INF [17.4.2017]: z poślizgiem ale jest: fotorelacja z Glasgow. Szykują się kolejne. Stay tuned!

31.10.2016

2016: kadry październikowe

Chciałam napisać, że piździernik w tym roku był okrutnie wręcz chujowy, ale na szczęście szybko do mnie dotarło, że nie byłoby to specjalnie fair. Bo wydarzyły się też przecież fajne rzeczy, a co ważniejsze: udowodniłam sobie, że po pierwsze dam radę, a po drugie jest koło mnie garstka odpowiednich ludzi, na których zawsze mogę liczyć.
Napiszę więc tak: w październiku działo się dużo, i złego, i dobrego.  

30.10.2016

2016: Gdańsk

Nie widziałam polskiego morza od prawie dziesięciu lat, więc planując wyjazd do Warszawy (na koncert Biffy Clyro), automatycznie pomyślałam sobie o Gdańsku – po obronie, przed wyjazdem, a jeszcze ze studenckimi zniżkami: trudno przecież o lepszy moment. Przez ponad dwa miesiące chodziły mi po głowie bardzo różne pomysły na ten wyjazd. W ostateczności mój trzydniowy pobyt nad morzem był… terapią. W samotności.

28.10.2016

Fake it until you make it

Jest chujowo, ale stabilnie. Kolega w pracy pyta jak tam u mnie.
Shitty’ mówię zgodnie z prawdą, bo jego akurat kłamać już mi się nie chce.
Your smile doesn’t say so’ stwierdza przekornie.
Cause I’m very good at pretending’ odpowiadam, szczerząc się jeszcze bardziej.
You know what they sayfake it until you make it.’ *
Kiwam głową. Co prawda to prawda.
Dwa dni później koleżanka na wieść o moich najbliższych planach pisze mi, że „kurde Ana, ale super energia przez ciebie przemawia”, na co uśmiecham się do siebie ironicznie. Widać może i tej energii w sobie nie czuję, ale robota odwala się za mnie sama. Bo może i nie mam na nic ochoty, ale przecież i tak robię dokładnie to, co sobie założyłam – z mniejszym zapałem i radością, ale, kurwa, jednak robię. Bo niby czemu miałabym stanąć w miejscu razem z tymi chujowymi emocjami? Nie muszę z nimi na siłę walczyć (bo to zazwyczaj i tak odnosi odwrotny skutek), ale nie muszę się też im bezmyślnie (i kompletnie) poddawać. To, że coś tam w środku boli, piecze i wieczorem spać nie daje, nie musi mnie definiować. A przecież nikt też nie musi wiedzieć, że ten uśmiech, to część nałożonej maski. Nikt poza mną. 
No i… jakoś to będzie.

21.10.2016

Smarzowskiego traumy

Wojciech Smarzowski (którego całe życie będę kojarzyć jako tego siwego okularnika w spranej zielonej kamizelce i kaszkiecie z Kina Marzenie w Tarnowie) nakręcił 7 filmów pełnometrażowych. Po raz pierwszy z jego twórczością zapoznałam się w kinie, gdy w lutym 2012 razem z koleżanką oglądnęłyśmy Różę. Pamiętam, że przed seansem zastanawiałyśmy się, co takiego nas w nim czeka, że film jest od 18 lat… jak wychodziłyśmy z kina, z szoku nie potrafiłyśmy wymówić ani jednego słowa. Nigdy jeszcze (a przynajmniej od czasów przedpremierowego seansu Katynia, na którym kino pełne było rodzin ofiar – ciężkości tamtej ciszy nic już chyba nie pobije) tak bardzo nie przeżyłam napisów końcowych. W nocy nie mogłam zasnąć, a film przeżywałam ze trzy dni. I już pewnie nigdy więcej go nie oglądnę (choć jest jednym z lepszych polskich). Bo do traumy (nawet tej przepracowanej) wraca się niechętnie. A najlepiej w ogóle. Wiedziałam, że z Wołyniem będzie tak samo. I jest.

[źródło: film.onet]

14.10.2016

Chora na pisanie

Jest niby lepiej: wróciłam do regularnego zapisywania elektronicznych stronic czarnymi symbolami. Znowu z siebie wyrzucam, wentyluję, przeżywam; jak dawniej, jak zawsze, co za ulga, wszystko znowu w porządku. Tylko że jednak zupełnie inaczej.
Bo to pisanie to taka dziwna choroba jest…

07.10.2016

Nie wierzę w obiektywizm

Byłam kiedyś w relacji, w której zarzucono mi (choć dziś powiedziałabym już bardziej: uświadomiono mi), że myślę i odbieram świat zbyt subiektywnie. Nie, nie egocentrycznie czy egoistycznie, ale właśnie zbyt subiektywnie. Rzekomo nie potrafię zdobyć się na obiektywizm. A co zabawne, prawie w tym samym czasie od innej osoby usłyszałam, że myślę i odbieram wszystko zbyt uniwersalnie… uniwersalny subiektywizm? Zaleciało oksymoronem?
Ha, no i właśnie tu jest pies pogrzebany.
Jak to ja, chwilę nad postawionym mi zarzutem musiałam się zastanowić, zanim – zamiast kłócić się, że przecież gówno prawda, bo potrafię myśleć obiektywnie – stanowczo pokiwałam głową. No nie umiem się na niego zdobyć, bo i zdobywać się wcale nie chcę.