INF [21.6.2017]: o mojej szkockiej miłości! Następne wjeżdżają zdjęcia z St Andrews (#soon). Stay tuned.

30.11.2016

2016: kadry listopadowe

Listopad (zgodnie z planem) był przełomowy – na jakiś czas przeprowadziłam się do innego miasta. Kraju nawet. A wszystko zgodnie z obietnicą, którą złożyłam sobie w maju: że jak już do stolicy Anglii wrócę po raz czwarty, to na pewno na dłużej. No i jestem. Po prawie czterech tygodniach na obczyźnie.
 
Zakochana jeszcze bardziej. Tak, mam dla was skandalicznie dużo kadrów. Ale bardziej zminimalizować ich liczby już nie potrafię. Miłość nie zna granic.

25.11.2016

Wszystko albo nic

Kayah, w wywiadzie dla Łukasza, powiedziała jedno ważne zdanie, pod którym chętnie się podpisuję: wolę nic niż nic. Bo tej nicości odmiany są różne. I choć dla niejednego stanowi to niewytłumaczalną zagadkę, wiem, że są i tacy, którzy w mig załapią, o czym mówię. Mówiąc prostszym językiem: wybieram nic zamiast „czegoś”. Bo albo wszystko, albo nic. 
Ze swojego skromnego doświadczenia wiem bowiem, że (póki co) nic nauczyło mnie o wiele więcej niż „coś”. I między innymi dlatego, w pełni świadomie, „coś” sobie odpuszczam i obstaję przy szeroko pojętym niczym (co, oczywiście, znowu zajeżdża filozofią Sartre'a).  

18.11.2016

No i co teraz?

Przyznaję szczerze: przez ostatnie tygodnie byłam tak bardzo pochłonięta własnymi dramatami związanymi z rozpoczynaniem „życia” w nowym miejscu, że kompletnie nie interesowało mnie to, co dzieje się na globalną skalę. Ale gdy emocje zaczęły opadać, a w metrze wreszcie mogłam się skupić na czymś innym niż własnym stresie, sięgnęłam po Evening Standard. Akurat świeżo po wyborach w U.S. Obok krótkiej relacji o tym jak Trump może zaszkodzić kobietom, krzyczał na mnie nagłówek o Brexit’cie. A gdy wróciłam do domu, na fejsie czekał na mnie artykuł zatytułowany “history tells us what may happen next with Brexit & Trump”. I bynajmniej nie była to optymistyczna prognoza.
Nie żebym dobierała sobie do głowy, ale… zaczynam się bać.

11.11.2016

Warto w Krakowie: iść zjeść cz. II

Mój ostatni tydzień w Krakowie był przepełniony wizytami w knajpach i kawiarenkach (a wciąż nie było mnie wszędzie tam, gdzie zawitać bym jeszcze chciała…). I to w knajpach tak dobrych, że musiałam o nich napisać kolejną (acz ostatnią) część Warto w Krakowie (poprzednia o jedzeniu do wglądu TUTAJ). Tym razem nie są to propozycje stricte na studencką kieszeń (koniec końców studentem już nie jestem), ale… o jejciu! O ile macie podobne kubki smakowe do moich, to nie pożałujecie złotówek. 

04.11.2016

Blessing in disguise

Wszyscy wiemy co to strach, prawda? Bać się – ludzka rzecz. Ja boję się bardzo i to częściej niż mogłoby się wam wydawać. Bałam się, gdy szłam do nowej klasy (za każdym razem). Bałam się, gdy zdawałam maturę. Bałam się, gdy, po raz pierwszy sama, jechałam do Londynu. Bałam się swojej pierwszej rozmowy kwalifikacyjnej (i w sumie słusznie). Bałam się, mojej pierwszej rozmowy po angielsku przez skype. A potem przez telefon. Bałam się, gdy musiałam zakończyć dwie ważne w moim życiu relacje. Bałam się, że nie znajdę pracy. I dziś wciąż się boję. Że od tego deszczu, pędu i samotności dostanę albo kompletnego pierdolca albo ciężkiej depresji. Boję się rozczarowania: ludźmi, miejscem, sobą. Boję się stagnacji. Boję się, że nikt nigdy… a co ja wam będę owijać w bawełnę: ciągle, bez przerwy się boję!
Ale pomimo tego strachu kupiłam bilet, spakowałam plecak i wsiadłam w samolot.