INF [20.11.17]: ręka, co prawda z ograniczeniami, ale już działa, więc szykuję mały foto-spam.

09.06.2017

2017: The Hairy Coo Tour

Odkąd poznałam co to podróżowanie na własną rękę (acz niekoniecznie samemu), unikam zorganizowanych wycieczek jak ognia. Dla tej z The Hairy Coo zrobiłam wyjątek z dwóch powodów: po pierwsze była za darmo, a po drugie polecił mi ją brat, który wrócił z niej (razem z Mają) bardzo zadowolony. Namówiłam więc Magdę i w ostatni weekend maja wsiadłyśmy w pomarańczowy autobus podbijać wyższe regiony Szkocji.
Choć nie była to wycieczka wybitnie fajna, to (podobnie jak mój brat), wróciłam z niej całkiem zadowolona. Przy wszystkich minusach z grupowym zwiedzaniem związanych, było to całkiem udane, krótkie wprowadzenie do highlandsów.

Zakładam, że Magda to potwierdzi. Nawet pogoda w kratkę idealnie się wpasowała (tak, po szkocku, zmoczyło nas).

Pierwszym przystankiem był Forth Bridge.
Potem National Wallace Monument, na którego wspinanie sobie odpuściłyśmy i zaległyśmy na trawce u jego stóp…
…z malowniczym widokiem na Stirling.
Jezioro Menteith (chyba nigdy tej nazwy nie zapamiętam).


Aż chciało się posiedzieć tam dłużej…
Punkt widokowy w parku Trossachs, bardzo po szkocku.
Kocham tą zieleń przyprawioną mgłą i mżawką.

 Kolejne jezioro w parku narodowym…

…z atrakcjami w postaci parowozów.
No i punkt główny całej tej wycieczki, na który niecierpliwie czekałam: włochate krowy! Deszcz nie przeszkodził nam w karmieniu włochatych grubasków. Te krowy są ka-pi-tal-ne!

Przy zamku w Doune najbardziej odczułam negatywne aspekty zwiedzania z grupy: gdyby ode mnie to zależało, spędziłabym tam co najmniej dwa razy więcej czasu.

Jak już zdążyłam ustalić, starsze, zrujnowane zamki przemawiają do mnie o wiele bardziej niż te nowsze, skrupulatnie poprzerabiane na muzea. Zdecydowanie wolę te opuszczone przestrzenie, gdzie wiatr odbija się od kamiennych ścian – to są miejsca prawdziwie dla mnie magiczne, na zadumę i wyobraźnię.

I zazwyczaj mniej zatłoczone.
Ogólnie rzecz biorąc, wycieczkę polecam, szczególnie tym, co trafiają do Szkocji tylko na chwilę, a poza Edynburgiem mają ochotę (i czas) liznąć odrobinę więcej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz