INF [21.6.2017]: o mojej szkockiej miłości! Następne wjeżdżają zdjęcia z St Andrews (#soon). Stay tuned.

31.01.2017

2017: kadry styczniowe

Kadrów ze stycznia może nie uzbierałam zbyt wielu, ale był to miesiąc wybitnie wręcz udany. Nowy Rok, choć na totalnym niewypale (o tym będzie przy okazji kolejnego odcinka z życia Blondynki), witałam nie tylko w cudownym miejscu, ale i w wyborowym towarzystwie.
Lekko ze mną nie mieli, ale przynajmniej sporo zobaczyli.

27.01.2017

And the world keeps spinning

Wiecie co mówią: że nic już nowego się na tym świecie nie wymyśli. Że teraz wszystko jest tylko przepisywaniem i układaniem w nowe konfiguracje, żadna tam eureka. Chłopaki z Kodaline niczego szczególnego nie odkryli pisząc kolejną ckliwą piosenkę o wielkich nadziejach, a jednak to właśnie ta piosenka wydaje się najlepiej obrazować moje przemyślenia. Bądźmy szczerzy: wszystkie moje wnioski z roku 2016 (jak i z poprzednich lat) są takimi właśnie wnioskami z odzysku jak ta piosenka – wydają się wyjątkowe, a śpiewają o czymś dawno już znanym i oczywistym. Bo nieważne ile razy w ciągu roku twój prywatny świat się zawali, ten realny i tak będzie się obracał dalej. I to od ciebie zależy, co z tym oczywistym faktem zrobisz: będziesz udawać, że ciebie grawitacja i czas nie dotyczy, albo to zaakceptujesz i pójdziesz kręcić się ze światem dalej…

13.01.2017

Po namyśle: nie jest źle

Inny miałam plan na piątkową publikację, ale po trzech dniach robienia sobie wody z mózgu i martwienia się wszystkim na zapas, naszło mnie na bardziej pospolite podsumowanie roku. Bo, widzicie, rok 2016 był, dla mnie osobiście, rokiem bardzo dziwnym. O ile 2015 przyniósł kilka ważnych (zarówno w życiu jak i w głowie) transformacji, to 2016 w wielu – zbyt wielu powiedziałabym nawet – kwestiach był rokiem przełomowym. I może właśnie dlatego ciężko mi go sklasyfikować jako zły czy dobry. Przełomy (różnorakie) mają przecież to do siebie, że choć najczęściej wychodzą nam na dobre, to kosztują wiele wysiłku, łez i cierpienia. Co prawda, to, czy przełomy z 2016 rzeczywiście wyszły mi na dobre, jeszcze się okaże. Jedno jest jednak pewne: choć wciąż nie wiem do jakiego celu tak naprawdę dążę, to 2016 na pewno mnie do niego przybliżył. I nie ma co pierdolić, że tak nie jest.

06.01.2017

Filmy 2016

W tym roku filmów obejrzałam mniej niż w latach ubiegłych, bo nie przekroczyłam magicznej setki (stanęło na 88) – zwalam to na życiowe rewolucje jakie przetoczyły się po mojej głowie, i seriale, które kolejno odhaczam z mojej długaśnej listy. Trudno stwierdzić czy moje gusta w jakimkolwiek stopniu ewoluowały, ale za to oczywistym jest, że w gronie polecanych tu przeze mnie tytułów (tj. takich, które wywarły na mnie wrażenie i dostały więcej niż 7 na filmwebie) przeważają pozycje albo oparte na faktach, albo poruszające bardzo aktualne, kontrowersyjne / trudne tematy. To do takich filmów ciągnie mnie ostatnio najbardziej.


Poniżej więc szczęśliwa 8 (obejrzanych przeze mnie w 2016) tytułów, które uznałam za godne polecenia.