie do szału. Nie mam już ambicji zostać chodzącym słownikiem czy gramatycznym nazistą. Przez chwilę wydawało mi się, że to nie zaszkodzi (a może nawet pomoże), ale te kilka miesięcy pozbawiło mnie wszelkich złudzeń. W dupie mam taką robotę.

17.06.2016

2016: Praga

To nie był mój pierwszy raz w Pradze: zwiedziłam to miasto jeszcze w gimnazjum, na jednej z naszych świetnych (i do pozazdroszczenia) wycieczek szkolnych, ale wszyscy wiemy jak to jest ze szkolnymi wycieczkami – bardziej pamiętam nasz nocleg pod Bratysławą i kto z kim wtedy kręcił, niż samo miasto. Decyzję, że tam wrócę podjęłam 3 marca, gdy stanęłam przed sceną na Bercy Arenie, i to na długo przed tym zanim ktokolwiek na niej stanął. Wiedziałam, że ten jeden raz z trzeciego rzędu mi nie wystarczy i miałam rację (ba, jeszcze w drodze powrotnej z Pragi kalkulowałam i sprawdzałam czy nie dałabym rady gdzieś ich dołapać).
A Praga sama w sobie okazała się piękna.

10.06.2016

Ale ci fajnie!

No więc wróciłam z tego Londynu, żeby zaraz znowu wyzbierać się do Pragi (o tym za tydzień), a w między czasie jeszcze trochę popracować i poudawać, że piszę tę cholerną magisterkę. Współlokatorka chwali mnie za kondycję, a z prawa i lewa sypią się standardowe „ale ci fajnie”. Z jednej strony bardzo to lubię, ale z drugiej potwornie potrafi mnie to wkurwić. Bo czasami za tym „ale ci fajnie” (bądź „ale ci zazdroszczę”) kryje się mała, cicha pretensja. BIERNA pretensja. Do mnie, do życia i świata przede wszystkim. Nigdy do siebie.
No bo tobie „się udaje”, a mi pozostaje tylko cierpieć w kącie. 
Ta, jasne.

03.06.2016

Warto w Krakowie: iść na spacer

Cz. I: TU;               Cz. II: TU;                  Cz. III: TU;                 Cz.IV : TU.

Wiosna pełną gębą (a w zasadzie czuć już wszędzie lato), więc sezon na spacery w rozkwicie. Mogłoby się wydawać, że w mieście trudno jest o przyjemne rejony do spacerowania, ale to nieprawda. Jasne, do spacerowania po wiejskich, pustych i pachnących gorącym sianem (tudzież świeżo skoszoną trawą) dróżkach się to nie umywa, ale niemniej jednak są takie miejsca w Krakowie (powszechnie znane i tłumnie odwiedzane, szczególnie w słoneczne weekendy), które na spacery nadają się świetnie.