INF [3.9.2017]: kadry sierpniowe. Wrzesień planuję wypełnić zaległymi zdjęciami. Powrót do regularnych postów (if ever) planuję na październik. Stay tuned.

31.05.2017

2017: kadry majowe

Maj był piękny, choć pod wieloma względami dla mnie ciężki (ale o tym ciężarze rozpiszę się przy innej okazji, bo to będzie szerszy temat). Szczerze mówiąc, aparatu nie ciągałam ze sobą zbyt często, ale słonecznych, wiosennych kadrów i tak trochę uzbierałam.  
Jednym z głównych punktów maja była kilkudniowa wizyta Moni i Seby w stolicy Szkocji. Długo przekonywać ich nie musiałam, zakochali się po uszy bardzo szybko.  

W pierwszym rzucie wylądowaliśmy na królewskim statku.
Początkowo trochę szkoda mi było na niego pieniędzy, ale wydanych funtów nie żałuję. Podobało mi się o wiele bardziej niż bym przypuszczała – okazuje się bowiem, że większa ze mnie fanka statków niż pałaców.


Pogoda nam się potem dość znacznie skiepściła...
Choć oczywiście Ediemu we wszystkim do twarzy.
Nadrobiliśmy pogodę knajpą.
Gdyby ktoś mi dwa lata temu powiedział, że będę miłośniczką haggis, to bym nie uwierzyła. A serio uwielbiam, w takiej postaci (i sosie z whisky!) najbardziej.
Moje gołąbki w drodze na Artura.
Majestatyczny Artur. Pod wiatr, oczywiście.
No i Cramond Island – wciąż mój edynburki numer jeden na spacery.


Ubóstwiam to miejsce.
Kontemplująca Monia. W niedzielę pogoda znacznie się poprawiła, więc wróciliśmy na Calton zobaczyć coś więcej niż mgłę.

Między weekendami prowadzę batalię o własne zdrowie… jak w końcu ogarnę co mi dokładnie dolega, to będzie tekst. A nawet dwa lub trzy. 

Cramond Kirk.

Nic nie relaksuje po pracy bardziej niż zachód nad wodą.
Czy tam bagnem.




Monotematycznie trochę, wiem, ale muszę dać upust mojej miłości. Szczerze wątpię czy to miejsce kiedykolwiek mi się znudzi.
Ostatni weekend maja (długi) minął mi bardzo aktywnie. W sobotę wybrałam się z Magdą na polecaną przez mojego brata i jego dziewczynę Free Highlands Tour – na dniach możecie się spodziewać krótkiej fotorelacji.
A w niedzielę rano wsiadłam w autobus i pojechałam na samotne zwiedzanie polecanego przez Pana Krzyśka St Andrews. Pięknie było, więc krótka fotorelacja też niebawem będzie.
Oby czerwiec przyniósł dużo pozytywnych zmian.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz