INF [16.7.2017]: w razie jakby kogoś martwiła moja nieobecność: wzięłam urlop od blogowania. Do września pojawią się tu (jeśli w ogóle) wyłącznie kadry i relacje z moich skromnych wojaży. Stay tuned.

30.04.2017

2017: kadry kwietniowe

Czy tylko ja odnoszę wrażenie, że kwiecień minął pięć razy szybciej niż marzec, czy to może jakieś powszechne zjawisko? Ledwie się marzec zaczynał, a tu bach, koniec. Owszem, było intensywnie, i to nie tylko (niestety) w tym pozytywnym sensie… ale przetrwałam, maj przed nami, można zaczynać walkę od nowa. Z nowym, pozytywnym podejściem.
A na kadrach wyłącznie piękne chwile kwietnia!

Zaczęło się cudownie: od wizyty w Glasgow.
Edynburg w między czasie się zazielenił.

I jeszcze bardziej rozkwitł.

W kolejny weekend zwiedziliśmy z Jakubem Aberdeen i Inverness (o tym niebawem).
A w świąteczny weekend przyjechała do mnie z Londynu Irene.

Razem trochę eksplorowałyśmy. Pod wiatr.

Na przekór tłumom, w Wielkanoc poszłyśmy do całorocznego Christmas shopu (na Royal Mile są dwa różne), oglądać bombki na choinki :D



Piękny ten Edi, prawda?
Ubóstwiam to miasto.
Było dużo dobrego, zdrowego jedzenia.

Moja ulubiona miejscówka na zachody.

Moje kwadraciki przyjemności.



A na zakończenie miesiąca poszłyśmy z Magdą na Stockbridge Market i na cotygodniowy koncert do St Giles – mojej ulubionej katedry, która technicznie rzecz biorąc nie jest katedrą ;)
Me too! Z tygodnia na tydzień coraz bardziej!
Maju, nadchodź!

1 komentarz:

  1. Niby tu mieszkam, ale Twoje zdjęcia dodatkowo mnie urzekły. A pan siedzący na sklepie faktycznie jakby zapozował z kawą :)
    Do zobaczenia w niedzielę!

    OdpowiedzUsuń